Komorowski: Przyjęcie euro, gdy PKB strefy euro będzie rosło szybciej od Polski

Polska powinna przyjąć euro wtedy, gdy PKB strefy euro będzie rosło szybciej od PKB Polski, ponieważ wtedy członkostwo w strefie euro " będzie niosło nas w górę", uważa marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, kandydat Platformy Obywatelskiej (PO) na prezydenta.

"Do strefy euro powinniśmy dołączyć wówczas, gdy gospodarka europejska będzie się rozwijała szybciej od polskiej, bo wtedy członkostwo w tym klubie będzie niosło nas w górę. A dziś, gdy mamy szybsze tempo rozwoju, jest odwrotnie – to my byśmy ciągnęli gospodarkę europejską" – powiedział Komorowski w wywiadzie dla środowego wydania "Dziennika Gazety Prawnej".

Pełniący obowiązki prezydenta przyznaje, że wejście Polski do strefy euro się oddaliło z powodu kryzysu, "choć to nie kryzys w Polsce, ale w Europie".

"Powinniśmy przystąpić do eurolandu w okresie, gdy to gospodarka europejska będzie nas ciągnęła. Ale to wcale nie oznacza, że mamy mieć recesję" – powiedział też Komorowski dodając, że Polska powinna doganiać Zachodnią Europę teraz, przed wejściem do strefy euro.

W ub. tygodniu wiceminister finansów i pełnomocnik rządu ds. wprowadzenia euro Ludwik Kotecki napisał w oświadczeniu, że intencją rządu wciąż jest dążenie do możliwie szybkiego przyjęcia euro. Stwierdził jednak, że w obecnej, niestabilnej sytuacji rynkowej rząd nie wyznaczy nowego terminu wejścia do strefy euro, ponieważ jego niedotrzymanie doprowadziłoby do obniżenia wiarygodności strategii rządu w tej kwestii.

Ostatnio premier Donald Tusk powiedział, że obecnie rząd musi przede wszystkim chronić Polskę przed skutkami greckiego kryzysu, "a do tematu euro wrócimy". (

źródło: ISB za Bankier.pl

Nasz komentarz:

Do opóźnienia przynajmniej o 5 lat wprowadzenia euro w Polsce przekonuję publicznie od jesieni 2008 r., bo własna waluta pomaga manewrować w trudnych kryzysowych czasach.

Jesienią 2008 r. rząd Donalda Tuska chciał wprowadzić euro w Polsce już w 2011 r.

Na szczęście zmienił zdanie.

Nie uważam się za wielkiego specjalistę od finansów.

Jestem tylko dziennikarzem trochę rozumiejącym ekonomię.

Nawet dziennikarze nie są od tego, by popierać stanowisko rządu, lecz dobrze mu doradzać.

A ja dobrze doradzam.

Szkoda, że nie wszystkich rad rząd posłuchał.

Skutki powodzi pokazują, że zamiast budować stadiony na Euro 2012, trzeba było budować tamy i wały przeciwpowodziowe, które są mniej efektowne, ale bardziej przydatne.

Nie radziłem, co prawda budowy tam, ale nawoływałem do przekazania organizacji Euro 2010 zamożniejszym krajom – Włochom lub Niemcom.

Gdy deficyt budżetowy wynosi 7,5 proc. PKB, a Polsce grozi bankructwo, te wydatki na piłkarski bal wyglądają naprawdę głupio.

A Jarosławowi Kaczyńskiemu jeszcze organizacja letniej olimpiady w Polsce się marzy.

Najrozsądniejszy z nich wszystkich wydaje się Waldemar Pawlak, chłopskie dziecko, które wie, jakie jest prawdziwe życie w naszym kraju, a nie tylko w stolicy.  

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *