Wszędobylskość władzy

Europa jest zniewolona przez biurokrację i poprawność polityczną i zniewala nas Polaków. Nadal odczuwamy strach przed władzą, która teraz ma jeszcze więcej paragrafów na nas niż w PRL. Mieszkańcy UE mają mniej wolności niż niewolnicy w starożytnym Rzymie.

 

Oddajemy w Państwa ręce siódmy numer magazynu „Europejska Firma”. Nazwaliśmy go tak wiosną 2009 r. , gdyż słowo „europejska” znaczy też nowoczesna, cywilizowana, kulturalna, ekologiczna.  Wiosną 2011 odkryłem jedna, że znaczy też zniewolona.

Wolność zawsze była dla mnie ważna. Od dawna, od czasów dzieciństwa, zdawałem sobie sprawę, że zagrożeniem dla niej jest władza. Władzy bał się bowiem mój ojciec. Gdy mnie począł w 1962 r. był robotnikiem, ale zdecydował się na los chłopa – startując od zera zbudował małe gospodarstwo rolne. Uczynił tak, bo nie chciał mieć przełożonego nad sobą, bo kocha wolność. Ale władzy bał się. Mówił, że stworzyła takie prawo, że na każdego znajdzie paragraf. Tak było w czasach PRL. A wiosną 2011 r. zrozumiałem, że teraz jest jeszcze gorzej. Stało się dla mnie jasne, że zabieranie nam coraz większego zakresu wolności wiąże się z wejściem Polski do Unii Europejskiej.

Wiedziałem, że w UE rządzi biurokracja i poprawność polityczna, ale przez ostatnie kilkanaście lat popierałem przystąpienie naszego kraju do tej wspólnoty.

Inne zdanie Unii Polityki Realnej w tej sprawie było jednym z powodów mojego wystąpienia z tej partii w 2002 r.

Byłem za wejściem naszego kraju do UE ze względu na korzyści gospodarcze, jakich spodziewałem się: otwarcia granic dla polskich towarów oraz firm i pracowników oraz podniesienia wiarygodności kredytowej i biznesowej Polski, co sprzyjałoby przyciąganiu  inwestycji zagranicznych. Zdawałem sobie sprawę, że w UE rządzi biurokracja i lewicowe elity. Nie przypuszczałem jednak, że tak szybko tak wiele wolności nam one zabiorą.

Europa jest zniewolona przez biurokrację i poprawność polityczną i zniewala nas Polaków.

Nadal odczuwamy strach przed władzą, która teraz ma jeszcze więcej paragrafów na nas niż w PRL. Mieszkańcy UE mają mniej wolności niż niewolnicy w starożytnym Rzymie.

31 marca 2011 r. po Konferencji  Lokalnego Biznesu w Rzeszowie prezes jednej z firm w kuluarach zapytał mnie: „Pan nie boi się tak krytykować OFE?”. Odpowiedziałem, że nie boję się. W wielu innych sprawach czuję jednak strach. Za każdym razem, gdy listonosz przynosi list polecony z urzędu skarbowego, urzędu miast czy gminy, serce zaczyna mi mocniej bić. Co znowu przeskrobałem?, zastanawiam się wtedy. W ostatnich latach spraw, za które mogę być pociągnięty do odpowiedzialności, jest coraz więcej.

Latem zeszłego roku najbardziej zbulwersowała mnie znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, którą poparły PO, SLD i PSL.  Nakazuje ona gminom utworzenie inspekcji, które mają sprawdzać, jak wychowujemy dzieci, czy nie dajemy im klapsów, czy nie krytykujemy naszych synów za onanizowanie się.  W ten sposób władza ze swoim buciorami weszła do najbardziej intymnego środowiska – do naszych domów i rodzin.

W tym roku okazało się, że wójt ma prawo nakazać mi, jakie drzewa mam posadzić na własnej ziemi, że inspektor nadzoru budowlanego może nałożyć na mnie 50 tys. zł kary za postawienie małego gangu przy własnym domu położonym daleko od sąsiednich budynków.

Wiosną 2011 r. poczułem się jak nędzny niewolnik we własnym kraju. Wcześniej wiedziałem o władzy urzędów skarbowych i ZUS, policji i straży miejskiej. Obecnie uświadomiłem sobie, że żadnego ruchu nie mogę zrobić bez rad prawników kilku specjalności.

Europa to nie jest miejsce dla zwykłych ludzi. Władza tu jest wszędobylska, jak to celnie określiła Magdalena Ziętek w artykule pt. "W obronie wolności przeciwko totalitarnej demokracji".

16 kwietnia 2011 r. na Kongresie Nowej Prawicy publicznie zgłosiłem postulat wprowadzenia dobrowolności wszystkich ubezpieczeń społecznych. Firmy powinny wypłacać pracownikom i współpracownikom wynagrodzenie brutto, a oni sami powinni decydować, które ubezpieczenie wykupią, oraz rozliczać podatki.  Ułatwiłoby to prowadzeni biznesu i zachęcało ludzi do zakładania firm.
Dobrowolność ubezpieczeń społecznych rozwiązałby problem systemu OFE, jednego z czterech głupich pomysłów rządu Jerzego Buzka.  Wycofać się należy również z jego innych koncepcji. Trzeba zlikwidować powiaty (wystarczą gminy i  16 województw) i gimnazja (wrócić do 8-letniej szkoły podstawowej, liceów, techników i zawodówek).

Nasza przygoda z niemądrymi reformami Buzka pokazuje, jak ważny jest dobry wybór posłów i senatorów. Problem w tym, że obecnie nie ma na kogo głosować.  Do zniewolenia nas doprowadzili bowiem ludzie, którzy rządzą największymi partiami.

  Partie te rządzą na każdym poziomie. Strach z nim zadrzeć, bo są mściwe i bezwzględne.  Pokazują to dobrze los polityków Samoobrony. Jeden z nich Stanisław Łyżwiński umiera w więzieniu za sfabrykowaną seksaferę, a drugiemu  – Andrzejowi  Lepperowi grozi więzienie za inne sprawy.

Dlatego większość obywateli boi się. Zrozumiałe, że utraty pracy za krytykę władzy obawiają się pracownicy instytucji państwowych i samorządowych. Przedsiębiorcy boją się nasłania kontroli skarbowej czy z ZUS.

Ja też się boję. Wiem, że władza może wykończyć moją firmę. Dlatego śladem ojca mam gospodarstwo rolne, które w razie czego wyżywi mnie i rodzinę. Bo chłop, który ma własną ziemię, jest wolnym człowiekiem. Dlatego jestem wdzięczny Władysławowi Gomułce za to, że powstrzymał kolektywizację rolnictwa. To on dał wolność milionom ludzi w Polsce.

Teraz wolność jest nam zabierana. I jakże mało jest ludzi, którzy bronią wolności. Prawie wszyscy boją się władzy i ulegają jej najdzikszym pomysłom. Politycy Samoobrony nie są zwolennikami wolności, nie chcą dobrowolności ubezpieczeń społecznych. Zostali skopani za krytykę elit z lewicowych pozycji.

Za wolnością opowiadają się Magdalena Ziętek, Janusz Korwin Mikke i prof. Michał Zieliński. 16 czerwca 2011 r. jako jednoosobowe jury Konkursu Drzewo Wolności  zdecydowałem przyznać im nagrodę – statuetkę Drzewo Wolności.
Wręczymy je w Dniu Polaków na Festynie Ziem odzyskanych w Klonowej Osadzie w mojej rodzinnej wsi Łebień w gminie Damnica 20 km od Słupska 15 sierpnia 2011 r.

Wiem, że partie, które nas zniewoliły, są potężne, że w tym roku nie uda się przedstawić mocnej alternatywy dla nich. Ale w zniewalaniu nas doszły już  do ściany. Mogą jeszcze wejść do naszego łóżka, by sprawdzić, jak kochamy się z własnym żonami. Już każą nam zaakceptować, że naszą żoną może być mężczyzna.

Wiem, że ciężko będzie walczyć o wolność, że jest nas garstka, że większość obywateli została sterroryzowana przez władzę.

Wiem, że działam przeciw interesom naszej spółki ULAN, której łatwiej byłoby zarabiać pieniądze przymilając się do władzy.

Ale tak jak mój ojciec, nie mogę znieść głupich pomysłów władzy.

Ojciec przez 23 lata był sołtysem wsi Łebień, a przez kilka lat członkiem  Rady Gminy Damnica i członkiem PZPR. W połowie lat 80. oddał legitymację partyjną. „Chciałem to zrobić wcześniej, bo drażniły mnie głupie pomysły partii, ale koledzy przekonywali, że mam dobrą opinię i dobrze by sołtysem był ktoś z PZPR. W końcu jednak oddałem, bo w czym partia mi mogła pomóc. No i w czym mogła mi zaszkodzić, z roboty nie mogła mnie wyrzucić, bo miałem gospodarstwo”,  wspomina ojciec.

W 1997 r. podarował mi gospodarstwo w całości, bo żadna z moich sióstr nie chciała mieć nic do czynienia z rolnictwem.  Byłem wówczas dziennikarzem miesięcznika „Businessman Magazine”, ale nie zastanawiałem się długo. W 1998 r. w książce pt. „Tani kapitał, czyli jak zdobyć pieniądze dla firmy” wydrukowałem dedykację „Moim rodzicom, którzy, mimo że nie byli zamożni, zainwestowali w moje wykształcenie”. 

16 czerwca 2011 r. przez telefon komórkowy powiedziałem ojcu, że jestem dumny z niego, że jest bardzo mądrym człowiekiem, że bardzo go kocham.

Bo mój ojciec jest wolnym człowiekiem, wychował mnie na wolnego człowieka,  a ja chciałbym, by również moi synowie byli wolnymi ludźmi.

 

Jerzy Krajewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *