Brońmy lokalnego biznesu

Władze samorządowe mogą bez żadnej nowej ustawy hamować rozwój sieci supermarketów. Wystarczy, że nie będą wydawały pozwoleń na ich budowę na własnym terenie. Mogą to robić w imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.

 

Po amerykańskich doświadczeniach ze straszliwymi skutkami ekspansji sieci supermarketów Wal-Mart i innych sieci dla małych i średnich amerykańskich miastach, będziemy zachęcali lokalne samorządy do hamowania rozwoju sieci supermarketów na ich terenie.

Jedno miejsce pracy w supermarkecie oznacza bowiem utratę kilku miejsc pracy w lokalnych małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.

Proces ten dobrze pokazuje amerykański film „Wysoki koszt niskich cen”,

Ciekawa recenzji tego filmu ukazała się w „Gazecie Telewizyjnej” w czerwcu 2007 r:

Sklepy jak buldożery

Jak wyludnić przeciętne amerykańskie miasteczko w ciągu roku? Nie trzeba do tego żadnej katastrofy naturalnej. Wystarczy zbudować jeden z hipermarketów Wal-Mart. Z powodu niskich cen upadają lokalne sklepy, zakłady, a mali przedsiębiorcy idą na bezrobocie. To inwazja bez wojska.

Wal-Mart to legenda: najniższe ceny w USA, najwięcej pracowników, wszystko dla klienta. Ale ta legenda ma swoje drugie oblicze, brzydkie oblicze.
„Budowaliśmy go czterdzieści lat, a teraz jedyne, co nam zostało, to wynieść się i spłacić długi”, mówi jeden z właścicieli lokalnego sklepiku, który musiał zamknąć interes po otwarciu giganta. „Jestem republikaninem, wierzę w wolny rynek i kocham wolność, ale coś tu nie gra. Kiedyś byłem przeciw związkom zawodowym, teraz nie myślę, że są złe. Trzeba działać, inaczej ta firma nas zje”, dodaje.

„Wysoki koszt niskich cen” to zaangażowany film paradokumentalny, który pokazuje kulisy działania jednej z największych korporacji. Paradokumentalny, bo przedstawia racje jednej ze stron.

Wal-Mart nie komentuje tego, co się o nim mówi (być może nie chce: mówi się tak źle, że trudno znaleźć ripostę, ale tego z filmu się nie dowiemy).

Zaangażowany – bo pokazuje, jak wielkie sklepy niczym buldożery atakują małe amerykańskie miasteczka, niszcząc tradycyjne lokalne społeczności i zmieniając pełne etaty w lokalnych sklepikach na pół etatu w Wal-Mart. „To nie pozwala się utrzymać. Robimy nadgodziny, ale nie możemy zarobić tyle, żeby udało się nam ubezpieczyć na wypadek choroby. Za nadgodziny nie płacą”, opowiadają byli pracownicy.

Roczna płaca dla szeregowych pracowników to średnio 13 tys. dol. – w USA poniżej progu ubóstwa; więcej pieniędzy dostają ci, którzy korzystają z pomocy społecznej. Sam sklep namawia, żeby pracownicy uzupełniali pensje darmowymi posiłkami czy państwowymi dopłatami do mieszkań. A to tylko początek praktyk, o których opowiadają zatrudnieni.

Rasizm, szpiegowanie związków zawodowych, arogancja wobec ekologii, zaniżanie liczby godzin na paskach wypłat – reżyser opowiada, że to wszystko robi firma, która należy do Waltonów, najbogatszej rodziny w USA.

Reżyser dotarł też do menedżerów wyższego szczebla, którzy potwierdzają wersje „tych ze sklepu”.
„To wyzysk w imię niskich cen”, mówi jeden z nich. Kamera wędruje do Chin, Hondurasu, Bangladeszu i pokazuje, że Wal-Mart płaci grosze i oszukuje tych, którzy dla niego produkują.

Wielbiciele wolnego rynku powinni obejrzeć historię o Wal-Mart. Być może zastanowią się, jak to możliwe, że w ich hipermarketach pojawiają się superokazje.

Maciej Kuźmicz

źródło: "Gazeta Telewizyjna"

Film wyświetliła tylko niszowa telewizja Planete. Żadna z popularnych polskich stacji telewizji publicznych  i prywatnych nie odważyła się go pokazać telewidzom.

Do tej pory go nie widziałem. Zamierzam skontaktować się z jego dystrybutorem, by móc wyświetlać ten film  na Konferencjach Gepardów Biznesu.

Rok temu napisałem komentarz broniący prawa sieci supermarketów do swobodnego rozwoju. Rok temu nie było jednak tak dobrze, jak dziś, widać skutków ekspansji supermarketów.

W czerwcu 2007 r. amerykańska gospodarka wydawał się kwitnąca. We wrześniu 2008 r. okazało się jednak, że tak naprawdę jest bankrutem. A jedynym ratunkiem przed gwałtownym kryzysem gospodarczym w argentyńskim stylu jest nacjonalizacja wielkich amerykańskich banków i towarzystw ubezpieczeniowych.

Do kryzysu na pewno przyczyniły się nieodpowiedzialne działania banków, szczególnie rozdawanie kredytów na lewo i prawo. Ale jeszcze większym winowajcą są wielkie sieci handlowe i korporacje, które pozbawiły dobrej  pracy wiele milionów Amerykanów.

Sieci hipermarketów niszczą lokalny small business w prosty sposób.

Małym i średnim firmom handlowym odbierają klientów.

Małym i średnim firmom produkcyjnym zabierają kanały dystrybucji. Upadają bowiem firmy handlowe, w których te produkty sprzedawały, a sieci supermarketów na swoje półki nie chcą ich wziąć, bo wolą reklamowane w telewizji produkty korporacji produkcyjnych lub tanie towary z krajów niskokosztowych.

Liczba małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych z roku na rok systematycznie więc spada.

Można zaobserwować wyraźną zależność – im więcej w danym kraju jest supermarketów, tym mniej jest małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, mniej jest więc niezależnych przedsiębiorców, przedstawicieli klasy średniej.

Z konieczności rośnie liczba firm w usługach. Przykład wydarzeń w ostatnich miesięcy w USA pokazuje jednak, że rozwój oparty głównie na usługach ma swoje ograniczenia. Z tego powodu amerykańska gospodarka jest w poważnych tarapatach – grozi jej kryzys najpoważniejszy od 80 lat.

Ten kryzys może rozlać się na cały świat. O tym, że sytuacja jest poważna świadczy nacjonalizacja przez amerykański rząd  wielkich banków i towarzystw ubezpieczeniowych.

Przykład USA pokazuje, że sieci supermarketów, karty kredytowe i banki podsuwające kredyty hipoteczne każdemu, mogą wykończyć nawet najpotężniejszą liberalną gospodarkę świata.
Amerykanie sięgnęli już po lewicowe metody walki z kryzysem – nacjonalizację.

W imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych, również w Polsce trzeba sięgnąć po administracyjne rozwiązania – wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów jak najszybciej.

Za kilka lat, gdy sieci będą miały 80-90 proc. handlu w Polsce, będzie za późno. W tym czasie nasz kraj w wyniku ekspansji sieci supermarketów straci kilkaset tysięcy miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.

W wyniku tego znacznie zmniejszy się klasa średnia, która jest ostoją demokracji.

Niezależnych właścicieli małych i średnich firm w klasie średniej nie zastąpią kierownicy, bo to pracownicy najemni bez właściwego dla klasy średniej poczucia wolności.

Supermarkety zmieniają niezależnych przedsiębiorców w niewolników na całym świecie. Zmuszają ludzi do pracy w święta i niedziele.

Najwyższy czas, by wolni ludzie powiedzieli, że nie chcemy być podbici i wzięci do niewoli. Przed potęgą wielkich sieci supermarketów może ich obronić państwo uzbrojone w prawo.

Jak najszybciej potrzebna jest ustawa o zrównoważonym rozwoju handlu, blokująca ekspansję supermarketów.

Póki jej nie ma, najprościej zakazać supermarketom handlu we wszystkie niedziele i święta. To osłabi ich pozycję konkurencyjną wobec małych firm handlowych. Wystarczy rozszerzyć zakaz, który już jest w ograniczonym zakresie.

Dzięki temu mniej będą czuli się niewolnikami pracownicy supermarketów. Nie będą musieli pracować w niedziele i święta. Bo naprawdę nie muszą. Zakupy każdy z nas może zrobić w dzień powszedni lub w sobotę.

Każdy, kto popiera interesy supermarketów, jest wrogiem wolnych ludzi. Najprawdopodobniej jest ich najemnikiem, opłacanym w różny sposób.

Jednym z ważniejszych zadań wolnych mediów jest obecnie ujawnieni, w jaki sposób firmy tworzące sieci supermarketów opłacają polityków w Polsce.

Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek właściciel małej lub średniej firmy handlowej czy produkcyjnej mógł popierać partie, które bronią interesów wielkich sieci handlowych.

Sojusznikiem wolnych ludzi mogą być władze samorządowe. One mogą bez żadnej nowej ustawy hamować rozwój sieci supermarektów. Wystarczy, że nie będą wydawały pozwoleń na ich budowę na własnym terenie.

Lokalny biznes może organizować lokalne społeczności przeciw supermarketom. Możliwe są różne formy walki, z demonstracjami i blokadami włącznie

Właściciele supermarketów to groźni przeciwnicy. Doświadczeni w bojach na całym świecie.

Najpierw na nowy rynek wysyłają swoich szpiegów i agentów wpływu, by rozpoznali teren działań wojennych. Przychylność lokalnych przywódców (władz samorządowych, liderów opinii, mediów) zdobywają za pomocą drobnych lub większych prezentów, np. wpłat dla lokalnej fundacji charytatywnej lub instytutu badawczego.

Gdy opanują przyczółek, jest zgoda na budowę hipermarketu, do boju wrzucają wielki kapitał na budowę i najlepszych fachowców do walki z lokalną konkurencją.

Walka jest na wykończenie, więc podnosi się krzyk najsłabszych przeciwników, którzy nie wytrzymują w boju. Wtedy korporacji osłonę dają działania z zakresu public relations i polityki społecznej. Gdy najsłabsi padną, głosy oburzenia powoli cichną. Hipermarket w spokoju panuje nad terenem.

Nie mniej morderczą walkę sieci handlowe toczą z dostawcami. W niektórych przypadkach traktują ich jak królowie poddanych. Im mniejszy dostawca, tym bardziej jest poniżany. W Polsce zdarzają się przypadki, że przedstawiciele potencjalnych dostawców są specjalnie przed negocjacjami przetrzymywani godzinami (czekają na opóźniające się spotkanie) w gorących pomieszczeniach, by byli bardziej skorzy do ustępstw.

Podobno teraz takich przypadków jest mniej niż na początkowym etapie podboju polskiego rynku przez zagraniczne sieci handlowe. Większych dostawców przedstawiciele sieci traktują lepiej, ale też negocjacje prowadzą twardo. Czasami nie dogadują się i w sieci nie ma produktów znanych producentów.

Sieci supermarketów działają jak tatarskie hordy, biorąc w niewolę ludzi, których spotkają na swojej drodze. Podbijają jeden kraj po drugim. Majątki ich właścicieli liczone są w dziesiątkach miliardów dolarów. Ale im ciągle mało.

Całych czas ich najemni menedżerowie szukają sposobów, jak więcej wycisnąć z pracowników, jak mocniej przydusić dostawców.

Niektórzy specjaliści nazywają to wzrostem wydajności pracy, a w rzeczywistości to wzrost zakresu niewolnictwa.

Będziemy więc prosili, by władze samorządowe chroniły lokalne małe i średnie firmy i miejsca pracy w nich, by chroniły wolnych ludzi przed barbarzyńskim hordami, które zamieniają ludzi w niewolników.

Niech starostowie i radni powiatowi nie dadzą przekupić się tym złowrogim najeźdźcom, którzy chcą nie tylko zrobić z nas niewolników, ale kradną również nasze dusze, zmieniają nasz system wartości, każą wierzyć, że najważniejsze jest posiadanie rzeczy i zakupy. 

Nawet w niedziele i święta nie dają nam spokoju. Kuszą swoimi powabami i zabawkami.

Do tej pory najeźdźcy zdobyli wielkie miasta. Opanowali umysły większości elit w metropoliach. Część po prostu przekupili i przekupują hojnymi reklamami i datkami.

 Nie pozwólmy im wejść do małych miast. Nie pozwólmy zniszczyć lokalnych społeczności.

Jerzy Krajewski

 

Więcej na ten temat:

Gmina Przyjazna Lokalnemu Biznesowi

Wal-Mart najcenniejszą marką świata

FED wyczarował 800 mld USD

USA bankrutem

McCain za interwencją państwa

Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG

Protekcjonizm w UE to normalność

Supermarkety licencjonowane jak telewizje

Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników

Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu

Nowy atak na duże sklepy

"Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów

Supermarketom stanowcze nie

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Wspierajmy się nawzajem

 

Z Jakubem Szulcem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawia Jerzy Krajewski

Jest Pan za szybkim anulowaniem ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (WOH). Czy wie Pan, jakie są skutki dynamicznej ekspansji sieci hipermarketów dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, małych miast i stanu bezrobocia?

Czy wie pan, jakie będą skutki ekspansji sieci handlowych za pomocą małych marketów w małych miastach?

Małe markety nie dają im takiej przewagi konkurencyjnej jak centra handlowe. Czy to prawda, że PSL nic chce anulowania tej ustawy?

Rzeczywiście, nasz koalicjant ma wątpliwości w tej sprawie.

Rozumiem interesy PSL. Rozwój sieci hipermarketów bije w małe i średnie firmy handlowe i produkcyjne, m.in. z branży rolno-spożywczej. Wiele z nich funkcjonuje na terenach wiejskich i w małych miastach. Działają i pracują tam wyborcy PSL i klienci banków spółdzielczych. Dla sieci hipermarketów liczą się głównie wielcy dostawcy, dla małych brakuje miejsca ma półkach. Tak dzieje się na całym świecie. Gdy w amerykańskim miasteczku Wal-Mart otwiera hipermarket, lokalny biznes odczuwa to jak wybuch bomby atomowej. Rozwój sieci hipermarketów sprawia, że upadają nie tylko regionalne firmy handlowe, w kłopoty wpadają też mali i średni producenci, bo kurczą się im kanały dystrybucji. To jest gra w monopol, gdzie na końcu rządzą sieci hipermarketów i wielcy producenci.

Ludzie chcą jednak kupować w hipermarketach. Nie wierzę, że władze wojewódzkie, które mają decydować o lokalizacji marketów, będą opierać się życzeniom mieszkańców.

Mieszkam na początku Marek koło Warszawy, kilka kilometrów od dwóch wielkich skupisk hipermarketów. Często robię w nich zakupy i jestem z nich zadowolony. Nie oznacza to jednak, że nie powinienem dostrzegać zagrożeń dla naszej gospodarki związanych z ekspansją hipermarketów. Ustawa o WOH tę ekspansję może tylko lekko wyhamować, ale jej nie zatrzyma. Da jednak trochę wytchnienia małym i średnim firmom. Dziękuję za rozmowę

Uwaga: Rozmowa została autoryzowana w połowie czerwca 2008 r. Kilka tygodni później Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa o WOH jest niezgodna z konstytucją. Dyskusja na temat roli sieci hipermarketów w gospodarce trwa jednak nadal.

Cała rozmowa z Jakubem Szulcem

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *