Wejście do ERM 2 jest bardzo ryzykowne

Image

Image    "Dobrze, że się o przyjęciu euro dyskutuje, dobrze, że się zapowiada jego przyjęcie, ale uważam, że dopóki kryzysy się nie skończy to wchodzenie do ERM byłoby olbrzymim błędem", twierdzi  na swoim blogu Piotr Kuczyński, główny analityk firmy Xelion.

 

Piotr Kuczyński 2008-11-01 11:14

 Twierdzę, że gdyby euro już teraz było naszą walutą to rzeczywiście kryzys byłby dla Polski mniejszym zagrożeniem. Nie byłoby dzikich zmian kursów, brak ryzyka walutowego w handlu wewnątrz strefy euro pomagałby eksportowi i importowi, a ECB obniżając stopy pomagałby gospodarce. Nieco gorszy, ale jednak bardzo zbliżony byłby układ, w który wchodzilibyśmy do strefy euro za parę tygodni (tak jak Słowacja). Tyle tylko, że nasza sytuacja znacznie odbiega od tego ideału. Mamy wejść do ERM 2 w połowie 2009, a euro mamy przyjąć 1 stycznia w 2012 roku. Inaczej mówiąc – w czasie kryzysu (liczę, że to będzie około dwa lata) będziemy przebywali w ERM 2, a euro przyjmiemy wtedy, kiedy kryzys się skończy.

W związku z tym pierwsze pytanie: czy deklaracja przyjęcia euro i szybkiego wejścia do ERM 2 pomogła naszej walucie i gospodarce? Uważam, że praktycznie niczego to nie zmieniło. Złoty wzmocnił się wyłącznie z powodów zewnętrznych (spadek awersji do ryzyka na globalnych rynkach finansowych). Podobnie umocniły się forint i czeska korona. Uważam, że nie jest prawdą twierdzenie o dużym wpływie na rynek wypowiedzi prezesa NBP na temat możliwości przesunięcia (w górę) dat z harmonogramu wejścia do strefy euro. Czytałem gdzieś, że jakiś londyński bankier tak się przestraszył tych wypowiedzi, że natychmiast zaczął złotego sprzedawać. Jeśli w Londynie są tacy bankierzy to nic dziwnego, że Wielka Brytania ma takie problemy. Zresztą już w piątek złoty pokazał, że lekceważy polityków wzmacniając się mimo wypowiedzi pana Prezydenta, który poddawał w wątpliwość termin wprowadzenia euro. Wszyscy przecież wiedzą, że droga do euro nie jest usłana płatkami róż, więc kolejne wypowiedzi mają naprawdę niewielkie znaczenie.

Drugie pytanie brzmi tak: czy wejście do ERM 2 pomoże w zwalczaniu skutków globalnego kryzysu gospodarczego? Zanim się na to pytanie odpowie trzeba odnotować, że z NBP napłynęły bardzo niepokojące (aczkolwiek nie można powiedzieć, że nieoczekiwane informacje). W swoim raporcie bank centralny zweryfikował wzrost gospodarczy. Widełki prognoz to 1,7 do 3,8 procent, czyli bardzo szerokie. W prasie mówi się o wzroście 2,8 procent, czyli środku przedziału prognoz, ale te niższe widełki bazują na założeniu, ze w sektorze finansowym nadal będzie brakowało płynności. Nie bardzo w to wierzę, ale sama prognoza (z innych powodów) jest prawdopodobna, szczególnie, że gospodarka naszych sąsiadów, Niemiec, będzie szybko hamowała.

Jeśli czeka nas spowolnienie gospodarcze to wydaje się, że wejście do ERM 2 jest bardzo ryzykowne i może to spowolnienie zamienić nawet w recesję. Dbałość o deficyt budżetowy i niską inflację przy niezbyt elastycznym rynku pracy musi dodatkowo spowolnić gospodarkę. Nawiasem mówiąc wielu ekonomistów twierdzi, że wejście do ERM 2 bez „uelastycznienia” rynku pracy nie ma sensu. Nie wiem, czy rzeczywiście tak jest, ale ostrzegam, że „uelastycznienie” niezbyt się większości Polaków spodoba. To taki eufemizm, pod którym należy rozumieć: większą łatwość zwalniania pracowników, więcej pracy tymczasowej kosztem etatowej, więcej niskopłatnych miejsc pracy. O ile ERM 2 spowolni gospodarkę? Tego nie wiem, ale jeśli zakłada się dłuższy okres globalnej stagnacji to trzeba brać pod uwagę, że każde dodatkowe spowolnienie może się okrutnie zemścić na poziomie życia Polaków (a co za tym idzie na poparciu dla rządzących, którzy chyba tego spadku poparcia w ogóle nie biorą pod uwagę).

Jest jeszcze gorzej, bo może się okazać, że wejdziemy do ERM 2 (część konstytucjonalistów twierdzi, że nie trzeba przedtem zmienić Konstytucji), odcierpimy niepotrzebne spowolnienie gospodarki (w okresie kryzysu szczególnie istotne jest posiadanie możliwości swobodnego sterowanie stopami procentowymi i kursem walutowym) i nic z tego nie wyjdzie. Dlaczego? Bo okaże się, że w tym układzie politycznym nie da się zmienić Konstytucji. Reasumując: dobrze, że się o przyjęciu euro dyskutuje, dobrze, że się zapowiada jego przyjęcie, ale uważam, że dopóki kryzysy się nie skończy to wchodzenie do ERM byłoby olbrzymim błędem.

Jerzy Krajewski | 2008-11-01 19:14 | IP: 83.6.245.* Twój komentarz oczekuje na decyzję moderatora.

@Piotr Kuczyński

Na razie tylko w sprawie wprowadzenia w Polsce euro.

Zgadzam się z Pana argumentami. Akceptuje tok myślenia. Z wprowadzeniem euro trzeba poczekać aż ustabilizuje się sytuacja finansowa na świecie i uelastycznimy rynek pracy w Polsce.

Nie zgadzam się jedna w sprawie referendum.

Jestem bardzo przywiązany do zasad demokracji i uważam, że w tak zasadniczej sprawie powinien wypowiedzieć się suweren – czyli obywatele mający prawo głosu.

Referendum mogłoby się odbyć, tak jak zaproponował Chlebowski, w czerwcu przyszłego roku wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Skoro w Traktacie Akcesyjnym zgodziliśmy się przyjąć euro, w referendum powinny być pytania dotyczące daty jego wprowadzenia w Polsce, np.

Kiedy Rzeczypospolita Polska powinna wprowadzić walutę euro na swoim terytorium:

1. Możliwie najszybciej.
2. Za 10 lat.
3. Znacznie później

Uważam też, że przy okazji warto byłoby zapytać suwerena o głębszą integrację polityczną w ramach Wspólnoty Europejskiej. Zgodnie z obowiązującym prawem Traktat Lizboński został obalony przez Irlandczyków w referendum 12 czerwca 2008 r.
Mam nadzieję, że do końca 2008 r. Lech Kaczyński nie podpisze ratyfikacji Traktatu Lizboński.

W takie sytuacji w czerwcu 2009 r. można w referendum zapytać suwerena za czym się opowiada.

1. Chcę Wspólnoty Europejskiej opartej na obowiązujących obecnie zasadach Traktatu Nicejskiego.
2. Chcę głębszej integracji politycznej Wspólnoty Europejskiej.

Ludzie mają prawo wypowiedzieć się w tak kluczowych sprawach. Nie mogą za nich decydować specjaliści, nawet jeżeli z ekonomicznego punktu widzenia mają rację. W życiu ludzi i narodów nie chodzi tylko o pieniądze. Ważne są też symbole, więzi i uczucia.

Spróbuję to przybliżyć na przykładzie sektora banków spółdzielczych. Działają tam trzy banki zrzeszające banki spółdzielcze. W Zrzeszeniu Banku Polskiej Spółdzielczości jest 350 banków spółdzielczych, w Spółdzielczej Grupie Bankowej 150 banków spółdzielczych, a w Zrzeszeniu Mazowieckiego Banku Regionalnego tylko 79 banków spółdzielczych.
Z ekonomicznego punktu widzenie Zrzeszenie Mazowieckiego Banku Regionalnego powinno połączyć się z jednym z pozostałych zrzeszeń. Banki spółdzielcze, które są akcjonariuszami Mazowieckiego Banku Regionalnego nie chcą jednak tego. Ich prezesie uważają, że takie niewielkie zrzeszenie jest bardziej przyjazne, bo ludzie się w nim znają. Nie chcą też sprzeciwiać się mocarstwowym zapędom szefów dużych zrzeszeń. Pozycja banków spółdzielczych w małym zrzeszeniu jest bowiem mocniejsza niż w dużym.

Mazowiecki Bank Regionalny to jest ich bank. Mają prawo decydować o jego losach. I robią to każdego roku na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy.

Polska to jest nasze państwo. Jako jej obywatele mamy prawo decydować o kierunkach jej rozwoju i tempie integracji w ramach Wspólnoty Europejskiej.

Pozdrawiam

Jerzy Krajewski

Jerzy Krajewski | 2008-11-01 19:33 | IP: 83.6.245.* Twój komentarz oczekuje na decyzję moderatora.

@rofe-el

Referendum jest dla obywateli.

Potrzebna jest nam rzetelna debata na temat dalszej integracji europejskiej i rozwoju ekonomicznego.

W kampanii przed referendum można ludziom wiele wyjasnić, wiele ich nauczyć, szczególnie w sprawach ekonomicznych.

Wprowadzenie euro to bowiem głównie problem ekonomiczny.

Można ludziom pokazać stan finansów państwa, że grozi nam bankructwo, dlatego nie stać nas na wcześniejsze emerytury, że trzeba podnieść wiek emerytalny, że trzeba racjonalniej wydawać pieniądze publiczne.

Wzmocnić kontrolę przy przetargach na zamówienie publiczne na poziomie państwa i samorządów. Ujawnione przez “Puls Biznesu” informacje o lewych firmach przy publicznych kontrakatch na informatyzację to czubek góry lodowej.

Przy budowach dróg, most i stadionów korupcja jest jeszcze większa.

10 miliardów opłata pobranych legalnie przez Powszechne Towarzystaw Emerytalne od przyszłych biednych emerytów to wielki skandal.

Uczciwych polityków dużego formatu na polskiej scenie politycznej w ogóle nie widzę.

Może ktoś wskaże choć jednego i uzasadni trzema zdaniami.

Pozdrawiam

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *