Przetrwać na globalnym rynku

Tylko biznes utrzymuje rodziny, gminy, państwo, kościół, kulturę, daje środki utrzymania, pozwalające w wolnych chwilach zadawać egzystencjalne pytania. Firmy małe i duże działają jak małe armie na globalnym rynku.

 

Miliardy ludzi na całym świecie chciałyby żyć tak zamożnie jak Niemcy. Niemiecki system gospodarczy jest bardzo efektywny. Wiele w nim małych i średnich firm. Sporo firm rodzinnych. Niemieccy inżynierowie nadal są wspaniali. To jest gospodarka, która rywalizuje z najlepszymi na świecie. Polscy przedsiębiorcy kooperują z nią. Uczą się od niej.

Nowoczesne firmy działają podobnie na całym świecie. Budują zespoły pracownicze, ich identyfikację, motywację. Firmy małe i duże działają jak małe armie na globalnym rynku. W Niemczech ta globalna skala działalności jest mocno odczuwalna, bo są one drugim na świecie eksporterem.

Dzięki rozsądnej niemieckiej polityce zagranicznej świetnie sobie radzą i w Chinach, i na Bliskim Wschodzie, i w Afryce, i na wszystkich innych kontynentach.

To niemieckie firmy, ich menedżerowie, właściciele i mobilni pracownicy stworzyli podstawy potęgi Niemiec.

Mobilność przy zdobywaniu środków do życia nie jest czymś z gruntu złym.

Od tego ludzie zaczynali i żyli tak przez kilkaset tysięcy lat.

Osiadły tryb życia liczy sobie tylko kilka tysięcy lat.

Natomiast laicyzacja Niemiec i brak pytań egzystencjalnych ma korzenie w rewolucjach protestanckiej i socjalistycznej, w walce z Kościołem katolickim.

Obecnie Niemcy będą jeszcze bardziej niż wcześniej strać się być jak najlepszymi pracownikami (żołnierzami) w swoich firmach.

Z powodu globalnego spowolnienia gospodarczego zaostrza się walka na globalnym rynku.

Chińczycy próbują odbierać Niemcom know how i wypierać ich z rynku.

Wiele polskich firm to poddostawcy firm niemieckich. Sukcesy Polaków zależą więc od sukcesów Niemców.

Również polskie firmy stają się armiami. Niektóre stają się samodzielnymi graczami na międzynarodowym rynku i wypierają firmy niemieckie. Niedużo jest takich polskich firm, ale są, np. Fakro, Mokate, Solaris, Atlas, BRW, Mlekowita, Asseco, Comarch. Każda z nich działa jak armia najemnych żołnierzy. Każda walczy z konkurencją w Polsce i innych krajach.

Taki jest biznes – mobilny, jak ludzie przez setki tysięcy lat.

Tylko biznes tworzy realne miejsca pracy, tylko biznes utrzymuje rodziny, gminy, państwo, kościół, kulturę. Tylko biznes daje środki utrzymania, pozwalające w wolnych chwilach zadawać egzystencjalne pytania.

Przez kilkaset tysięcy lat ludzie byli mobilni, polowali na zwierzęta, szukali w lasach jagód, innych owoców, korzonków, by… przetrwać. Podobnie jest teraz. Pracownicy firm są mobilni, by mieć środki na utrzymanie i przetrwać. 

Single byli zawsze. Podobno w społeczeństwach pierwotnych było ich więcej niż obecnie, bo nie byli w stanie założyć rodziny, gdyż większość kobiet mieli w swoich haremach silni  przywódcy stad.

Dostrzegam w niemieckim społeczeństwie elementy zdemoralizowania, np. akceptowanie działania domów publicznych, upokarzania w nich kobiet. To jest jeden z przejawów militaryzacji życia społecznego. Dowódcy wielu armii akceptowali rozładowywanie napięcia seksualnego żołnierzy w burdelach.

Obecnie mamy znowu do czynienia ze wzmożoną rywalizacją mocarstw o panowanie nad światem. Niemcy biorą aktywny udział w tej grze, w której podstawą jest efektywna gospodarka.  Chcą nas na stałe włączyć do swojego rydwanu. Nie wiem, czy szczerze zapewniają nas o nienaruszalności naszej zachodniej granicy.

Gospodarczo wiele części naszego biznesu jest już częścią tego rydwanu, np. trzeci co do wielkości bank – BRE Bank, spora część gospodarki wykupiona przez niemieckie firmy oraz spora część polskich firm kooperujących z firmami niemieckimi.

Niebezpieczne jest to, że za pomocą  pakietu klimatycznego Niemcy chcą wykończyć sporą część polskich firm. Walka z wymyślonym globalnym ociepleniem doprowadzi do znacznego wzrostu cen energii w Polsce, a w konsekwencji do upadku wielu polskich firm, które kupując tę drogę energię, nie poradzą sobie na globalnym rynku.

Rząd PO-PSL wyraźnie w tej sprawie ulega naciskom Niemiec. Potrzebujemy kogoś, kto będzie mocniej bronił interesów polskich firm, naszej egzystencji.

Janusz Korwin Mikke nie ma racji, twierdząc, że narodowość właściciela firmy nie ma znaczenia. To szczególnie dobrze widać w czasach kryzysu, gdy niemieckie banki dają kredyty niemieckim firmom, a przed polskim stawiają większe bariery. Lepiej jest więc, by bank był w państwowych rękach, ale polskich, niż w prywatnych, ale obcych.

Dopóki istnieją narodowe  państwa i rywalizują o pozycję w świecie, narodowość właścicieli firm i banków będzie miała znaczenia.

Niemcy mogą być dumni ze swoich firm i kultury korporacyjnej.

Jeżeli chcemy przetrwania polskiego państwa, nie mamy innego wyjścia – musimy uczyć się od nich i ich naśladować.  

Jerzy Krajewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *