Sieciom supermarketów mówimy stanowcze nie

Trzeba zahamować ekspansję hipermarketów w Polsce w imię solidaryzmu społecznego, idei obrony słabszych przed silniejszymi. Trzeba im postawić większe przeszkody niż proponowała stara ustawa o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych. To obecnie jedna z najważniejszych kwestii ekonomicznych.

Dziś już widać, że ekspansja hipermarketów zaszkodziła amerykańskiej gospodarce, choć rok temu nie było to jeszcze takie jasne. Wykończyła miliony firm handlowych i produkcyjnych w  amerykańskich miastach, wpędziła w kłopoty miliony przedsiębiorców. Wielu z nich straciło firmy i zostało najemnymi pracownikami, wielu do tej pory żyje z zasiłków społecznych.

Amerykańskie klasy średnia i niższa z roku na rok ubożały. Ludzie coraz bardziej żyli na kredyt. Amerykański bank centralny próbował ożywić gospodarkę tanimi kredytami i skończyło się to krachem na rynku kredytów hipotecznych.

Podstawą kryzysu jest jednak trwająca wiele lat ucieczka miejsc pracy w handlu i produkcji z USA za granicę.

Sieci hipermarketów wykończyły small business w USA w prosty sposób. Małym i średnim firmom handlowym odebrała klientów. Małym i średnim firmom produkcyjnym zabrała kanały dystrybucji, upadły bowiem firmy handlowe, w których te produkty sprzedawały, a sieci supermarketów na swoje półki ich nie wzięły, bo zapełniły je tanimi produktami z Chin, Indii, Tajlandii czy Brazylii.

To był jeden z powodów utraty miejsc pracy w USA.

Drugi to przenoszenie produkcji wielkich amerykańskich koncernów do krajów, w których można było tanio zatrudnić pracowników. Trend ten został wzmocniony również przez sieci supermarketów. Gdy zaczęły one sprowadzać tanie produkty z zagranicy, amerykańscy producenci, by konkurować z nimi, musieli obniżyć koszty, i zaczęli wyprowadzać produkcję do tańszych państw.

W efekcie pracę tracili Amerykanie, a zyskiwali ją obywatele krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Amerykanie ubożeli, a poprawiało się położenie ludzi w innych krajach. Ale najbardziej bogacili się właściciele sieci supermarketów. Ich fortuny liczone są obecnie w dziesiątkach miliardów dolarów.

Mają tyle pieniędzy na reklamy i public relations, że na ich usługach są wielkie telewizje, stacje radiowe, prasa i politycy.

Kilka dni temu prezydent Portugalii uczestniczył w otwarciu tysięcznego supermarketu Biedronka w naszym kraju.

Postawienie szlabanu ekspansji sieci supermarketów społecznie jest tak ważne jak kiedyś reforma rolna.

Są państwa, gdzie politycy to zrozumieli. Pewnie uda się przekonać do tego ważnych polityków Unii Europejskiej. Oni rozumieją idee solidaryzmu społecznego, obrony słabszych przed silniejszymi.

To prawda, że sieci supermarketów są bardziej efektywne ekonomicznie niż małe sklepy, że dzięki temu  towary w nich mogą być tańsze.

Podobnie było w przypadku wielkich folwarków rolnych. Były one bardziej efektywne niż gospodarstwa chłopskie. Można było w nich wykorzystywać nowoczesne maszyny i nowoczesne metody upraw. Dzięki temu produkty rolne mogły być produkowane taniej.

Jednak wiele społeczeństw zdecydowało się przeprowadzić reformę rolną i rozparcelować wielkie majątki ziemskie, by je podzielić między chłopów.

Wynikało to głównie z idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego. Ponadto wolni, niezależni finansowo chłopi to baza dla demokracji.

Obecnie w imię idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego trzeba powstrzymać w Polsce ekspansję sieci supermarketów, by bronić dziesiątki tysięcy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, by bronić klasę średnią w Polsce, by ratować setki tysięcy miejsc pracy.

Trzeba sieciom hipermarketów postawić szlaban większy i mocniejszy niż został zaproponowany w zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny ustawie o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych.

Ideę tę trzeba propagować również na różnych forach w Unii Europejskiej. Wśród jej lewicowych elit znajdzie ona zrozumienie.

Wolny rynek nie powstrzyma ekspansji supermarketów. Potrzebne są bariery administracyjne, postawione przez polityków. To jest teraz jedna z najważniejszych kwestii społecznych,  ekonomicznych i politycznych.

Jerzy Krajewski, dyrektor Klubu Gepardów Biznesu, 6 września 2008 r.

Więcej na ten temat:

http://www.wprost.pl/ar/137946/USA-bezrobocie-najwyzsze-od-5-lat/

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Wspierajmy się nawzajem

 

Z Jakubem Szulcem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawia Jerzy Krajewski

Jest Pan za szybkim anulowaniem ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (WOH). Czy wie Pan, jakie są skutki dynamicznej ekspansji sieci hipermarketów dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, małych miast i stanu bezrobocia?

Czy wie pan, jakie będą skutki ekspansji sieci handlowych za pomocą małych marketów w małych miastach?

Małe markety nie dają im takiej przewagi konkurencyjnej jak centra handlowe. Czy to prawda, że PSL nic chce anulowania tej ustawy?

Rzeczywiście, nasz koalicjant ma wątpliwości w tej sprawie.

Rozumiem interesy PSL. Rozwój sieci hipermarketów bije w małe i średnie firmy handlowe i produkcyjne, m.in. z branży rolno-spożywczej. Wiele z nich funkcjonuje na terenach wiejskich i w małych miastach. Działają i pracują tam wyborcy PSL i klienci banków spółdzielczych. Dla sieci hipermarketów liczą się głównie wielcy dostawcy, dla małych brakuje miejsca ma półkach. Tak dzieje się na całym świecie. Gdy w amerykańskim miasteczku Wal-Mart otwiera hipermarket, lokalny biznes odczuwa to jak wybuch bomby atomowej. Rozwój sieci hipermarketów sprawia, że upadają nie tylko regionalne firmy handlowe, w kłopoty wpadają też mali i średni producenci, bo kurczą się im kanały dystrybucji. To jest gra w monopol, gdzie na końcu rządzą sieci hipermarketów i wielcy producenci.

Ludzie chcą jednak kupować w hipermarketach. Nie wierzę, że władze wojewódzkie, które mają decydować o lokalizacji marketów, będą opierać się życzeniom mieszkańców.

Mieszkam na początku Marek koło Warszawy, kilka kilometrów od dwóch wielkich skupisk hipermarketów. Często robię w nich zakupy i jestem z nich zadowolony. Nie oznacza to jednak, że nie powinienem dostrzegać zagrożeń dla naszej gospodarki związanych z ekspansją hipermarketów. Ustawa o WOH tę ekspansję może tylko lekko wyhamować, ale jej nie zatrzyma. Da jednak trochę wytchnienia małym i średnim firmom. Dziękuję za rozmowę

Uwaga: Rozmowa została autoryzowana w połowie czerwca 2008 r. Kilka tygodni później Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa o WOH jest niezgodna z konstytucją. Dyskusja na temat roli sieci hipermarketów w gospodarce trwa jednak nadal.

Cała rozmowa z Jakubem Szulcem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *