Jako wolni ludzie, a nie najemnicy

Szanse zwycięstwa w zmaganiach z sieciami supermarketów nie są duże, ale walczyć trzeba, bo chodzi o setki tysięcy miejsc pracy, o los naszych rodzin i dzieci, o to, czy będziemy mieli na chleb. Zostanie nam choć satysfakcja, że nie poddaliśmy się od razu, że stanęliśmy do boju jako wolni ludzie, a nie najemnicy, jak Polacy w wielu przegranych powstaniach.

 

Nogi mogą ugiąć się  ze strachu, gdy człowiek zrozumie, z jaką potęgą sieci supermarketów ma do czynienia.

Przeciw dobrze zorganizowanym armiom, doświadcznym od kilkudziesięciu lat w bojach na całym świecie, trzeba zwołać polskie pospolite ruszenie małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych i władz samorządowych.

Na wsparcie ze strony polskiego rządu, mediów i wielkich organizacji biznesowych raczej nie ma co liczyć. 

To będzie pewnie wojna partyzancka, jak Powstanie Styczniowe, a nie otwarta bitwa. Jeżeli uda się zorganizować działania na wzór Powstania Listopadowego, przekonać do walki po naszej stronie rząd i jego oddziały, będzie lepiej.

Szanse zwycięstwa nie są duże, ale walczyć trzeba, bo chodzi o setki tysięcy miejsc pracy, o los setek tysięcy rodzin i naszych dzieci, o to, czy będziemy mieli na chleb.

A przecież oprócz armii wystawionej przez  Jeronimo Martins do boju staną po jej stronie zorganizowane, nowoczesne zagraniczne armie m.in. Tesco, IKEA, Real, OBI, Castorama oraz polskie m.in. Polomarket, MarcPol.

Armie te dysponują miliardami złotych, zatrudnią najlepszych dziennikarzy i agencje PR, wyślą do boju wynajętych detektywów i ekonomistów, przekupią samorządowców i polityków.

Może przegramy tę wojnę i pójdziemy w niewolę, popadniemy w biedę. Tak jak właściciele małych i średnich firm produkcyjnych i handlowych w USA.

Ale będziemy mieli satysfakcję, że nie poddaliśmy się od razu, że walczyliśmy w imię naszych interesów i naszej wolności.

Jako wolni ludzie, a nie najemnicy.

Koncern Jeronimo Martins stworzył w Polsce 22 tysiące miejsc pracy. To głównie nisko płatne, niewymagające kwalifikacji stanowiska przy kasach.

Jeronimo Martins jednocześnie zniszczył w Polsce 60-100 tysięcy miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych, przyczynił się do upadku wielu z nich, do zmniejszenia klasy średniej w naszym kraju.

Bilans działań Jeronimo Martins dla rynku pracy, społeczności lokalnych, klasy średniej, naszej gospodarki i państwa jest więc zdecydowanie negatywny.

Dlatego trzeba przeciwstawiać się ekspansji supermarketów wszelkimi możliwymi sposobami.

Tak dla jasności, walkę z nimi będziemy prowadzili zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, głównie na polach medialnych, społecznych i politycznych.

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *