Wielkie sukcesy polskich przedsiębiorców i rządu

"Liczba zatrudnionych zwiększyła się w Polsce o 850 tys. od 2007 do 2011 r., a od 2004 r.  aż o 2,3 miliona. W latach 2008 – 2011 mieliśmy najszybszy rozwój gospodarczy w całej Unii – 15,5 proc.  ",  podał w "Rzeczpospolitej" minister finansów Jacek Rostowski. 

  Minister finansów Jacek Rostowski napisał tak:

Weźmy jedną z – wydawałoby się, najmniej dla rządu korzystnych – zmiennych, czyli wzrost długu publicznego. Powszechnie wiadomo, że dług publiczny w Polsce wzrósł o ponad 300 mld zł. Ale jeżeli chcemy porównać Polskę do innych krajów Unii, to widzimy, że aż 20 z naszych partnerów miało większy wzrost relacji długu do PKB w tym okresie niż Polska, w tym takie wzory dyscypliny finansowej, jak Niemcy czy Holandia: u nas ta relacja wzrosła o 11,7 proc., w Niemczech o 16,5 proc., w Holandii o 18,9 proc., a przeciętnie w Unii o 23,5 proc.

Jak to osiągnęliśmy? Po prostu dzięki temu, że w Polsce mieliśmy w latach 2008 – 2011 najszybszy rozwój gospodarczy w całej Unii, i to z bardzo znaczącą nadwyżką. Nasze PKB w tym okresie wzrosło o 15,5 proc., gdy w Unii spadło o 0,5 proc. Najbardziej uderzające porównanie jest z krajem, który znalazł się na drugim miejscu na podium – Słowacją. Tam wzrost wyniósł jedynie 8 proc. Na trzecim miejscu była Malta z 6,7 proc. wzrostu, a wszystkie inne kraje – z tych, które uniknęły spadku PKB – łącznie z tak często chwaloną Szwecją, osiągnęły mniej niż 4 proc. skumulowanego wzrostu.

Rozwojowi gospodarczemu towarzyszył w naturalny sposób wzrost zatrudnienia. Ilość zatrudnionych zwiększyła się o 850 tys. od 2007 do 2011 r. Plasuje to Polskę na drugim miejscu w całej Europie, tuż za Niemcami, które mają przecież ponaddwukrotnie więcej mieszkańców. Nawiasem mówiąc, jest to dowód, że nasze rozwiązania socjalne, jakiekolwiek słabości by miały, w praktyce nie zniechęcają ludzi do pracy, mimo twierdzeń niektórych ekonomistów. Ten fakt można zaobserwować jeszcze jaśniej, jeśli popatrzymy na dłuższy okres, np. od 2004 r.: w tym czasie aż 2,3 miliona dodatkowych osób podjęło pracę w Polsce.

 

Prof. Krzysztof Rybiński w "Rzeczpospolitej"  słusznie zwrócił uwagę, że minister nie wspomniał o roli przedsiębiorców w tym sukcesie. 

"Pragnąłbym dodać, że drobny udział w tym sukcesie mieli też polscy przedsiębiorcy", kąśliwie skomentował prof.  Rybiński.

Popieram komentarz prof. Rybińskiego.

To głównie przedsiębiorcy tworzą miejsca praca, a tylko oni tworzą realne miejsca pracy, czyli przynoszące dochód na globalnym rynku.  Dobre wyniki polskiej gospodarki na tle innych krajów europejskich to ewidentnie ich wielki sukces.

Ale pewien wkład ma też rząd Donalda Tuska.

Słusznie, że ograniczył składki do OFE. Powinien pójść dalej i dać ubezpieczonym  wybór: ZUS i OFE czy sam ZUS. Infrastruktura informatyczna do dania takiego wyboru jest już gotowa.

Od lat krytykuję życie na kredyt, na koszt przyszłych pokoleń, za podłe uważam zaciąganie długów w imieniu dzieci i wnuków. Ale w latach 2008-2011 sytuacja byłą wyjątkowo dramatyczna.  Duże ścięcie wydatków wpędziłoby nasz kraj w recesję, wzrosłoby bezrobocie.

Może warto było podjąć ryzyko dalszego zadłużania się. 

Lata 2012-2013 mogą być trudniejsze niż lata 2008-2011. Znowu większość wysiłku jest na barkach przedsiębiorców, na które rząd nałożył kolejne ciężary, m.in. podwyższył składkę rentową.

Ale przecież ktoś te ciężary musi nieść. Nie zrobią tego za nas Marsjanie.

Źle rząd zrobił, że podwyższył składkę rentową z dnia na dzień.

Konieczna jest roczna vacatio legi na zmiany podatkowe i ubezpieczeniowe.

Już teraz trzeba więc uchwalić prawo dające ubezpieczonym prawo wyboru: ZUS i OFE czy sam ZUS, które wejdzie w życie za rok.

I utrzymać elastyczne formy zatrudnienia, dzięki którym rynek pracy w Polsce jest jednym z najbardziej liberalnych. 

Choć ja poszedłbym dalej, wprowadziłbym dobrowolność wszystkich ubezpieczeń społecznych i majątkowych. 

Jerzy Krajewski

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *