Warzywniaki ważniejsze niż Dell?

ImageMałe i średnie firmy nie mogą liczyć na to, że ich zakład otworzy prezydent miasta. Nie dla nich są też podatkowe ulgi (polski rząd obiecał Dellowi 200 mln euro pomocy publicznej). Mimo to lokalni przedsiębiorcy dają najwięcej miejsc pracy w województwie łódzkim.

Malutki sklep "za rogiem", piekarnia, punkt ksero, fabryka skarpetek, studio reklamowe to tylko kilka przykładów, czym zajmują się mali przedsiębiorcy. Z pozoru ich potęga nie jest wielka. Bo cóż znaczy firma, która rzadko kiedy zatrudnia więcej niż jedną osobę, a i zysków w kasie trudno się dopatrzyć.

Okazuje się jednak, że jeśli małe i średnie przedsiębiorstwa potraktujemy jako całość, to są one największym pracodawcą w regionie. Mało tego, cała ta "drobnica" razem wzięta zatrudnia więcej osób niż Dell, Indesit, P&G i wszystkie firmy z Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

W Łódzkiem w III kwartale 2007 roku mieliśmy 240 tys. małych i średnich firm. Zatrudniały 64 proc. wszystkich pracujących. W województwie mamy też ok. 126 tys. bezrobotnych. Gdyby więc tylko dwie trzecie firm z sektora MSP zatrudniło po jednej osobie, to bezrobocia w ogóle by nie było (o ile oczywiście owi bezrobotni byliby skłonni do podjęcia pracy).

Małe firmy nie mogą liczyć na pomoc publiczną i zwrot kosztów inwestycji. Nie dla nich są również zwolnienia z podatku od nieruchomości. Próżno też liczyć na to, że na otwarcie małego biznesu przyjadą władze miasta, by w błysku fleszy uroczyście przeciąć wstęgę. Mało tego, o ile urzędnicza machina chętnie pomoże wielkim inwestorom znaleźć grunt i pracowników, to studentowi z biznesplanem często nie podpowie nawet, jak założyć swoją pierwszą firmę.

A to poważny błąd, bo o przyszłości Łodzi nie zdecyduje Dell, a powodzenia Aleksandrowa nie zapewni Procter & Gamble. Zagraniczne koncerny mają to do siebie, że rzadko kiedy zostają gdzieś na zawsze. Władze Aleksandrowa muszą pamiętać, że kiedyś z otwarcia fabryki P&G cieszono się w Irlandii. Dziś jest ona w Polsce, ale gdzie będzie np. za 30 lat – nie sposób przewidzieć. Niektóre koncerny u nas zostaną, a inne przeniosą się zapewne na Ukrainę lub do Rumunii.

Nie znaczy to jednak, że nie należy zabiegać o kolejne wielkie inwestycje. Ich niebagatelne zalety to ograniczanie bezrobocia, ale nie tylko. Duże firmy podnoszą też tzw. kulturę biznesu. Lokalni przedsiębiorcy mogą się od nich uczyć negocjacji i składania zamówień. Lokalne firmy mogą też dostarczać dużym koncernom usługi np. ochronę, remonty, sprzątanie, obsługę prawną oraz artykuły spożywcze, biurowe.

Nie chodzi wcale o to, by samorządowcy nagle przestali rozglądać się za inwestorami zagranicą. Muszą jednak pamiętać, że warto z tym samym zaangażowaniem dbać o lokalne firmy. Im również nieraz przydałaby się pomoc: w rekrutacji pracowników, poszukiwaniu atrakcyjnych działek czy poprowadzenie za rękę przez urzędowe formalności.

Piotr Anuszczyk, "Gazeta Wyborcza": W Łodzi student, który chce założyć firmę, może liczyć na pomoc urzędu miasta lub któregoś z inkubatorów. A co, gdyby chciał założyć firmę w małej gminie na obrzeżach województwa?

Marcin Nowacki, p.o. dyrektora ds. przedsiębiorczości w urzędzie marszałkowskim: To będzie miał problem. Tym bardziej że samodzielną działalność gospodarczą trzeba założyć w miejscu zameldowania.

Co pan powie studentowi, który w telewizji widział otwarcie Della. Po co ma zakładać swoją firmę, męczyć się z formalnościami, potem paprać się z w garażu z pojedynczymi zamówieniami, gdy pod nosem ma koncern, któremu w życiu nie dorówna? To już lepiej chyba iść do jakiejś fabryki i stanąć przy taśmie?

To błędne myślenie. Zawsze lepiej pracować na swoim niż oddawać swój los korporacji. Chcemy, by każda gmina działała jak miniinkubator przedsiębiorczości. Lepiej stworzyć jedno stanowisko, gdzie młody człowiek dowie się, jak załatwiać sprawy księgowe i prawne niż organizować kolejne szkolenia dla bezrobotnych. Lokalna administracja ma działać jako zaplecze biznesu. Tymczasem w małych miastach przedsiębiorczy student nawet nie wie, gdzie się zgłosić, gdy chce założyć firmę. Są gminy, gdzie nie ma choćby jednej osoby odpowiedzialnej za obsługę przedsiębiorców. Dlatego właśnie dla wszystkich gmin regionu przygotowujemy przewodnik, jak traktować inwestorów zarówno tych dużych, jak i małych.

Ale nawet jeśli ktoś doradzi temu studentowi, jak przebrnąć przez urzędnicze zasadzki, to nadal pozostanie problem najważniejszy, zwany potocznie "brakiem kasy". Student z pomysłem na biznes raczej nie może liczyć na pożyczkę w banku.

To prawda, dlatego zapewnienie małym przedsiębiorcom źródeł finansowania to jeden z naszych priorytetów. Przy Łódzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego już działa Fundusz Pożyczkowy. A wiosną ruszy dodatkowo Fundusz Aniołów Biznesu, który będzie zrzeszał ludzi chcących inwestować w pomysły młodych ludzi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

 

Sprzedaż zakładów przez Della niekoniecznie będzie sprawą łatwą – mało atrakcyjne, ze względu na wysokie koszty pracy, są fabryki w USA. W innych krajach Dell związany jest umowami z lokalnymi władzami – np. w Łodzi rząd obiecał firmie pomoc publiczną szacowaną na blisko 200 mln euro, w zamian Dell musi przez pięć lat utrzymać fabrykę.

źródło: www.gazeta.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *