Matką recesji jest strach przed recesją

Szprycowanie gospodarki potokami pieniędzy ze strachu przed spowolnieniem nadmuchało w minionych dekadach kilkanaście naprawdę wielkich baniek, które pękały z coraz większym hukiem.

 

 Teraz znowu światowi przywódcy, w obawie przed recesją stosują metody, które mogą doprowadzić do tego, że załamanie będzie jeszcze głębsze.

Władze uznawały, że konieczne są bodźce fiskalne i ilościowe luzowanie. Te dwa określenia to eufemizmy na określenie powiększania zwałów państwowych długów publicznych, które w końcu przekształcają się w monstrualne wysypiska finansowych śmieci. Sekwencja zarysowanych zdarzeń i mechanizmów uprawnia do wniosku, że matką większości, a już z pewnością bardzo wielu recesji jest obawa przed recesją. W dodatku, im większy strach, tym chętniej rządy zwiększały swe długi. Aż w końcu okazało się, że  im większy debet, tym nieunikniona recesja jest głębsza.

Lekkie otrzeźwienie przyszło zupełnie niedawno w USA. Wskutek nieugiętej postawy republikanów prezydent Obama został zmuszony do zaakceptowania redukcji wydatków amerykańskiego budżetu bez ruszania podatków. Jakkolwiek sprzeciw Grand Old Party wobec planów likwidacji przywilejów podatkowych najzamożniejszej części Amerykanów może budzić zdumienie, to – odsiewając motywacje czysto polityczne – jest racjonalny.

Zwiększanie lub zmniejszanie podatków to czynność trywialna. Redukowanie wydatków wymaga natomiast prawdziwego trudu i ekonomicznej biegłości, których brakuje rządzącym od wielu już dekad. Ameryce i światu trzeba więcej skutecznych wysiłków zmierzających do trwałego zniwelowania wydatków (i długów), a nie osłabiania czujności i zaangażowania, do czego prowadzi łatwy pieniądz z podatków.

Włochy

Europa przyglądała się bacznie zmaganiom w Ameryce. Gdy już mocno zaczęło trząść nawet włoscy  beneficjenci modelu dolce far niente zebrali się w miarę szybko. Po bitwach o skalę oszczędności parlament włoski uchwalił plan zakładający zmniejszenie deficytu finansów publicznych o prawie 48 mld euro. Wyglądało to nie najgorzej. Po wnikliwszym spojrzeniu okazało się jednak, że natychmiastowe oszczędności miały wynosić marne 6 mld euro, a główny wysiłek przełożono na czas po wyborach parlamentarnych, które odbędą się w 2013 roku.

Ta sztuczka była kolejnym dowodem promocyjnego geniuszu Silvio Berlusconiego. Pokazywała jednak także, jak łatwo omamić świat dobrą wiadomością, która okazuje się mydleniem oczu.

W rezultacie jeszcze kilka dni temu włoski program poprawy finansów publicznych nie mógł uzasadniać hipotetycznej tezy, że świat wreszcie mądrzeje. W połowie 2011 roku dług publiczny Włoch podniósł się do rekordowego 1,9 biliona euro i stanowi teraz 120 proc. PKB. To tyle, co ubiegłoroczne PKB Polski razy 4,5 do 5,5 (w zależności od kursu złoty – euro). Złotousta retoryka Berlusconiego musiała zostać zastąpiona działaniami, tym bardziej, że rynki nie dały się nabrać (oprocentowanie 10-letnich obligacji włoskich wzrosło do 6,2 proc., czyli do poziomu najwyższego od ponad dekady), a Europejski Bank Centralny zagroził bardzo poważnymi restrykcjami.

W nocy z 12 na 13 sierpnia rząd włoski uzupełnił więc terminarz oszczędności. Do poprzednich 48 mld euro dołożone zostały oszczędności budżetowe w okresie 2012-2013 opiewające na 45 mld euro. Obejmą m.in. wprowadzenie podatku solidarnościowego dla osób zarabiających powyżej 90 tys. euro rocznie, o 8,5 mld euro mniejsze będą dotacje dla regionów, o 38 spadnie liczba prowincji, a o 1500 liczba włoskich gmin, sprywatyzowane mają być usługi komunalne i ograniczone wydatki na cele społeczne. W grę wchodzi też podniesienie z 12,5 do 20 proc. podatku od dochodów z kapitału. Włoski odpowiednik „Belki” dorównałaby polskiemu, z tym że podatek nie obejmowałby we Włoszech zysków z rządowych papierów wartościowych. Rząd włoski spełnił w ten sposób żądanie zrównoważenia w 2013 r. budżetu państwa postawione przez EBC. Oprocentowanie włoskich obligacji spadło natychmiast o 100 punktów bazowych (1 punkt procentowy), inna sprawa, że nie wiadomo na jak długo.

Hiszpania

Tego samego dnia bank centralny Europy wysupłał też gotówkę na hiszpańskie obligacje. Hiszpania była drugim w sierpniu państwem, które otrzymało ultimatum od EBC. Premier Zapatero przeforsował zmniejszenie wynagrodzeń w sektorze publicznym, zamrożenie emerytur i obcięcie wydatków socjalnych. W rezultacie deficyt ma zostać zmniejszony z 9,2 proc. PKB w 2010 r. do 6 proc. w tym roku i 4,4 proc. w 2012 r. Rząd ustalił sztywny limit wydatków budżetowych w łącznej wysokości 117,4 mld euro.

Portugalia

W Portugalii jest pod tym względem tylko nieco lepiej (minus 16,7 proc.), lecz ten mały smyk lekcje zadane przez Brukselę i MFW odrabia sumiennie. Praca domowa polega na obniżeniu do końca tego roku deficytu budżetowego z 8,9 proc. do 5,9 proc. PKB. W 2012 r. deficyt ma spaść do 4,5 proc., a w 2013 do 3 proc. PKB. Podniesione zostały podatki i opłaty transportowo-drogowe, zniesiono dopłaty do biletów, rząd sprzedał też znacjonalizowany podczas kryzysu BancoPortugues de Negocios. Jest już niemal pewne, że tegoroczny deficyt budżetowy nie przekroczy5,9 proc. Jednak biednemu zawsze wiatr w oczy. Podobnie jak we Włoszech gwałtowne spadki na giełdach zmusiły rząd do kolejnych oszczędności. W minionym tygodniu ogłoszono w Lizbonie dodatkowe zmniejszenia funduszów płac w ministerstwach spraw wewnętrznych i obrony wynoszące ok. 100 mln euro, zapowiedziano podwyżki cen gazu ziemnego i energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych; z 6 do 23 proc. wzrośnie stawka VAT na oba te nośniki energii. Recenzenci z Europejskiego Banku Centralnego, Komisji Europejskiej i MFW pozytywnie ocenili wykonanie zadań nałożonych na Portugalię w umowie dotyczącej udzielenia jej pomocy finansowej w wysokości 78 mld euro. We wrześniu Portugalia otrzyma zatem w ramach tego wsparcia kolejny czek opiewający na 11,5 mld euro.

Wielka Brytania

Jak było do przewidzenia, zamieszki w Wielkiej Brytanii wywołały w Izbie Gmin głosy nawołujące do rezygnacji z 20-procentowego cięcia środków na policję oraz do przywrócenia hojniejszej polityki społecznej. Rząd się nie na razie nie ugiął, a lud go nie zawiódł. Część Brytyjczyków nie upatruje mianowicie poprawy w zwiększeniu liczby policjantów i domaga się odebrania zasiłków socjalnych rodzinom, których latorośle uczestniczyły w burdach i zamieszkach. Kanclerz George Osborne oświadczył, że nie będzie odstępstw od przyjętego jesienią 2010 roku programu oszczędności budżetowych, które mają wynieść w sumie 81 mld funtów.

Francja/Niemcy

We Francji było w miarę spokojnie. Uzgodniony został program naprawczy. Przyszłoroczne wydatki mają być zamrożone na poziomie nominalnym zapisanym w tegorocznym budżecie. Deficyt budżetowy ma spaść z ubiegłorocznych 7,1 proc. PKB do 5,7 proc. w 2011 r. i 4,6 proc. w 2012 r. oraz 3 proc w 2013 r.. To skromnie jeśli porównać z Niemcami, którzy planują zbicie swojego deficytu budżetowego do 0,35 proc PKB i ma to nastąpić najpóźniej w 2016 roku, ale jak na zachodniego lidera etatyzmu – cele całkiem, całkiem.

Dobre samopoczucie ulotniło się znad Sekwany 10 sierpnia. W trybie awaryjnym zjechał do Paryża z urlopu prezydent Sarkozy. Pogoniła go plotka o rzekomych, wielkich problemach banku SocGen i bliskim podobno obniżeniu ratingu Francji, który obecnie ma maksymalną wartość AAA. Poziomem długu w relacji do PKB Francja nie powinna odstraszać. Wynosi on skromne 82 proc., chociaż jeszcze w 2007 roku wskaźnik miał wartość 64 proc. Chodzi jednak o to, że jest to obecnie jedna z najwyższych relacji państwowy dług publiczny/PKB wśród państw ocenianych na AAA. Prezydent Sarkozy skorzystał z okazji, żeby potwierdzić, że Francja spełni obietnice redukcji długu, nawet gdyby odbyło się to kosztem spowolnienia gospodarczego.

Strach globalnych inwestorów wywołany pogłoskami o obniżeniu ratingu nie brał się jednak z oceny francuskiej gospodarki. Spekulacje szły torem europejskim. Jeśli spadnie rating Francji to Fundusz Europejskiej Stabilizacji Finansowej będzie miał duże kłopoty z ulokowaniem na rynkach ekskluzywnego długu AAA w wielkościach potrzebnych do zgromadzenia środków wystarczających do wyciągania z dna Grecji i innych nieudacznych państw. The Economist ocenił, że front finansowy przebiega teraz w Europie nie przez półwysep iberyjski oraz apeniński, lecz wzdłuż i wszerz Francji.

Węgry

Na Węgrzech burza finansowa przetoczyła się zimą i wiosna, lecz grzmoty niecałkiem ustały. Ciesząca się pełnią władzy partia Fidesz zupełnie poważnie rozważa ustanowienie prawa, na mocy którego do odpowiedzialności karnej za zapuszczenie finansów publicznych państwa będzie można pociągnąć aż trzech poprzednich premierów.

Doradcy z McKinseyGlobal Institute szacują, że dług globalny urósł w 2010 roku o 3 proc., do 158 bilionów dolarów. Stanowił 266 proc. globalnego PKB. Cały świat zadłużony jest zatem bardziej niż Grecja. Gdy sprowadzić te liczby do parteru okazuje się, że na każdego mieszkańca Ziemi przypada ok. 23 tys. dolarów globalnego długu.

Na liczniku zegara polskiego długu publicznego zainstalowanego w Warszawie staraniem prof. Balcerowicza jest teraz prawie 21 tys. złotych zadłużenia przypadającego na jednego obywatela RP. Polska ze wskaźnikiem w okolicach 55 proc. wygląda na tym tle zupełnie przyzwoicie.

Musi jednak mieć się na baczności, bowiem jest biedniejsza, ma mniejsze zasoby i potencjał rozwojowy. Bez rychłego zatrzymania wzrostu i później – zmniejszenia zadłużenia, w niesprzyjających okolicznościach wewnętrznych i zewnętrznych możemy podzielić los Grecji, czy Portugalii.

Jan Cipiur
 

źródło: http://www.obserwatorfinansowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *