Rozwój według kategorii niemonetarnych

Dolny Śląsk jest obok łódzkiego najbiedniejszym województwem. Natomiast podlaskie dokonało w ostatnich latach dużego postępu gospodarczego dzięki bardzo dobremu stanowi środowiska naturalnego. Nie było tam przemysłu, więc postawiono na produkcję rolną i rozwój turystyki.

GUS na zlecenie Komisji Europejskiej poza dochodami mieszkańców wszystkich 16 województw zbadał tzw. kategorie niemonetarne. Pod tą nazwą kryją się np. wyjazdy urlopowe, jakość kupowanej żywności, wizyty w prywatnych placówkach służby zdrowia czy dodatkowe wydatki na edukację. W ten sposób socjolodzy badają, czy mieszkańcy poszczególnych regionów mogą sobie pozwolić na większe wydatki, czy ich dochody pokrywają jedynie bieżące potrzeby, czy może nawet ich nie są w stanie zaspokoić.

Wynik badania jest zaskakujący, a dla Dolnoślązaków może być nawet szokujący. Bo okazało się, że województwami z największym odsetkiem ludzi ubogich jest łódzkie (20,81 proc.), a na drugim miejscu dolnośląskie (20 proc.).

O wiele lepiej jest na tzw. ścianie wschodniej, która w powszechnej świadomości jest synonimem ubóstwa i zacofania. W lubelskim na przykład ludzi ubogich jest 18,95 proc., małopolskim – 18,92 proc., w warmińsko-mazurskim – 18,77 proc., a w podkarpackim – 18,56 proc.

Dla Gazety komentuje dr Wiesław Łagodziński, Główny Urząd Statystyczny

Pogląd, że województwa z tzw. ściany wschodniej są najuboższe, jest już od dawna niesłuszny. Na przykład województwo podlaskie dokonało w ostatnich latach dużego postępu gospodarczego dzięki bardzo dobremu stanowi środowiska naturalnego. Nie było tam przemysłu, więc postawiono na produkcję rolną i rozwój turystyki. To zaczęło przynosić korzyści.

Tymczasem w Wałbrzychu, Elblągu, Puławach czy Łodzi ograniczono miejsca pracy przez likwidację głównych zakładów, ale nie zatroszczono się o nowe. Od ściany wschodniej różnią się te miasta jednak przede wszystkim tym, że ich środowiska naturalne są niezwykle zdegradowane. Ludzie nie chcą więc tam ani mieszkać, ani inwestować. W województwie podlaskim czy małopolskim nie było tego problemu, bo wielki przemysł nie istniał, a upadały jedynie małe przedsiębiorstwa.

Sytuacja polskich miast poprzemysłowych przypomina dziś tę, w jakiej kiedyś były podobne europejskie miasta – Lille, Aberdeen czy Essen. Tyle że tam zainwestowano w rozwój zaawansowanych technologii i odbudowę zniszczonego środowiska. W Polsce taki plan nigdy nawet nie powstał.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *