Zakłamany „Czarny czwartek”

ImageW filmie w reżyserii  Antoniego Krauze bestialstwo wojska i milicji zostało przedstawione we właściwy sposób, lecz kontekst polityczny jest zakłamany. Idźcie jednak go obejrzeć,  popłakać trochę nad losem zwykłych ludzi, a szczególnie Stefani Drywy i jej wspaniałych dzieci, którym ojca zabili żołnierze generała Wojciecha Jaruzelskiego.

 

25 lutego 2011 r. na ekrany polskich kin wchodzi film "Czarny czwartek" w reżyserii  Antoniego Krauze, który w przejmujący sposób opowiada o tragedii w Gdyni w grudniu 1970 r.
To kluczowy moment w naszej historii, bardzo zakłamany.
W moim myśleniu o świecie i moim kraju było kilka ważnych przełomów.

Pierwszy nastąpił w 1987 r., gdy jako student Uniwersytetu Warszawskiego, dzięki samodzielnemu myśleniu, wyrwałem się z procesu komunistycznej socjalizacji i zrozumiałem, że realny socjalizm to są manowce, czas wracać na główny szlak cywilizacji do kapitalizmu i demokracji parlamentarnej.

Te przemyślenia uporządkowałem w marcu 1988 r. w ankiecie dla CBOS na temat "Jakie powinny być rezultaty reform w Polsce?".
Jakie powinny być rezultaty reform w PRL?

Szybko okazało się, że mam rację. W kilka lat nasz kraj wrócił na główny szlak cywilizacji. Wprowadziliśmy kapitalizm i demokrację parlamentarną.

Drugi przełom nastąpił wiosną 1998 r., gdy czytając wspomnienia Franciszka Szlachcica, doszedłem do wniosku, że grudzień 1970 r. mógł być prowokacją służb specjalnych. Postanowiłem sprawdzić tę hipotezę. Rezultatem poszukiwań była pewność, że to rzeczywiście była prowokacja wymierzona we Władysława Gomułkę oraz artykuł, który udało mi się opublikować w tygodniku "Najwyższy Czas".

Najpierw proponowałem publikację artykułu  dziennikowi "Rzeczpospolita". Ale jej redaktor, Tomasz Stańczyk, nie zgodził się.
W leadzie kopii tego artykułu jest numer mojego telefonu komórkowego, bo powielałem artykuł na ksero. Kopie rozdałem we wrześniu 2002 r. kilku osobom na uroczystości z okazji 20 rocznicy śmierci Władysława Gomułki na cmentarzu na Powązkach.

Jedną kopię artykułu dostał  Mieczysław Rakowski, drugą Ryszard Strzelecki, syn Władysława Gomułki.

Miałem nadzieję, że ktoś odezwie się i opowie mi więcej o wydarzeniach w grudniu 1970 r.

Nikt nie zadzwonił. Choć wszyscy z obecnych na uroczystości wiedzieli, jak było.

Odkrycie, że to wojsko polskie, dowodzone przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, zamordowało ponad 30 osób w  grudniu 1970 r. zasadniczo zmieniło moją opinię o nim. Jeszcze 1 maja 1990 r. publicznie na Kongresie Prawicy Polskiej w Sali Kongresowej w PKiN w Warszawie broniłem generała Jaruzelskiego i jego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.  Potworna zbrodnia w grudniu 1970 r. przekreśla jednak, moim zdaniem, całe jego życie.

Kilka lat później Henryk Mieczysław Kula w swoich książkach dowiódł na podstawie dokumentów, że miałem rację.

Trzeci przełom nastąpił jesienią 2008 r. Hipoteza, że PRL trwa, zaświtała mi podczas dyskusji na blogach www.rp.pl.

Zbrodnie komunizmu nadal nie zostały bowiem ukarane, kłamstwo rządzi w przestrzeni publicznej, a ludzi, którzy próbują dochodzić prawdy, nazywa się "karłami moralnymi".

Wypowiedź Radosław Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, o "karłach moralnych" 6 grudnia 2008 r. na uroczystościach z okazji 25 rocznicy przyznania pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie, była dla mnie impulsem do działania.

Chcę napisać i wydać książka  pt. "Spiskowa historia PRL w latach 1944-2011???",.

Te znaki zapytania biorą się stąd, że nie wiem, kiedy skończy się PRL.

PRL skończy się, gdy Wojciech Jaruzelski zostanie skazany prawomocnym wyrokiem za swe zbrodnie w grudniu 1970 r. i grudniu 1980 r. albo umrze bez wymierzenia mu kary.

Na razie PRL trwa.

Co potwierdza m.in. to, że Wojciech Jaruzelski jesienią 2010 r. został zaproszony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Kolejne potwierdzenie znalazłem w filmie "Czarny czwartek" i w czasie konferencji prasowej po pokazie prasowym w kinie Kultura w Warszawie 21 lutego 2011 r.
A także w recenzjach z tego filmu i wypowiedziach aktorów, grających w nim rolę polityków. 
Wszyscy nadal kłamią, że za zbrodnie grudnia 1970 r. odpowiada Władysław Gomułka.
A przecież doprowadzili do nich spiskowcy, którzy chcieli odsunąć Władysława Gomułkę od władzy: m.in Mieczysław Moczar, Edward Gierek i Wojciech Jaruzelski.
W grudniu 1970 r. żołnierze Jaruzelskiego zamordowali nie tylko mężczyzn, ale równie nastoletnie dzieci w wieku 15-17 lat.
Lista dzieci zabitych w Gdyni 17 grudnia 1970
Zygmunt Gliniecki – 15 lat
Jerzy Skonieczka – 15 lat
Zbigniew Bogusław Nastały – 17 lat
Janusz Żebrowski – 17 lat
Zaraz po pokazie filmu rozmawiałem z prof. Jerzy Eislerem, którego poznałem w kwietniu 1998 r.  Nie pamiętał naszego spotkania w kawiarni "Na Rozdrożu" w Warszawie.
Image
prof. dr hab. Jerzy Eisler, Instytut Historii PAN, Instytut Pamięci Narodowej
Udzielał wywiadów różnym radiostacjom. Mówił, że wszystko w filmie oparte jest na faktach i dokumentach. 
W przerwie między jednym a drugim wywiadem, pokazałem mu książkę Henryka Mieczysława Kuli  "Grudzień 1970 r. – "oficjalny" i rzeczywisty", wydaną w 2006 r., którą zabrałem na pokaz prasowy.
Eisler powiedział, że zna ją. Ocenił, że z upływem czasu Kula coraz mniej mu się podoba.
"Czy wyobraża sobie pan, że rewolucja może wybuchnąć w Danii albo Norwegii?", zapytał mnie Eisler.
Chodziło mu o to, że w tych krajach służbom specjalnym nie udałoby się zorganizować wyjścia tysięcy robotników na ulice, bo jest tam dobrobyt, sprawiedliwości i demokracja, a nie to co było w Polsce w grudniu 1970 r.
Odpowiedziałem, że tam by się nie udało, a w Polsce był podatny grunt. Bez zapalnika nie byłoby jednak wybuchu. 
Książkę Henryka Mieczysława Kuli  "Grudzień 1970 r. – "oficjalny" i rzeczywisty" pokazałem też scenarzystom filmu: Mirosławowi Piepce i Michałowi S. Pruskiemu z pytaniem, czy ją znają.
Image 
Mirosław Piepka i Michał S. Pruski, dziennikarze i scenarzyści filmu "Czarny czwartek"
Obaj potwierdzili, że ją znają. 
Nie wytłumaczyli jednak, dlaczego i oni pokazują, że winny masakry w Gdyni 17 grudnia 1970 r. jest Władysława Gomułka.
Zapytałem ich wprost, dlaczego nie pokazali roli Wojciecha Jaruzelskiego, który był ministrem obrony narodowej i cały czas w grudniu 1970 r. dowodził wojskiem.
O to samo kwadrans później zapytał dziennikarz  "Tygodnika Solidarność".  Jemu odpowiedział Jerzy Eisler.
"Wojciech Jaruzelski  w grudniu 1970 r. nie był w ścisłym kierownictwie PZPR. Był dwudziestą, a może dwudziestą pierwszą osobą w państwie. Wtedy bardziej liczyły się osoby, które miały lepszy dostęp do ucha Władysława Gomułki, jak w książce Ryszarda Kapuścińskiego "Szachinszach", powiedział Eisler.
Sumienie jednak go gryzło. Dodał więc: "Prawdy o grudniu 1970 r. dowiemy się, gdy zostaną otwarte radzieckie archiwa".
Podkreślił też wagę filmu.
"Historycy mogą sobie dyskutować o grudniu 1970 r. latami, a i tak niewiele osób będzie o nim wiedziało. Dopiero dzięki filmowi "Czarny czwartek" miliony ludzi dowiedzą się, jak było", powiedział Eisler.
Antoni Krauze, reżyser filmu "Czarny Czwartek", w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" w styczniu 2011 . powiedział, że zdaje sobie sprawę z roli Wojciecha Jaruzelskiego w wydarzeniach w grudniu 1970 r. W filmie nie wspomniał o tym jedna ani słowem.
Image 
Antoni Krauze, reżyser filmu "Czarny Czwartek"
"W grudniu 1970 roku Wojciech Jaruzelski był ministrem obrony narodowej. Bez jego rozkazu żołnierze nie użyliby ostrych naboi do zaprowadzenia porządku na ulicach polskich miast. W „Czarnym czwartku” generał nie występuje, bo scenarzyści skupili się na posiedzeniu Biura Politycznego, którego Jaruzelski nie był jeszcze członkiem. Został nim po objęciu władzy przez Edwarda Gierka. Z tego, co wiem, poszkodowanym i rodzinom ofiar nie zależy, żeby Wojciech Jaruzelski znalazł się w więzieniu. Oni chcą tylko sprawiedliwego wyroku. Chcą usłyszeć, że generał Jaruzelski jest winien tamtej zbrodni", powiedział Antoni Krauze w "Rzeczpospolitej".
No właśnie.
Antoni Krauze dostał od losu szansę odkłamania historii i ją zmarnował.
Z tego co mówi, wynika, że zmarnowali ją scenarzyści filmu i ich konsultant prof. Jerzy Eisler.
W scenach z posiedzenie Biura Politycznego Władysław Gomułka przedstawiany jest w karykaturalny sposób.
Na szczęście nie włożono mu w usta: "Strzelać! Strzelać", co uczyniła Teresa Torańska na łamach "Gazety Wyborczej"  w grudniu 2008 r.
Scenarzyści próbowali go ośmieszyć tym, że dawał rady, by sprzedawać robotnikom ryby po cenach hurtowych bez marż.
Najmocniej przeciw Gomułce mają świadczyć  wypowiedzi Zenona Kliszki, członka Biura Politycznego KC PZPR, na posiedzeniu władz wojewódzkich PZPR w Gdańsku. Szczególnie ta: "Z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela", mówi Piotr Fronczewski, grający Zenona Kliszko.
Z książki Henryka Mieczysława Kuli  "Grudzień 1970 r. – "oficjalny" i rzeczywisty" (str. 269) wynika jednak, że takie słowa z ust Zenona Kliszki nie padły.
Pod koniec konferencji również scenarzystów zaczęło gryźć sumienie. Pochwalili się więc, że po raz pierwszy na ekranie widzowie usłyszą oryginalną wersję "Ballady o Janku Wiśniewski", że zamiast "czerwonej kokardy", jak w filmie "Człowiek z żelaza", jest "czarna kokarda", zamiast "to władza strzela do robotników" jest "to partia strzela do robotników" i puszczono zwrotkę o mordercy Kociołku.
Postęp w stosunku do lat 80. XX wieku, gdy nakręcono "Człowiek z żelaza", jednak jest.
Historie rodziny Stefani i Brunona Drywów oraz siedemnastolatka Wiesława Kasprzyckiego, pobitego przez milicję, są wstrząsające.
Film jest wielkim oskarżeniem …
Tylko czego?
Sam na konferencji powiedziałem, że pokazuje prawdę o komunizmie.
Ale to za duża generalizacja.
W Gdyni 17 grudnia 1970 r. wojsko polskie z ciężkich karabinów maszynowych, zamontowanych na czołgach, strzelało do niewinnych ludzi idących lub jadących do pracy. 
Zastawiono na nich pułapkę.
To było ludobójstwo.
Winni są ci, którzy wojsko do Gdyni wysłali i dali rozkaz strzelania ostrą amunicją.
Na pewno, jednym z głównych winowajców jest Wojciech Jaruzelski.
Jerzy Eisler swoimi wypowiedziami, pokazuje, że  próbuje odciągnąć uwagę od Jaruzelskiego.
Uczynili tak również scenarzyści, być może za radą Eislera.
Warto byłoby poznać pierwotną wersję scenariusza. 
Może jest tak, że scenarzyści dostali pieniądze na film z Instytutu Sztuki Filmowej i wsparcie Instytutu Pamięci Narodowej pod warunkiem, że wskażą Władysława Gomułkę jako winnego mordowania niewinnych ludzi w Gdyni 17 grudnia 1970 r. 
Udało im się to.
Na film pójdzie młodzież szkolna i setki tysięcy dorosłych widzów.
Producenci odniosą sukces.
Już odnieśli.
A prawda?
"Żeby wyjaśnić udział Wojciecha Jaruzelskiego w wydarzeniach w grudniu 1970 r. trzeba zrobić inny film – film o spisku na szczytach władzy, jak to zasugerował jeden z panów", powiedział Eisler, mając mnie na myśli.
Obaj jednak wiemy, że taki film nie powstanie.
Taka prawda nie jest bowiem potrzebna ani władzy, ani opozycji, ani IPN, ani większości historyków.
Henryk Mieczysław Kula funkcjonuje na marginesie. Żaden dziennik ogólnopolski nie przeprowadził z nim rozmowy, żadna telewizja ani radio.
Nie musi publikować w drugim obiegu, jak w PRL.
Wystarczy, że główne media przemilczają jego książki i tezy, a efekt jest podobny.
Film "Czarny czwartek" warto jednak obejrzeć. To kawał dobrego kina.
Mi szczególnie spodobał się Marta Honzatko w roli Stefani Drywy. Ocierałem łzy, gdy wybudziła się ze śpiączki, bo lekarz powiedział do niej, że zabiorą jej dzieci.
Image
Marta Honzatko wystąpiła w roli Stefani Drywy
Spiskowcy w okrutny sposób skrzywdzili prostą, słabą kobietę – Stefanię Drywę. Zabili je męża, pochowali nocą w błocie, rozbili rodzinę. 
A wszystko dla władzy, by obalić Władysława Gomułkę.
PRL nie był tak zły, jak przedstawia go film, a Gomułka tak prymitywny i głupi.
Po prostu, pojawiły się w PRL bydlęta, które dla władzy gotowe były mordować  niewinnych ludzi.
Podobnie było wiosną 1926 r. Bydlaki dokonały zamachu stanu i doprowadziły do wojny domowej.
A my, zwykli ludzie, możemy tylko płakać.
Idźcie więc na "Czarny czwartek" popłakać trochę nad losem Stefani Drywy i jej wspaniałych dzieci, którym ojca zabili żołnierze generała Wojciecha Jaruzelskiego. 
Nie liczcie w Polsce na sprawiedliwość. 
Nasze elity są nadal zakłamane. 
Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *