Ujemny bilans członkostwa w UE

Błędna decyzja strategiczna podjęta przez nasze elity w  roku 1990, by szybko wchodzić do Unii Europejskiej, kosztowała nas setki miliardów dolarów i utratę kilku milionów miejsc pracy w przemyśle.  Niemcy i Francja ograły nas jak frajerów.

 
Kolejny dobry tekst Aleksandra Pińskiego w  tygodniku "Uważam Rze". Tym razem o stratach Hiszpanii i Grecji na wejściu do Unii Europejskiej.

I znowu pochwała ochrony celnej dla rodzimego przemysłu i pochwała zaangażowania państwa we wspieraniu industrializacji. 

 

Gdy gospodarka była chroniona cłami, a państwo inwestowało w przemysł i Hiszpania, i Grecja rozwijały się szybko, jak Japonia i Korea Południowa, a bezrobocie było niskie.

Po wejściu Hiszpanii i Grecji do UE ich firmy przegrały konkurencję z prężniejszymi firmami niemieckim, a wprowadzenie euro w Hiszpanii i Grecji uniemożliwiło tym krajom odzyskanie konkurencyjności przez dewaluację narodowych walut.

Obecnie Hiszpania i Grecja są w głębokiej recesji, a bezrobocie przekracza 20 proc.

O Polsce jest niewiele, ale dane są szokujące.
"Produkcja przemysłowa w naszym kraju wynosiła w 2011 r. zaledwie 2063 USD na obywatela, czyli nawet mniej niż w pozbawionej większego przemysłu Grecji (2283 USD). Dla porównania, nawet w Czechach i Słowacji produkcja przemysłowa jest ponaddwukrotnie wyższa )odpowiednio 4462 i 4203 USD). W skali światowej reprezentujemy poziom Ameryki Południowej i Chin", napisał Aleksander Piński.

"Promowany przez UE wolny handel i konkurencja z bogatymi w kapitał, know-how i lata doświadczeń firmami z zachodu Europy doprowadza do zahamowania rozwoju przemysłu w biedniejszych krajach. Ich obywatele kupują produkty zachodniego przemysłu i dają pracę Niemcom i Austriakom. Dlatego organizacje zachodnich przemysłowców od początku lat 90. aktywnie działały na rzecz jak najszybszego rozszerzenia UE o kraje postsocjalistyczne", dodał Aleksander Piński.

Trzeba w takim razie zadać pytanie, dlaczego Polska została przyjęta do UE dopiero w 2004 r.

Wyjaśnienie jest proste. Zachodnie firmy przemysłowe uzyskały mniejsze stawki celne znacznie wcześniej. Kraje UE oszukały Polskę. Obiecały, że przyjmą ją do UE już w połowie lat 90. XX wieku. Zażądały jednak obniżenia stawek celnych. Gdy Polska stawki obniżyła, otworzyła nasze firmy na potężną zachodnią konkurencję, UE zaczęła zwlekać z przyjęciem Polski. Opóźniła nasz akces o 10 lat. Ponieśliśmy więc olbrzymie straty z powodu obniżenia barier celnych, a korzyści z członkostwa w UE nie było.

Jako pierwszy zwrócił mi na to uwagę Sobiesław Zasada w 1998 r. On inwestował w przemysł motoryzacyjny, licząc na szybkie wejście Polski do UE. I przeliczył się.

Niemcy i Francja oszukały Polskę. Ograły nas jak frajerów.

Cały czas ogrywają.

Obecnie, gdy jesteśmy w UE, naszą konkurencyjność chroni jeszcze własna waluta, niskie podatki, niższe koszty pracy i niższe ceny energii, dzięki własnym pokładom węgla.

Łobuzy z Niemiec i Francji pracują jednak ciągle, by odebrać nam nasze atuty. Chcą nas jeszcze bardziej zdołować i nam dokopać.

Z dzisiejszej perspektyw jasno widać, że w 1990 r. popełniliśmy błąd stawiając na wejście do UE.

Trzeba było zdecydować się na samodzielny rozwój, inwestycje w przemysł i jego ochronę za pomocą ceł.

Z takim rozwojem mieliśmy do czynienia w PRL za czasów Władysława Gomułki i Edwarda Gierka.

Błędna decyzja strategiczna podjęta przez nasze elity w 1990 r., by szybko wchodzić do UE, kosztowała nas setki miliardów dolarów, utratę kilku milionów miejsc pracy w przemyśle. Doprowadziła do tego, że kraj został podbity przez zachodnie banki, koncerny handlowe i przemysłowe.

Dziś w Polsce nie ma pracy dla 5 milionów dorosłych obywateli, z czego 2 miliony wygoniliśmy za granice.

To jest skutek błędnej decyzji naszych elit politycznych.

A najgłupszy jest system OFE, którego głównym celem jest pomaganie zachodnim bankom i instytucjom finansowym w drenowaniu naszego społeczeństwa.

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *