Bronić miejsc pracy w małych i średnich miastach

ImageW imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych oraz bankach spółdzielczych,  trzeba jak najszybciej również w Polsce wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów. Ideę tę będziemy promowali na Konferencjach Lokalnego Biznesu.

Jak podała firma badawcza Nielsen w 2008 roku z rynku zniknęło w Polsce niemal 7 tys. małych sklepów spożywczych. To największa liczba sklepów, jaka zniknęła z rynku w ostatnich latach.

Najwyższy czas kolejny raz podjąć w tej sprawie działania polityczne.

Ekspansją sieci super- i hipermarketów interesuję się od 1998 r., od czasu, gdy przygotowałem raport na temat handlu w Polsce dla miesięcznika "Businessman Magazine", gdzie pracowałem.

Już wówczas, gdy udział hipermarketów w handlu detalicznym wynosił 20-30 procent, dostrzegałem zagrożenie z ich strony dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych. 

Wysłałem wtedy w tej sprawie list do wiceministra gospodarki  Jerzego Eysymonta. To był jednak wyjątkowy liberał i zlekceważył moje ostrzeżenia.

Latem 2007 r. wydawało się, że jest świetnie

Sam jeszcze w czerwcu 2007 r. uważałem, że niewłaściwa byłaby duża ingerencja w reguły gry rynkowej, bo mimo utarty miejsc pracy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych światowa gospodarka rozwija się dynamicznie. Akceptowałem już jednak ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych.

Interesy Wal-Martu czy rodziny Waltonów są w sprzeczności z interesami dostawców do ich marketów i lokalnych społeczności. Nowy hipermarket Wal-Mart jest jak szczupak wpuszczony do stawu pełnego karpi. Ryby bardziej ospałe giną.

Biznes to nie jest zabawa dla małych dzieci, lecz ostra rynkowa gra, a właściwie totalna, choć bezkrwawa, wojna.

Najpierw na nowy rynek wysyła się swoich szpiegów i agentów wpływu, by rozpoznali teren działań wojennych. Przychylność lokalnych przywódców (władz samorządowych, liderów opinii, mediów)  zdobywa się za pomocą drobnych lub większych prezentów, np. wpłat dla lokalnej fundacji charytatywnej lub instytutu badawczego. Gdy opanuje się przyczółek, jest zgoda na budowę hipermarketu, do boju wrzuca się wielki kapitał na budowę i najlepszych fachowców do walki z lokalną konkurencją. Walka jest na wykończenie, więc podnosi się krzyk najsłabszych przeciwników, którzy nie wytrzymują w boju. Wtedy korporacji osłonę dają działania z zakresu public relations i polityki społecznej. Gdy najsłabsi padną, głosy oburzenia powoli cichną. Hipermarket w spokoju panuje nad terenem.

Nie mniej morderczą walkę sieci handlowe toczą z dostawcami. W niektórych przypadkach traktują ich jak królowie poddanych. Im mniejszy dostawca, tym bardziej jest poniżany. W Polsce zdarzają się przypadki,  że przedstawiciele potencjalnych dostawców są specjalnie przed negocjacjami przetrzymywani godzinami (czekają na opóźniające się spotkanie) w gorących pomieszczeniach, by byli bardziej skorzy do ustępstw.

Podobno teraz takich przypadków jest mniej niż na początkowym etapie podboju polskiego rynku przez zagraniczne sieci handlowe. Większych dostawców przedstawiciele sieci traktują lepiej, ale też negocjacje prowadzą twardo. Czasami nie dogadują się i w sieci nie ma produktów znanych producentów.

W sumie to normalna gra rynkowa. Negocjacje handlowe to istota biznesu. Nikt nie musi współpracować z sieciami. Wielu dostawców, którzy na interesy z sieciami zdecydowali się, odniosło wielkie sukcesy.

Wielkie sieci handlowe to jeden z najważniejszych elementów globalnej gospodarki kapitalistycznej. Są nowoczesne i efektywne. Wyciskają z ludzi siódme poty na całym świecie, upadają firmy w USA, ale rodzą się w Chinach. Nazywanie tego wyzyskiem jest jednak nadużyciem. Nikt nie jest zmuszany do pracy dla sieci handlowych.

Jestem zwolennikiem wolnego rynku, choć zadaję sobie również sprawę z tego, że ma on również brzydkie oblicza. W rynkowej walce zdarzają się przypadki łamania prawa, choć sieci handlowe, zdając sobie sprawę, że mają licznych przeciwników, starają się, by było ich jak najmniej.

O to, że sieci handlowe walczą z konkurencją i są tej walki ofiary, nie można mieć do nich pretensji. Bo czyż można mieć pretensję do geparda o to, że szybko dopada i spokojnie zjada gazele na sawannie?

W długim okresie na horyzoncie rysują się pewne niebezpieczeństwa związane z rozwojem sieci, np. wzrost bezrobocia z powodu upadku lokalnych firm w USA, czy wzrost cen w hipermarketach po wykończeniu konkurencji. Na razie jednak USA radzą sobie w ramach gospodarki rynkowej. Bezrobocie jest tam niskie, konkurencja działa, a gospodarka jest prężna.

Film „Wysoki koszt niskich cen” jest głosem tych, którym się gorzej wiedzie. Ważnym głosem, pokazującym ich problemy.

W Polsce odpowiedzią na takie głosy jest ustawa hamująca nieco rozwój sieci handlowych. To jest decyzja polityczna, dopuszczalna w demokracji. Reprezentanci narodu uznali, że warto interweniować na polu walki biznesowej, by wspomóc najsłabsze krajowe firmy, dać im czas na wzmocnienie sił. Sieci handlowe na tym nieco stracą, ale nie powstrzyma to ich ekspansji.

Latem 2008 r. widać było nadciągający kryzys

Żywsze zainteresowanie sprawami handlu spowodował wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający, że ustawa o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych jest niezgodna z Konstytucją RP, a następnie kłopoty amerykańskiej gospodarki, w które, moim zdaniem, wpędziły ją również hipermarkety.

Przed Trybunałem Konstytucyjnym 8 lipca 2008 r. nikt nie bronił interesów małych i średnich firm. Przeciw nim opowiedział się przedstawiciel Marszałka Sejmu i Prokuratora Generalnego. Wszyscy poparli interesy wielkich sieci handlowych. A gra toczy się o los setek tysięcy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych i miliony miejsc pracy.  
Trybunał Konstytucyjny, Marszałek Sejmu, Prokurator Generalny i Rzecznik Praw Obywatelski  uznali, że obrona interesów tysięcy polskich małych i średnich firm handlowych oraz tysięcy małych i średnich firm produkcyjnych nie jest "ważnym interesem publiczny", że obrona setek tysięcy miejsc pracy też nie jest "ważnym interesem publiczny".

Zasady zrównoważonego rozwoju to dla tych polskich władz nic nie znaczące hasło.

A jedno miejsce pracy w hipermarkecie oznacza utratę kilku miejsc pracy w małych i średnich firm handlowych oraz małych i średnich firm produkcyjnych.

Tak dzieje się na całym świecie.

Niektóre kraje potrafiły wprowadzić ustawowe ograniczenia rozwoju sieci hipermarketów.

W naszym kraju, najważniejsza władz – Trybunał Konstytucyjny – uznała, że setki tysięcy polskich małych i średnich firm zatrudniających miliony polskich obywateli nie potrzebują wsparcia w postaci lekkiego, administracyjnego  wyhamowania ekspansji sieci supermarketów.

Jak mamy szanować nasze władze, skoro w przypadku konfliktu interesów prawie zawsze stają po stronie wielkich zagranicznych firm i banków?

Przeciw ustawie o WOH opowiedziały się również organizacje pracodawców, m.in. Krajowa Izba Gospodarcza i Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Bo one też bronią tylko interesów wielkich firm.

Dziś już widać, że ekspansja hipermarketów zaszkodziła amerykańskiej gospodarce, choć rok temu nie było to jeszcze takie jasne. Wykończyła miliony firm handlowych i produkcyjnych w  amerykańskich miastach, wpędziła w kłopoty miliony przedsiębiorców. Wielu z nich straciło firmy i zostało najemnymi pracownikami, wielu do tej pory żyje z zasiłków społecznych.

Amerykańskie klasy średnia i niższa z roku na rok ubożały. Ludzie coraz bardziej żyli na kredyt. Amerykański bank centralny próbował ożywić gospodarkę tanimi kredytami i skończyło się to krachem na rynku kredytów hipotecznych.

Podstawą kryzysu jest jednak trwająca wiele lat ucieczka miejsc pracy w handlu i produkcji z USA za granicę.

Sieci hipermarketów wykończyły small business w USA w prosty sposób. Małym i średnim firmom handlowym odebrała klientów. Małym i średnim firmom produkcyjnym zabrała kanały dystrybucji, upadły bowiem firmy handlowe, w których te produkty sprzedawały, a sieci supermarketów na swoje półki ich nie wzięły, bo zapełniły je tanimi produktami z Chin, Indii, Tajlandii czy Brazylii.

To był jeden z powodów utraty miejsc pracy w USA.

Drugi to przenoszenie produkcji wielkich amerykańskich koncernów do krajów, w których można było tanio zatrudnić pracowników. Trend ten został wzmocniony również przez sieci supermarketów. Gdy zaczęły one sprowadzać tanie produkty z zagranicy, amerykańscy producenci, by konkurować z nimi, musieli obniżyć koszty, i zaczęli wyprowadzać produkcję do tańszych państw.

W efekcie pracę tracili Amerykanie, a zyskiwali ją obywatele krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Amerykanie ubożeli, a poprawiało się położenie ludzi w innych krajach. Ale najbardziej bogacili się właściciele sieci supermarketów. Ich fortuny liczone są obecnie w dziesiątkach miliardów dolarów.

Mają tyle pieniędzy na reklamy i public relations, że na ich usługach są wielkie telewizje, stacje radiowe, prasa i politycy.

Kilka dni temu prezydent Portugalii uczestniczył w otwarciu tysięcznego supermarketu Biedronka w naszym kraju.

Postawienie szlabanu ekspansji sieci supermarketów społecznie jest tak ważne jak kiedyś reforma rolna.

Są państwa, gdzie politycy to zrozumieli. Pewnie uda się przekonać do tego ważnych polityków Unii Europejskiej. Oni rozumieją idee solidaryzmu społecznego, obrony słabszych przed silniejszymi.

To prawda, że sieci supermarketów są bardziej efektywne ekonomicznie niż małe sklepy, że dzięki temu  towary w nich mogą być tańsze.

Podobnie było w przypadku wielkich folwarków rolnych. Były one bardziej efektywne niż gospodarstwa chłopskie. Można było w nich wykorzystywać nowoczesne maszyny i nowoczesne metody upraw. Dzięki temu produkty rolne mogły być produkowane taniej.

Jednak wiele społeczeństw zdecydowało się przeprowadzić reformę rolną i rozparcelować wielkie majątki ziemskie, by je podzielić między chłopów.

Wynikało to głównie z idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego. Ponadto wolni, niezależni finansowo chłopi to baza dla demokracji.

Obecnie w imię idei sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu społecznego trzeba powstrzymać w Polsce ekspansję sieci supermarketów, by bronić dziesiątki tysięcy małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, by bronić klasę średnią w Polsce, by ratować setki tysięcy miejsc pracy.

Trzeba sieciom hipermarketów postawić szlaban większy i mocniejszy niż został zaproponowany w zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny ustawie o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych.

Ideę tę trzeba propagować również na różnych forach w Unii Europejskiej. Wśród jej lewicowych elit znajdzie ona zrozumienie.

Wolny rynek nie powstrzyma ekspansji supermarketów. Potrzebne są bariery administracyjne, postawione przez polityków. To jest teraz jedna z najważniejszych kwestii społecznych,  ekonomicznych i politycznych  – napisałem 6 września 2008 r.

Jesienią 2008 r. zapowiedziałem globalny krach

Amerykę pogrąży rosnące bezrobocie i spadek wysokości emerytur w wyniku złamania kursów akcji na giełdzie – napisałem 24 września 2008 r.

Gdy wystraszeni kłopotami finansowymi Amerykanie przestaną kupować, nastąpi globalny krach.

To ich konsumpcja, finansowana w dużej mierze kredytami, od lat ciągnęła światową gospodarkę. Gdy ten silnik przestanie działać, globalny biznes runie w dół. Inne silnik są zbyt słabe, by uratować świat przed katastrofą.

Zagrożenia dla rynku pracy z powodu ekspansji sieci supermarketów i korporacji produkcyjnych dostrzegałem  już 10 lat wcześniej, ale liberałowie twierdzili, że wolny rynek stworzy miejsca pracy w usługach, że nie będzie źle.

A dziś widać, że moje przeczucia, podpowiadając załamanie amerykańskiej gospodarki pod ciężarem bezrobocia, sprawdzają się. Żadne sztuczki finansowe tu nie pomogą. Bezrobocie jest tam strukturalne, a ludzie i państwo zadłużeni po uszy.

Porządek trzeba będzie przeprowadzać na niższym poziomie życia w USA i innych krajach świata.

Kryzys gospodarczy rozejdzie się szybko  po całym globie, jak ogień po suchej łące. Załamanie nastąpi wszędzie, także w krajach niskokosztowych, bo nawet tanich towarów nikt nie będzie chciał kupować. Uderzy również w Polskę.

Liberałowie zawiedli na kluczowym odcinku frontu – w bankowości i finansach.

Bomba cykała od dawna w fundamentach amerykańskiej gospodarki. Ja słyszałem to cykanie, liberałowie twierdzili, że mam zwidy, że wolny rynek rozwiąże wszystkie problemy, również te pojawiające się na rynku pracy..

Bankierzy inwestycyjni przez swoją bezmyślność przyspieszyli wybuch tej bomby. Podmuch w ciągu ośmiu dnie zniszczył bankowość inwestycyjną w USA, nie ocalał żaden wielki bank inwestycyjny.

 Rozchodząc się fala uderzeniowa niedługo zniszczy część banków uniwersalnych w USA i Europie.

Amerykanie nie mają oszczędności. Dużo emerytów dostaje część emerytur z planów inwestycyjnych, zaangażowanych na rynku kapitałowym. Krach giełdowy sprawi, że trudno będzie im się utrzymać przy życiu.

Amerykanom będzie ciężej niż w latach 30. ubiegłego wieku przeżyć kryzys, bo zdecydowanie więcej ich mieszka w miastach. W latach 30., gdy wiecej ludzi mieszkało na wsiach, można było pozyskać żywność z przydomowego ogródka, czy  kurnika. Teraz takiej możliwości nie ma i głód będzie większy.

Na razie możemy oprzeć się na intuicji i obserwacji trendów w krajach, gdzie turbokapitalizm jest bardziej zaawansowany. Przykład USA pokazuje, że sieci supermarektów, karty kredytowe i banki podsuwające kredyty hipoteczne każdemu, mogą wykończyć nawet najpotężniejszą liberalną gospodarkę świata.

Amerykanie sięgnęli już po lewicowe metody walki z kryzysem – znacjonalizowali dwa wielkie banki.

W imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych, również w Polsce trzeba sięgnąć po administracyjne rozwiązania – wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów jak najszybciej.

Za kilka lat, gdy sieci będą miały 80-90 proc. handlu w Polsce, będzie za późno.  W tym czasie nasz kraj w wyniku ekspansji sieci supermarketów straci kilkaset tysięcy miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.

W wyniku tego znacznie zmniejszy się klasa średnia, która jest ostoją demokracji.
Niezależnych właścicieli małych i średnich firm w klasie średniej nie zastąpią kierownicy, bo to pracownicy najemni bez właściwego dla klasy średniej poczucia wolności.

Dziś mamy krach w Japonii, USA i zachodniej Europie

W IV kwartale 2008 r. amerykański PKB  spadł o 6,2 proc., japoński o 13  proc., a zachodniej Europy o 2 proc.  

W lutym 2009 r. oficjalne bezrobocie w USA wyniosło 8,1 proc., co znaczy, że w pół roku wzrosło dwa razy. W ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy znowu znacznie zwiększy się – może do 12-15 proc.

W Japonii, gdzie ekspansja hipermarektów od lat jest administracyjnie hamowana, bezrobocie wynosi nadal tylko 4 proc.

Z obserwacji wydarzeń w globalnej gospodarce jasno wynika, że obecnie najcenniejszym dobrem na świecie są realne, dające dochód, miejsca pracy w biznesie.

Trzeba ich bronić głównie w krajowych firmach, bo głobokoncerny za łatwością  przenoszą miejsca pracy z państwa do państwa.

Te konstatacje zainspirowały mnie do powołania w listopadzie 2008 r.  Instytutu Lokalnego Biznesu, którego zdaniem jest wspieranie interesów małych i średnich firm oraz banków spółdzielczych, pokazywanie ich znaczenia dla lokalnych społeczności i całej gospodarki.

Ich interesy będziemy promowali na Konferencjach Lokalnego Biznesu.

Przy ich organizacji współpracujemy z Kongregacją Przemysłowo-Handlową, kierowaną przez doktora Jana Rakowskiego, który ma duże zasługi w walce o interesy małych i średnich firm handlowych.

Dr Jan Rakowski przygotowuje projekt ustawy blokującej na 3 lata rozwój supermarketów w miastach do 20 tys. mieszkańców. W większych miastach jest ich już bowiem dużo.

Patronami honorowymi Konferencji Lokalnego Biznesu są również Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług oraz Związek Rzemiosła Polskiego.

Jerzy Krajewski

 

Więcej na ten temat:

Z rynku wypadło 7 tysięcy sklepów

W Polsce jest 150 tys. małych sklepów, we Francji 38 tys.

Wspierajmy się nawzajem w kryzysie

Przeciw globokoncernom handlowym

Czeka nas globalny krach – tekst z 24 września 2008 r.

W USA nie ma małych prywatnych sklepów

Czas zmiany na świecie

Plan antykryzysowy Jerzego Krajewskiego

Polska wobec globalnego kryzysu – prezentacja Jerzego Krajewskiego na III Kongresie Zarządzania Należnościami

Politycy są inteligenti, a ludność głupia

Dyktatura wielkich knorporacji

Plan antykryzysowy dla Polski

Tesco bije w dostawców i klientów

Tesco obniży zyski polskich firm

Wal-Mart w Polsce?

Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa

Jeronimo Martins – najgroźniejszy przeciwnik

Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE

Waltonowie – najbogatsza rodzina świata

Wal-Mart najcenniejszą marką świata

Supermarkety licencjonowane jak telewizje

Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników

Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu

Nowy atak na duże sklepy

"Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów

Supermarketom stanowcze nie

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Globokoncerny zagrożeniem dla demokracji

IKEA chce zbudować hipermarket koło Białegostoku

Hipermarkety jak buldożery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *