Banki dobijają polskie firmy

"Odcięcie od kredytów grozi serią bankructw",  twierdzi publicysta Ryszard Holzer w dzienniku "Polska".

Protestujący w Warszawie pracownicy Zakładów Mięsnych "Duda-Bis " przywieźli świńskie głowy dla prezesów banków, którzy nie godzą się na wydłużenie okresu spłaty zaciągniętych przez firmę kredytów.

Z podobnych powodów bankrutują Krośnieńskie Huty Szkła, jeden z największych na świecie producentów szkła gospodarczego.

Nas boli głowa o rosnące raty spłacanych kredytów mieszkaniowych. Jeśli przetrzymamy jednak parę miesięcy, to z kłopotów się wygrzebiemy. Pod warunkiem że w nie stracimy pracy. To się może stać, jeśli nasza firma będzie odcięta od kredytów.

Tymczasem banki wolą trzymać pieniądze na lokacie w NBP. Jeden znany przedsiębiorca musi w tym półroczu zamienić kilkadziesiąt milionów krótkoterminowych należności na kredyt wieloletni. Pytany, jak ocenia niechęć banków do kredytowania, rozkłada ręce: "Dopóki kryzys nie dotknie dna, nie mają jak wycenić ryzyka. Jeśli w zeszłym roku sprzedałem miesięcznie za 50 mln, to teraz zakładam, że sprzedam za 40. A bank pyta, dlaczego nie 20? Na razie sprzedaż mamy jak w zeszłym roku. Ale co, jeśli ruszą masowe zwolnienia?".

Niechęć bankowców do ryzyka to część problemu. Z tym można sobie jakoś radzić dzięki gwarancjom rządowym na kredyty dla przedsiębiorstw. Jest jednak inny problem.

Większość naszego sektora bankowego ma zagranicznych właścicieli. W zeszłym roku banki-matki pożyczyły polskim bankom-córkom kilkadziesiąt miliardów złotych, dzięki którym te mogły rozwinąć akcję kredytową. Dziś same potrzebują pomocy.

Niecały rok temu włoski UniCredit ratował swą płynność dzięki 1,5 mld zł dywidendy z kontrolowanego przez siebie Pekao.

W najbliższych miesiącach kolejne zagraniczne banki będą się wspierać zyskiem z polskich inwestycji. To legalne działania, ale pieniądz, który wyjeżdża za granicę, nie pracuje w Polsce.

W kręgach bankowych słyszy się też o działaniach bardziej wątpliwych – np. bank X należący do zagranicznego banku Y ustanawia lokatę w banku Z. W zamian bank Z podobną lokatę zakłada w banku Y, ratując jego płynność.

Ekonomista i były wiceminister finansów Stefan Kawalec proponuje, jak można doprowadzić do zwiększenia akcji kredytowej dla przedsiębiorstw: "Zachętą dla banków miałaby być, z jednej strony, możliwość uzyskania dodatkowych funduszy pożyczkowych (z NBP i rynku międzybankowego pod osłoną gwarancji rządowych), a z drugiej – możliwość partycypacji Skarbu Państwa w ryzyku kredytowym w przypadku części kredytów dla przedsiębiorstw".

Nadzór bankowy powinien też sprawdzać, czy polskie banki nie wspierają zagranicznych właścicieli. Jeśli tak, to "powinny zostać zobowiązane do przedstawienia harmonogramu zwrotu tych depozytów w okresie nie dłuższym niż kilka miesięcy".

Zdaniem Kawalca zagraniczni właściciele narzucają polskim bankom zbyt ostrożną politykę kredytową. Tymczasem nasza sytuacja gospodarcza jest wciąż lepsza niż w krajach starej Unii.

Ratujące zachodnioeuropejski sektor finansowy trzymanie pieniędzy w skarbcu nie jest u nas racjonalne. Przeciwnie, może stać się czynnikiem pchającym nas w stronę recesji.

źródło: POLSKA The Times, str. 16/Opinie za www.zbp.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *