„Rzeczpospolita” broni interesów wielkich sieci supermarketów

"Kupcy nie odpuszczają. Ustawowa walka z koncepcją wielkiego sklepu, wciąż kojarzonego z zagranicznym kapitałem, wyraźnie weszła im w krew. Po cóż nam te ograniczenia?", pyta Wojciech Romański w "Rzeczpospolitej".

Wojciech Romański: Po cóż nam te ograniczenia?
Kupcy nie odpuszczają. Ustawowa walka z koncepcją wielkiego sklepu, wciąż kojarzonego z zagranicznym kapitałem, wyraźnie weszła im w krew. Od kilku lat hasło na sztandarach jest ciągle to samo – ochrona rodzimego handlu przed zgubnym wpływem obiektów wielkopowierzchniowych.

Z jednej strony liczby są nieubłagane – liczba małych sklepów z roku na rok sukcesywnie spada, a super i hipermarketów jest coraz więcej. Jednak z drugiej strony nie jest wcale powiedziane, że jedyną, a nawet że główną przyczyną ich znikania jest właśnie wielki handel. Gotów byłbym zaryzykować twierdzenie, że w większości przypadków za zamykanie lokalnych sklepików jest odpowiedzialne nieprzychylne otoczenie biznesowe, w jakim przychodzi działać małym podmiotom. Dotyczy to każdej branży, nie tylko w handlu, choć ten akurat na wszelkie zawirowania prawno-fiskalne jest bardzo wrażliwy.

Wygląda zresztą na to, że fala ekscytacji wielkimi halami powoli mija. Widzę to na przykładzie “budy” pod blokiem na warszawskim Natolinie, która przeżywa renesans, choć w okolicy jest kilka mniej lub bardziej przyzwoitych supermarketów. Dlatego nie dajmy się zwariować. Dobry, porządny mały sklep obroni się sam, bez ustawy. A zły nie jest nikomu do niczego potrzebny.

 

źródło: www.rp.pl

Nasz komentarz

 Dobrze, że redaktor Romański chociaż szanuje fakty, że "liczby są nieubłagane – liczba małych sklepów z roku na rok sukcesywnie spada, a super i hipermarketów jest coraz więcej". Bo w polskich mediach bywa z tym różnie. Niektóre przekonują, że przybywa małych sklepów.

Źle, że redaktor Romański nie chce zrozumieć interesów małych i średnich firm handlowych oraz małych i średnich firm produkcyjnych, a tak naprawdę interesu całej gospodarki i naszego państwa.  

Z redaktorem Romańskim przez kilka lat pracowaliśmy razem w redakcji miesięcznika "Businessman Magazine".  Wspólnie propagowaliśmy zasady wolnego rynku.

Jednak to właśnie tam dziesięć lat temu dostrzegłem zagrożenia płynące dla małych i średnich firm z ekspansji sieci supermarketów. Już wtedy, jako dziennikarz "Businessman Magazine", zwróciłem uwagę na ten problem jednemu z wiceministrów gospodarki – Jerzemu Eysymontowi. To był jednak wyjątkowy liberał i zlekceważył moje ostrzeżenia.

Dziś zagrożenia ze strony sieci supermarketów dla małych i średnich firm  i klasy średniej widać wyraźniej niż 10 lat temu.  Kolega Romański nadal ich jednak nie dostrzega.

Jego obserwacja dotycząca “budy” pod blokiem na warszawskim Natolinie jest psu na budę. Niewiele z niej wynika.

A redaktor Romański pracuje przecież w potężnej redakcji, którą stać na rzetelne zbadanie wpływu ekspansji sieci supermarketów na kondycje małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych oraz stan bezrobocia w całym kraju.

Na razie możemy oprzeć się na intuicji i obserwacji trendów w krajach, gdzie turbokapitalizm jest bardziej zaawansowany. Przykład USA pokazuje, że sieci supermarektów, karty kredytowe i banki podsuwające kredyty hipoteczne każdemu, mogą wykończyć nawet najpotężniejszą liberalną gospodarkę świata.

Amerykanie sięgnęli już po lewicowe metody walki z kryzysem – znacjonalizowali dwa wielkie banki.

W imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych, również w Polsce trzeba sięgnąć po administracyjne rozwiązania – wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów jak najszybciej.

Za kilka lat, gdy sieci będą miały 80-90 proc. handlu w Polsce, będzie za późno.  W tym czasie nasz kraj w wyniku ekspansji sieci supermarketów straci kilkaset tysięcy miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.

W wyniku tego znacznie zmniejszy się klasa średnia, która jest ostoją demokracji.

Niezależnych właścicieli małych i średnich firm w klasie średniej nie zastąpią kierownicy, bo to pracownicy najmni bez właściwego dla klasy średniej poczucia wolności.

Supermarkety przekształcają wolnych ludzi w niewolników na całym świecie.

Jerzy Krajewski

 

Więcej na ten temat:

Supermarketom stanowcze nie

http://www.wprost.pl/ar/137946/USA-bezrobocie-najwyzsze-od-5-lat/

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Wspierajmy się nawzajem

 

Z Jakubem Szulcem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawia Jerzy Krajewski

Jest Pan za szybkim anulowaniem ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (WOH). Czy wie Pan, jakie są skutki dynamicznej ekspansji sieci hipermarketów dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, małych miast i stanu bezrobocia?

Czy wie pan, jakie będą skutki ekspansji sieci handlowych za pomocą małych marketów w małych miastach?

Małe markety nie dają im takiej przewagi konkurencyjnej jak centra handlowe. Czy to prawda, że PSL nic chce anulowania tej ustawy?

Rzeczywiście, nasz koalicjant ma wątpliwości w tej sprawie.

Rozumiem interesy PSL. Rozwój sieci hipermarketów bije w małe i średnie firmy handlowe i produkcyjne, m.in. z branży rolno-spożywczej. Wiele z nich funkcjonuje na terenach wiejskich i w małych miastach. Działają i pracują tam wyborcy PSL i klienci banków spółdzielczych. Dla sieci hipermarketów liczą się głównie wielcy dostawcy, dla małych brakuje miejsca ma półkach. Tak dzieje się na całym świecie. Gdy w amerykańskim miasteczku Wal-Mart otwiera hipermarket, lokalny biznes odczuwa to jak wybuch bomby atomowej. Rozwój sieci hipermarketów sprawia, że upadają nie tylko regionalne firmy handlowe, w kłopoty wpadają też mali i średni producenci, bo kurczą się im kanały dystrybucji. To jest gra w monopol, gdzie na końcu rządzą sieci hipermarketów i wielcy producenci.

Ludzie chcą jednak kupować w hipermarketach. Nie wierzę, że władze wojewódzkie, które mają decydować o lokalizacji marketów, będą opierać się życzeniom mieszkańców.

Mieszkam na początku Marek koło Warszawy, kilka kilometrów od dwóch wielkich skupisk hipermarketów. Często robię w nich zakupy i jestem z nich zadowolony. Nie oznacza to jednak, że nie powinienem dostrzegać zagrożeń dla naszej gospodarki związanych z ekspansją hipermarketów. Ustawa o WOH tę ekspansję może tylko lekko wyhamować, ale jej nie zatrzyma. Da jednak trochę wytchnienia małym i średnim firmom. Dziękuję za rozmowę

Uwaga: Rozmowa została autoryzowana w połowie czerwca 2008 r. Kilka tygodni później Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa o WOH jest niezgodna z konstytucją. Dyskusja na temat roli sieci hipermarketów w gospodarce trwa jednak nadal.

Cała rozmowa z Jakubem Szulcem

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *