Premier chce zmniejszyć nasze długi

Zapowiedział już podwyżkę VAT i akcyzy, poparł pomysł opodatkowania banków. Jego propozycja nie są w bieżącym interesie ludzi, firm i banków. Ale nie ma innego wyjścia. Dalsze zadłużanie może doprowadzić do katastrofy. Gdyby premier doprowadził do bankructwa naszego kraju, dużo więcej straciliby obywatele, firmy i banki. 

 

Nikt nie lubi płacić podatków.

Jako zdeklarowany liberał, uważam, że im niższe podatki, tym lepiej dla gospodarki. 

Żyjemy jednak w konkretnej rzeczywistości, gdy nasz kraj ma olbrzymi deficyt budżetowy (7 proc. PKB), wielkie długi oficjalne (700 mld zł) i ogromne zobowiązania wobec emerytów i rencistów (ponad 2 biliony złotych). 

Przypadek Grecji pokazuje, że nie ma żartów. Rynek finansowy potrafi boleśnie ukarać nawet państwo za nadmierne długi.

Premier Donald Tusk długo ukrywał przed ludźmi, jak fatalna jest sytuacji finansów publicznych. Mamił ich zieloną wyspę, by kandydat PO mógł wygrać wybory prezydenckie.

Teraz, gdy PO ma pełnię władzy, zdecydował jednak przedsięwziąć działania, które nie przysporzą mu popularności w wyborach parlamentarnych, ale są niezbędne, by ratować stabilność finansów publicznych – chce podnieść VAT, akcyzę, ograniczyć zatrudnienie w administracji rządowej.

No i chce opodatkować banki.

Działania te podejmuje, by ratować budżet państwa.

I ja to rozumiem.

Mimo, że premier nie skorzystał z mojej rady, by zaoszczędzić w budżecie państwa 30 mld zł rocznie z likwidacji II filaru reformy emerytalnej.

Premier walczy o zmniejszenie deficytu na kilku frontach.

Na zjeździe NSZZ Solidarność sprowokował związkowców do gwizdów i krzyków, by pokazać, że zachowują się nieodpowiedzialnie, by ich skompromitować w oczach opinii publicznej i łatwiej przeciwstawiać się ich żądaniom finansowym w przyszłości.

Jego sojuszniczka Henryka Krzywonos zneutralizowała na tym zjeździe lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego, który chciałby wzmocnić swoje notowania polityczne  na fali niezadowolenia społecznego.

Bitwa na zjeździe NSZZ Solidarność to był polityczny majstersztyk Tuska. Nie przypadkiem uśmiechał się, wychodząc z sali obrad. 

Premier bije też w interesy obywateli, zamierzając podwyższyć VAT i akcyzę.

Uderza również w banki, chcąc je dodatkowo opodatkować.

Przedstawiciele sektora bankowego są przeciwni nowemu podatkowi, który według "DGP" ma przynieść budżetowi ponad 1 mld zł

 
"Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich, sektor bankowy w Polsce nie jest ani przyczyną kryzysu, ani dziury w budżecie, a banki są u nas opodatkowane najwyżej w UE. Podatek zmniejszy ich zdolność do kredytowania gospodarki i w efekcie może spowolnić wzrost gospodarczy. A to będzie przyczyną kolejnych problemów budżetowych. Banki w Polsce nie potrzebowały pomocy państwa, nie ma uzasadnienia dla ich dodatkowego opodatkowania. Te wszystkie tłumaczenia to tylko chęć zdobycia pieniędzy na łatanie dziury budżetowej", podał BS.net.pl

Krzysztof Pietraszkiewicz ma rację. Premierowi chodzi o łatanie dziury budżetowej.

Ale ktoś ją musi załatać. Nie zrobią tego ufoludki. To nasze długi.

Donald Tusk stara się rozłożyć ciężary tego łatania mniej więcej równomiernie, na biednych i bogatych obywateli, na firmy i banki.

Bo gdyby doprowadził do bankructwa naszego kraju, dużo więcej straciliby i biedni, i bogaci obywatele, i firmy, i banki. 

 

Jerzy Krajewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *