Tajfun Vincent zmiecie rząd Tuska

"Kto ma banki, ten ma realną władzę nad państwem. Za skandaliczne prywatyzowanie polskiego sektora bankowego dzisiaj płacimy rachunek. Niektórzy analitycy 20 lat temu ostrzegali, że nie tędy droga. Wówczas określano nas oszołomami", powiedział Janusza Szewczak w "Gazecie Polskiej". Tajfun Vincent zmiecie rząd Tuska

Z Januszem Szewczakiem, analitykiem ekonomicznym, który pierwszy przewidział kryzys w Polsce, laureatem nagrody "Gazety Finansowej" dla analityka najtrafniej oceniającego wydarzenia na rynku finansowym w 2008 roku, rozmawia Leszek Misiak. 

Leszek Misiak: Sądzi pan, że premier Tusk wzorem premiera Węgier będzie musiał przyznać: okłamywaliśmy was, rodacy, przepraszamy?

Janusz szewczak: Myślę, że nieuchronnie, w przyspieszonym tempie zbliżamy się do takiej sytuacji, choć mam wątpliwości, czy Donald Tusk się na to zdobędzie. Musi jednak mieć świadomość, że chęć ratowania własnej twarzy poprzez opowiadanie bajek o silnych fundamentach polskiej gospodarki doprowadzi kraj do katastrofy. Spójrzmy, jakie są te silne fundamenty: 600 mld zł – dług publiczny skarbu państwa; 300 mld zł – zadłużenie gospodarstw domowych; blisko 200 mld zł długu z tytułu kredytów hipotecznych, z czego prawie 70 proc. denominowane w walutach obcych; zadłużenie spółek skarbu państwa i przedsiębiorstw polskich za granicą – około 100 mld euro; zadłużenie banków zagranicznych działających w Polsce w innych bankach poza granicami Polski – 40 mld euro; zadłużenie ludności na kartach kredytowych – 12 mld zł; niespłacone długi obywateli i firm pod koniec 2008 r. – 63 mld zł, z tego dług wobec banków – 35 mld zł, długi z tytułu kredytów gotówkowych – 15 mld zł; zaległości wobec skarbu państwa – 21 mld zł, wobec gmin – 10 mld zł. Poza tym w 2009 r. suma tzw. zapadalnych długów polskich wobec zagranicy, które trzeba będzie refinansować, plus obsługa zadłużenia zagranicznego ok. 5 mld euro – to dodatkowo około 25 mld zł, które bezwzględnie trzeba będzie oddać w tym roku. Czego nie dotknąć – ogromne zadłużenie. Polska tonie w długach.

Kryzys powoli dosięga wszystkich, więc sprawa pomocy dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, której nie poparł w Brukseli rząd Tuska, być może i tak wróci.

I to szybciej, niż się niektórym wydaje. Nawet jeśli nie zwróci się o nią polski rząd, częściowo wymuszą to kraje, które mają banki w Polsce – Austria, Włochy, Belgia, Holandia. Jeśli Austria zainwestowała w banki w Polsce około 290 mld dol., Niemcy i Włosi po 200 mld dol., nie dopuszczą do tego, by ich finanse były zagrożone z powodu upadku tych banków. Zrobią wszystko, by otrzymały pomoc.

Ale do Ukrainy nam daleko…

Byłbym ostrożny w takich sformułowaniach. Na Ukrainie jest duża sfera gospodarki i biedy nieobjęta systemem bankowym – tzw. szara strefa. U nas ponad 50 proc. ludności ma rachunki bankowe. Nasza sytuacja jest korzystniejsza niż Ukrainy, ponieważ mamy większe oszczędności ludności, dość duży rynek wewnętrzny i duży popyt wewnętrzny. Są one naszym głównym atutem, gdyż podtrzymują koniunkturę. Bo na eksport nie mamy co liczyć – załamie się on w tym roku. Renomowane zachodnie instytucje finansowe twierdzą, że skala zagrożenia bankructwem, niewypłacalnością państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, jest bardzo duża.

Za Gierka, gdy mówiło się o ogromnym zadłużeniu kraju za granicą, wynosiło ono ponad 20 mld dolarów, ale mieliśmy majątek narodowy – przedsiębiorstwa, fabryki, nieruchomości.

Dzisiaj mamy około 170 mld euro długu za granicą, a majątek w większości sprzedany. Można zadać pytanie: pożyczyliśmy prawie 600 mld zł, bo tyle wynosi dług publiczny skarbu państwa, majątku nie mamy, więc gdzie są pieniądze? Powinniśmy opływać w luksusy.

No właśnie, gdzie?

Wyjechały z Polski. Nie ma innego wytłumaczenia. Bo gdyby zbudowano w ciągu tych 20 lat od upadku PRL sieć autostrad, szybkie linie kolejowe itp. duże inwestycje państwowe, można by powiedzieć – na to wydaliśmy pieniądze. Tymczasem dużych inwestycji nie było, zadłużone są szpitale, ludzie, firmy.

Przez 20 lat od upadku PRL społeczeństwo w Polsce nie dostrzegało, że krok po kroku układ III RP pogrąża kraj?

To niestety tragedia, że polskiemu społeczeństwu brakuje nawet podstaw edukacji ekonomicznej. To, co można usłyszeć w TVN24, TVN CNBC, przeczytać w „Gazecie Wyborczej” albo w „Wall Street Journal” – dodatku do „Dziennika”, to – dosadnie ujmując – informacje dla uczniów na poziomie szkoły specjalnej. Przecież te właśnie media, opierając się na swoich analitykach bankowych, twierdziły jeszcze jesienią, że żadnego deficytu ani kryzysu nie będzie, że wzrost gospodarczy wyniesie 4,8 proc., a złotówka będzie się umacniać. Tak właśnie prognozowali lansowani w tych mediach tacy specjaliści, jak Marek Zuber, Piotr Kuczyński, Alfred Adamiec, Ryszard Petru, Witold Orłowski. Twierdzili, że kurs euro będzie w końcu 2008 r. na poziomie 3,20 zł, do 4,10 zł na początku tego roku. We wrześniu ub.r. prognozowałem 4,70 zł i wtedy określano mnie jako niepoprawnego pesymistę. Okazało się, że i tak zaniżyłem prognozę, bo mieliśmy już 4,80 zł.

Na czym w takim razie polegało ustalanie tych prognoz – na wróżeniu z fusów?

Wygląda na to, że właśnie tak było. Albo świadomie próbowano wprowadzić polską opinię publiczną w błąd. Ale skoro dziś specjalistami od gospodarki w Polsce są, jak widzimy w mediach, Janusz Palikot, Paweł Poncyliusz, Stefan Niesiołowski, nawet Monika Olejnik, która stwierdziła, że Donald Tusk osiągnął w Brukseli wielki sukces, ponieważ pożyczył 4 mld euro od Europejskiego Banku Inwestycyjnego, to czego możemy oczekiwać? Dzień przed wyjazdem do Brukseli rząd wydał oświadczenie, że zadłużanie kraju nie jest metodą na rozwiązywanie kryzysu, po czym pojechał do Brukseli i… pożyczył 4 mld euro.

Dziś nawet ci, którzy niedawno mówili, że kryzysu nie będzie, nie kwestionują, że dotarł do Polski.

To dopiero początek zamieszania, nadchodzi tajfun Vincent.

Vincent?

Tak go nazwałem, bo Jan Vincent-Rostowski, obecny minister finansów, jest jednym z architektów pogłębiającego się kryzysu. To nasz Kaszpirowski od finansów – takie porównanie nasuwa mi się. To, co opowiada, woła o pomstę do nieba. Twierdzi niezmiennie, że nasz kraj ma mocne fundamenty ekonomiczne, stabilny system bankowy, że kryzys nas w znaczącym stopniu nie dotknie. Tymczasem większość zagranicznych banków komercyjnych w Polsce ma już straty za IV kwartał wynoszące średnio 40 proc., a jest dopiero początek marca. Rok 2009 będzie dla nich dramatycznie ciężki, a to oznacza brak kredytów, drogie usługi bankowe, wysokie marże, niskie oprocentowanie depozytów i lokat oraz wyciąganie ręki do NBP i rządu po nowe środki.

Może na wyniki tych banków wpłynęło błędne informowanie opinii publicznej o umacnianiu się złotówki?

Oczywiście. Dlatego powinno się wymienić nie tylko analityków ekonomicznych, ale także całą kadrę zarządzającą niektórych banków, funduszy inwestycyjnych (właśnie pierwszy fundusz DWS Polska TFI ogłosił wstrzymanie wypłat), funduszy emerytalnych. Jeśli OFE miały w ub.r. stratę 25 mld zł, a w tym za styczeń i luty mają już 10 mld, to na koniec roku szykują się straty rzędu 35–40 mld zł. Pamiętajmy, że OFE obracają pieniędzmi przyszłych emerytów.

A co będzie z bankami? Czy w obecnej trudnej sytuacji wszystkie się utrzymają?

Czeka nas bardzo duże zamieszanie, które będzie polegało na przejmowaniu niektórych banków przez instytucje mocniejsze finansowo. Część zniknie z rynku. Właściciel banku Zachodniego WBK – irlandzki AIB – ma ogromne problemy w Irlandii, być może zostanie znacjonalizowany, a bank BZ WBK w Polsce udzielił kredytów ogółem na 36 mld zł, w tym 13 mld zł to kredyty dla deweloperów, którzy teraz prawie nie sprzedają mieszkań. W podobnej sytuacji jest bank Millennium, którego spółka-matka BCP w Portugalii ma olbrzymie problemy. Bank City Group w Ameryce prawdopodobnie zostanie znacjonalizowany, więc w Polsce City Handlowy pewnie będzie sprzedany. Każdy z tych banków miał 100, a niektóre nawet 1000 klientów na opcje, musiały więc odpisać olbrzymie rezerwy bankowe, nawet po kilkaset milionów złotych na każde przedsiębiorstwo. Tymczasem minister finansów mówi, że system bankowy w Polsce jest stabilny.

Co oznacza takie zamieszanie na rynku bankowym?

Że nie będzie kredytów dla przedsiębiorstw. Grozi nam krach, a rząd opowiada w Brukseli, że nie jest źle, że damy sobie radę. To kompletnie niezrozumiałe i nieodpowiedzialne. Ale czego możemy oczekiwać, skoro premier Tusk i minister Rostowski wciąż korzystają z rad osób, które jeszcze trzy miesiące temu twierdziły, że nie będzie w Polsce żadnego kryzysu, np. Ryszarda Petru, prof. Witolda Orłowskiego czy Marka Zubera. W ostatnich latach establishment polskiej gospodarki składał się w dużej mierze z ludzi niekompetentnych, oszustów, „przyjaciół królika”, pupili Leszka Balcerowicza i ludzi ze służb specjalnych, którzy chcieli się łatwo i szybko wzbogacić. Tych specjalistów powinien zmieść tajfun Vincent.

To musiałoby oznaczać przyznanie się do totalnej klęski całego układu powiązań polityczno-biznesowych III RP i spowodowałoby wymianę elit. A w przyszłości – rozliczenia.

Z pewnością. Jeśli rozliczają byłego szefa Rezerwy Federalnej USA Alana Greenspana, który przyznał, że mylił się w swoich ocenach i decyzjach dotyczących rynku finansowego, Bernarda Madoffa, który oszukał wiele renomowanych instytucji finansowych, czy prezesów czołowych angielskich banków, dlaczego u nas są sami niewinni?

Układ nie podetnie gałęzi, na której siedzi. To wymusić może tylko jakaś siła z zewnątrz. Ulica?

Nie wykluczałbym tego. Natomiast bankowców winnych spekulacji na złotówce i wytransferowania z Polski miliardów złotych za granicę powinna rozliczyć Komisja Nadzoru Finansowego. Ale KNF jest na garnuszku zagranicznych banków komercyjnych. W budżecie KNF na 2009 r. 137 mln zł pochodzi właśnie od banków, 23 mln z rynku kapitałowego, 21 mln od firm ubezpieczeniowych, 13,7 mln od OFE. Niektórzy pracownicy KNF wywodzą się z sektora bankowego, np. dyrektorem pionu nadzoru bankowego jest Andrzej Stopczyński, który wcześniej pracował w Kredyt Banku. Teraz w imieniu państwa polskiego, bo KNF podlega bezpośrednio premierowi, kontrolują nasz system bankowy. Szef KNF Stanisław Kluza w grudniu ub.r. powiedział: „w oparciu o naszą wiedzę możemy potwierdzić, że sytuacja polskiego sektora finansowego jest bezpieczna i stabilna”. Ta wypowiedź kompromituje go jako szefa KNF. Komisja nie dostrzegła w porę problemu opcji walutowych i transferu walut za granice Polski oraz groźby bankructwa niektórych TFI.

Niedawno powiedział pan „GP”, że ogromny wpływ na skutki kryzysu miała wyprzedaż niemal całego sektora bankowego w Polsce.

Kto ma banki, ten ma realną władzę nad państwem. Za skandaliczne prywatyzowanie polskiego sektora bankowego dzisiaj płacimy rachunek. Niektórzy analitycy 20 lat temu ostrzegali, że nie tędy droga. Wówczas określano nas oszołomami, ignorantami. Kryzys najbardziej dotknął kraje, które w największym stopniu wyprzedały swój sektor bankowy – Litwę, Łotwę, Estonię, Polskę, Węgry.

źródło: "Gazeta Polska" za Onet.pl

Cały wywiad

Nasz komentarz:

Janusz Szewczak już we wrześniu 2008 r. przewidział znaczne osłabienie złotego. Ja zapowiadałem je w połowie października 2008 r., radząc kupujcie dolary i euro, za co pochwalił mnie kilka dni temu jeden z internautów, stawiając mnie na drugim miejscu analityków pod względem skuteczności przy ochronie kapitału.

Piotr Kuczyński przyznał dziś na swoim blogu, że jesienią 2008 r. nie przewidział znacznego osłabienia złotego

Załamanie akcji na giełdach zapowiedziałem w końcu września 2004 r. na naszych stronach internetowych www.ibs.edu.pl, www.gepardybiznesu.pl, www.pb.pl i blogu Piotra Kuczyńskiego.

Dziś uważam, że ryzyko dalszego znacznego pogłębienia globalnego krachu gospodarczego jest duże.

Recesja w USA, Japonii i Eurolandzie będzie trwała 2-3 lata.

Kluczowa jest sytuacja na rynku pracy w USA, a ta jest coraz gorsza.

Polska gospodarka na tle amerykańskiej, japońskiej czy eurolandzkiej wygląda całkiem nieźle.

Recesji nie unikniemy, ale to nie będzie krach.

Janusz Szewczak w wielu kwestiach ma rację, ale w wielu myli się, bo przesadza.

Mi przesada też zdarza się, ale sytuacji Polski nie oceniam dziś tragicznie.

Wydaje mi się, że z kryzysu wyjdziemy nieco słabsi, ale względem innych potęg gospodarczych mocniejsi.

Nasza gospodarka zyskała na przepływie miejsc pracy z Europy zachodniej, Korei i Japonii. Biznes w Polsce jest mocno zdywersyfikowany. Fabryki mamy nowoczesne i wydajne. Przedsiębiorców kreatywnych i skutecznych. System bankowy zdrowy. Społeczeństwo odporne na populistyczną demagogię  i mało zadłużone. Być może globalni inwestorzy zrozumieli to, dlatego rosną kursy akcji na giełdzie w Warszawie, a złoty wzmacnia się.

Podobnie będzie z bankami spółdzielczymi. Na pewno wiele z nich ucierpi w wyniku kryzysu. Ale po kryzysie  sektor banków spółdzielczych będzie miał ponad 10 proc. udziału w rynku bankowym w Polsce, bo banki komercyjne ucierpią jeszcze bardziej.

Jerzy Krajewski

 

 

Więcej na ten temat:

Po kryzysie pozycja Polski wzmocni się

Trzecia wojna światowa?

Wspierajmy s ię nawzajem w kryzysie

Chiny mają 1,9 biliona dolarów rezerw walutowych

Jak media oszukują w sprawie OFE

Przeciw globokoncernom handlowym

Stało się – 752 pkt na S&P500  przełamane

Czeka nas globalny krach – tekst z 24 września 2008 r.

Jak przetrwać kryzys – tekst z 27 września 2008 r.

Przedruk artykułu w "Gazecie Finansowej" 2 października 2008

Przedruk w serwisie www.eksportuj.pl 3 października 2008 r.

Przedruk w portalu www.waluty.com.pl 4 października 2008 r.

Czas zmiany na świecie

Plan antykryzysowy Jerzego Krajewskiego

Polska wobec globalnego kryzysu – prezentacja Jerzego Krajewskiego na III Kongresie Zarządzania Należnościami

Plan antykyzysowy Grzegorza Kołodki

Polska w globalnej lawinie

Kryzys może trwać nawet 5-7 lat

Rostwoski: nie wpędzę Polski w pułapkę zadłużenia

Rekordowy spadekP KB w strefie euro

Pesymistyczna prognoza KE w sprawie kryzysu  

Prognoza Billa Grossa z 4 września 2008 r.

Wszyscy w Davos są pogubieni

Pierwszy etap globalnego krachu

USA wchodzi w depresję, Chiny implodują

Banki biorą nas na widełki

4 mld zł za zatrudnianie strażaków w firmach

Składki wpłacone do PTE realnie straciły na wartości

Jak zagraniczne banki ograły polskie firmy

Pistolet przy głowie polskich firm

Walutowe sidła banków komercyjnych

Blog Jacka Maliszewskiego

Największa piramida finansowa w historii

Globalny krach keynesizmu

Grozi nam katastrofa finansowa

Niezależny ekspert nie uprawia propagandy

Politycy są inteligenti, a ludność głupia

Dyktatura wielkich knorporacji

Grozi nam katastrofa finansowa

Nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji

Kupujcie dolary i euro

Kiedy zbankrutuje nasze państwo?

Plan antykryzysowy dla Polski

USA bankrutem

Politycy są inteligenti, a ludność głupia

Dyktatura wielkich knorporacji

Tesco bije w dostawców i klientów

Tesco obniży zyski polskich firm

Wal-Mart w Polsce?

Grozi nam katastrofa finansowa

Nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji

Kupujcie dolary i euro

Kiedy zbankrutuje nasze państwo?

W USA nie ma małych prywatnych sklepów

Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa

Jeronimo Martins – najgroźniejszy przeciwnik

Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE

Waltonowie – najbogatsza rodzina świata

Stany Zjednoczone Socjalistycznej Ameryki

Wal-Mart najcenniejszą marką świata

FED wyczarował 800 mld USD

USA bankrutem

McCain za interwencją państwa

Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG

Supermarkety licencjonowane jak telewizje

Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników

Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu

Nowy atak na duże sklepy

"Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów

Supermarketom stanowcze nie

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *