ABW na tropie ogromnej afery drogowej

Służby specjalne, unikając rozgłosu, prowadzą gigantyczne śledztwo, które może wstrząsnąć rynkiem budowy dróg i autostrad w Polsce – dowiedział się "DGP". W sprawie zatrzymano już siedem osób. Zarzuty korupcji usłyszeli m.in. prezes firmy Strabag i wpływowy urzędnik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

 

Według naszego informatora kilka potężnych firm budowlanych markowało jedynie konkurencję. W rzeczywistości wcześniej na poufnych spotkaniach umawiały się co do minimalnej ceny, którą zaproponują. Między sobą wyłaniały nawet zwycięzcę. "Układały się, że raz wygra jedna firma, następnym razem druga, czasem przegrany na osłodę zostawał podwykonawcą, a w tym mechanizmie wiecznym przegranym był tylko budżet państwa" – tłumaczy nasz informator.

Według hipotezy śledczych odpowiedni poziom zysków gwarantowało firmom ustalenie między sobą ceny minimalnej. Decydującą rolę odgrywał w tym elemencie urzędnik GDDKiA, który sprzedawał przedsiębiorcom poufne informacje z komisji przetargowych. "Również w dłuższej perspektywie firmy odnosiły korzyści, bo windowały w ten sposób ceny" – uważa nasz rozmówca.

Strabag, w którym 100 procent udziałów ma austriacki koncern, szybko zdobył pozycję numer 1 na naszym rynku. Wartość wszystkich kontraktów, które firma realizuje, przekracza 9,2 mld zł. W kilku projektach będzie musiała się podzielić zyskami z innymi uczestnikami konsorcjów.

Tak będzie np. w przypadku budowy drogi ekspresowej S8 z podłódzkiego Strykowa do rogatek Warszawy w Konotopie. To najdroższy kontrakt drogowy w Polsce. Za ponad 10 km trasy GDDKiA zapłaci przeszło 2,1 mld zł.

Cały artykuł: Afera drogowa 

Nasz komentarz:

Globokoncerny łupią nasz kraj bezwzględnie.

Kilka miesięcy temu  Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji nałożył kilkaset milionów złotych kary na koncerny cementowe, które zawiązały zmowę cenową, podbiły kilkakrotnie ceny cementu.

Teraz wychodzi wielka afera korupcyjna przy budowie autostrad.

Powszechne Towarzystwa Emerytalne zdarły z przyszłych biednych emerytów kilkanaście miliardów złotych opłat. A najlepiej dla naszego państwa byłoby PTE zlikwidować.

 Przy prywatyzacji towarzystw ubezpieczeniowych i banków straciliśmy 40-50 mld zł

 

Kto dobrze rachuje, ten audicą pruje, a interes kraju ma w głębokim poważaniu.

Lista osób, które kierują się tą zasadą, jest w naszym kraju długa.

Na jej początku postawiłbym prywatyzatorów PZU SA (straciliśmy ponad 20 mld zł) , następnie sprzedawców  Pekao SA (straciliśmy 17-19 mld zł), Wielkopolskiego Banku Kredytowego SA, Banku Zachodniego SA, Banku Handlowego SA, Banku Przemysłowo-Handlowego SA, Banku Gospodarki Żywnościowej SA.

Różnica między kwotami, za jakie te instytucje finansowe zostały sprzedane, a tym, ile są warte obecnie to 40-50 miliardów złotych. Do strat naszej społeczności należy też doliczyć kilkanaście miliardów złotych dywidend, które wytransferowali zagraniczni właściciele tych sprzedanych instytucji finansowych.

W zamian kilkunastu, czy kilkudziesięciu  byłych urzędników państwowych zyskało ciepłe posady.

Bilans tych transakcji dla naszej społeczności jest więc wyjątkowo niekorzystny.

Naszemu krajowi, m.in. z powodu błędów przy tych  prywatyzacjach, grozi kolejne bankructwo.

Winnych brak.

Współczesna demokracja jest taka, że uczciwi ludzie nie mają szansy się w niej przebić, bo nieuczciwi zgarniają pieniądze, zdobyte w nieetyczny sposób, i kupują sobie poparcie mediów oraz reklamy w telewizji i na billboardach.

Polska jest klasycznym przykładem na dysfunkcje demokracji.

Choć w Grecji szybciej zobaczyliśmy pełne efekty tych dysfunkcji. Ten kraj już jest bankrutem.

Podobny los czeka Polskę. Wydaje się, że nikt nie jest w stanie tego zatrzymać. Logika walki politycznej jest nieubłagana.

Katastrofa finansów publicznych jest nieuchronna.  Nikt nie odważy się bowiem na konieczne reformy, by nie narazić się na utratę poparcia wyborców, a liczy się każdy głos.

Dobrze to pokazują niedawne wydarzenia na scenie politycznej.

Już nawet PiS pogodził się z rzeczywistością. Na przykład twierdzi, że Marek Belka to dobry kandydat na prezesa NBP, choć niedawno zarzucał mu konflikt interesów przy prywatyzacji PZU. PiS chce bowiem zbliżenia z SLD.

I Marek Belka został prezesem NBP, choć ma wiele grzechów na sumieniu. Mi najbardziej naraził się barbarzyńskim sposobem wprowadzenie podatku od dochodów kapitałowych bez vacatio legis. Sama idea tego podatku jest nieracjonalna. Zmusza instytucje finansowe do wykonywania miliardów operacji, by policzyć wysokość tego podatku. Zmusza kilka milionów obywateli do dodatkowych wyliczeń podatku, składania deklaracji, robienia korekt. A wpływy do budżetu z tego tytułu są niewielkie: 1,5 -2 mld zł rocznie. Straty budżetu w innych miejscach są kilkukrotnie wyższe.

Waldemar Pawlak, który łupieniu kraju sprzeciwiał się i sprzeciwia, np. nie chce byśmy co roku dawali PTE "walizki pieniędzy", ma tylko 4-5 proc. poparcia w sondażach.

Przegrał batalie o wybór prezesa NBP. Wygrała koalicja PO-SLD, która od lat pozwola na łupienie naszego kraju przez globokoncerny. Z niepokojem obserwuję to od kilkunastu lat.

Dziś widzę, że nie ma nadziei dla naszego kraju.

Kolejny raz zbankrutuje.

Za wszystkie błędy naszej elity, polityków będziemy musieli zapłacić my, polscy obywatele, my, właściciele firm i pracownicy.

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *