Bezrobocie w USA jest strukturalne

"Firmy w USA wolą oszczędzać niż zatrudniać, wiele miejsc pracy przeniesiono za granicę, nowe technologie zlikwidowały niektóre rodzaje pracy na stałe. Nawet, gdy gospodarka przyśpieszy, pozostanie wysokie bezrobocie", ocenia "WSJ".

 

WSJ: Bezrobocie w USA jest strukturalne, nie ma widoków na poprawę

Firmy w USA wolą oszczędzać niż zatrudniać, wiele miejsc pracy przeniesiono za granicę, nowe technologie zlikwidowały niektóre rodzaje pracy na stałe. Nawet, gdy gospodarka przyśpieszy, pozostanie wysokie bezrobocie – pisze weekendowy "Wall Street Journal".

Tym razem wygląda na to, że nie ma panaceum na bezrobocie, które nie wynika tylko ze spowolnienia gospodarki. Jest strukturalne i nawet, gdy poprawi się sytuacja gospodarcza USA na rynku pozostanie armia bezrobotnych – pisze WSJ w wydaniu internetowym.

14 mln bezrobotnych, 9,3 mln osób zmuszonych zadowolić się pracą w niepełnym wymiarze i ludzi bez pracy, którzy nie są zarejestrowani jako bezrobotni, bo od ponad czterech tygodni przestali szukać pracy, to prawie 26 mln osób. Ponad dziesięć razy więcej niż liczy amerykańska armia. Jeśli wybuchną gniewem, ruch Okupuj Wall Street wyda się banalny – uważa autor artykułu Howard Gold.

źródło: "Wall Street Journal" za PAP i Onet.pl

 

Nasz komentarz:

Od jesieni 2008 r. twierdzę w mediach i na naszych konferencjach, że głównym problemem Zachodu jest strukturalne bezrobocie, spowodowane ucieczką miejsc pracy do krajów niskokosztowych, likwidacją miejsc prac w wyniku rozwoju technologii, ekspansją hipermarketów i dyskontów.

Od trzech lat ostrzegam też przed globalnym kryzysem gospodarczym, wywołanym przez kłopoty Zachodu, związane ze strukturalnym bezrobociem i duży zadłużeniem ludzi i firm.

W naturalnych warunkach, w normalnej gospodarce rynkowej,  kryzys w latach 2009-2010 byłby głębszy i wyczyściłby gospodarkę z chorych banków i firm. Politycy zdecydowali się jednak ratować źle zarządzane banki i nieefektywne firmy za pomocą pieniędzy podatników i długów zaciąganych w imieniu dzieci i wnuków. 

W 2011 r. do granic możliwości zadłużania się doszły również państwa.

Nawet poważni ekonomiści zaczęli więc przyznawać, że bezrobocie w USA jest strukturalne. 

Niedługo, tak jak ja od dwóch lat, zaczną przyznawać, że mamy do czynienia z klasycznym kryzysem nadprodukcji. Globalne moce produkcyjne zostały bowiem zbudowane pod życie na kredyt. Gdy kończą się możliwości dalszego zapożyczania się, zmniejszy się popyt. 

Politycy mają więc dylemat co robić.

Czy wracać do normalnej gospodarce rynkowej, co doprowadzi do oczyszczającej recesji, wzrostu bezrobocia i być może wybuchu wielkiego niezadowolenia społecznego.

Czy nadal oszukiwać ludzi, kombinować z dalszym zadłużaniem, dotacjami, pomocą socjalna, by uniknąć  wybuchu wielkiego niezadowolenia społecznego.

 

Jerzy Krajewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *