Niemcy chcą wykończyć naszą gospodarkę

"Jeżeli 28 lutego 2012 r. w Europarlamencie przejedzie wniosek  o ograniczenie emisji CO2, to wkrótce ceny energii w Polsce mogą wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt procent, a koszty funkcjonowania przemysłu wzrosną tak bardzo, że przestanie się w Polsce opłacać cokolwiek produkować", donosi Bankier.pl

PKPP Lewiatan apeluje do europosłów o głosowanie przeciw niekorzystnym dla nas zmianom.

Najbardziej uderzą one w polską gospodarkę.

Niektóre analizy wskazują, że Polsce bardziej opłacałoby się wyjść z UE niż dostosowań do nowego prawa, które ma zarżnąć nasz przemysł.

Na ograniczenie emisji CO2 szczególnie naciskają Niemcy. Ich celem jest bowiem osłabienie Polski i próba odebrania nam ziem, które Niemcy straciły w wyniki II wojny światowej. 

 

Odebrać ziemie odzyskane

 

Jutro ma się odbyć w Berlinie  pierwsza konferencja prasowa nowo powstałego niemieckiego stowarzyszenia o nazwie „Związek Właścicieli Wschód“.

Zadaniem organizacji jest reprezentowanie interesów niemieckich „wypędzonych”.

"Na stronie stowarzyszenia została umieszczona informacja prasowa takiej oto treści: Niemieccy wypędzeni otrzymują z powrotem swą własność.  Z pomocą znanych adwokatów i specjalistów prawa międzynarodowego Eigentümerbund Ost e.V. (Związek Właścicieli Wschód),  zarejestrowany w styczniu 2012 r. znalazł luki w prawie międzynarodowym, w następstwie których nastąpi zwrot własności prywatnych osób zrabowanej po drugiej wojnie światowej przez Polskę i Czechy. Cały proces prawny jest finansowo zabezpieczony przez inwestora", napisała Magdalena Zietek w portalu Konserwatyzm.pl

"Od maja 2012 r.będą rozdawane polskim gospodarstwom domowym miliony ulotek, które będą informować o polskich zbrodniach na niemieckich cywilach i polskich naruszeniach prawa międzynarodowego. Jednocześnie planowane są publiczne manifestacje. Pierwsze stacje akcji to Görlitz, Stettin, Breslau i Oppeln", informuje Związek Właścicieli Wschód na swojej stronie internetowej.

 

System OFE szkodzi państwu, firmom i ludziom

Nasze państwo i  gospodarkę osłabia też system OFE, który w latach 1999-2011 wygenerował 50-60 mld zł strat dla naszego społeczeństwa, a w 2012 r. wygeneruje dodatkowo 50-70 mld zł strat.

W 2012 r. straty wynikną głównie z powodu wzrostu oprocentowania obligacji i bonów skarbowych z powodu wysokiego zadłużenia publicznego w jednej trzeciej wygenerowanego przez system OFE.  Gdyby nie było systemu OFE, odsetki byłyby znacznie niższe. 

Na początku lutego 2011 roku minister finansów Jacek Rostowski podał, że system OFE wygenerował 232 mld zł długu publicznego.

"Kwota 232 mld zł stanowi szacunek kwoty długu Skarbu Państwa na koniec 2010 r. wynikającej z finansowania dodatkowych potrzeb pożyczkowych związanych z utworzeniem otwartych funduszy emerytalnych, ponoszonych od początku reformy w 1999 r." , wyjaśniło "Europejskiej Firmie" Biuro Prasowe Ministerstwa Finansów.

Niestety, nie podało sposobu liczenia.

Myślę, że nie uwzględnia on wzrostu oprocentowania obligacji i bonów skarbowych z powodu wysokiego zadłużenia publicznego, wygenerowanego przez system OFE w latach 1999-2010. W tym okresie nie miało to tak wielkiego znacznia, jak obecnie. Wówczas bowiem różnice w oprocentowaniu papierów dłużnych państw o różnej sytuacji ekonomicznej nie były tak duże jak w 2011 r. i obecnie.

W Czechach nie ma Otwartych Funduszy Emerytalnych, a w Polsce są. To sprawia, że Czechy mają niski stosunek długu publicznego do PKB, a co za tym idzie wysoką ocenę agencji ratingowych. A Polska ma wysoki stosunek długu publicznego do PKB, a w związku z tym niską ocenę agencji ratingowych. Gdyby Czechy zafundowały sobie OFE, byłby oceniane przez agencje tak źle, jak Polska. Ma to bezpośrednie przełożenie na ceny długu. Rentowność polskich obligacji jesienią 2011 r. przekroczyła 6 proc. Rentowność czeskich obligacji to 4 proc.

Jawny dług publiczny Polski wynosi teraz  ponad 900 mld zł. Przy oprocentowaniu 6 proc. zapłacimy za niego 54 mld zł rocznie w 2012 r. Gdyby od 1999 r. nie było w Polsce OFE , dług publiczny byłby o 300 mld zł mniejszy niż jest obecnie. Wynosiłby 600 mld zł. Płacilibyśmy za niego nie 6 proc., jak teraz, gdy wysoki jest stosunek długu publicznego do PKB, lecz 4 proc. Byłoby to tylko 24 mld zł odsetek do zapłaty w 2012 r., a nie 54 mld zł.
Dzięki wciśnięciu nam OFE w 1999 r. banki i instytucje finansowe zarabiają więcej na odsetkach od długu publicznego. W 2012 r. tych dodatkowych odsetek będzie 30 mld zł, z czego duża część przypadnie zachodnim bankom i instytucjom finansowym. Dodatkowo banki i instytucje finansowe zarabiają na zarządzaniu OFE. Za 2011 r. miły z tego tytułu 612 mln zł zysku netto. W tym czasie klienci OFE stracili kilkanaście miliardów złotych na inwestycjach z nimi.

 

Gdyby nie było OFE oprocentowania obligacji i bonów skarbowych byłoby niższe w przypadku całego zadłużenia publicznego, ale także w przypadku zadłużenia firm i ludzi.

System OFE bije też w interesy firm i ludzi, bo oprocentowanie ich kredytów jest wyższe.

Według danych NBP na koniec 2011 r.  gospodarstwa domowe były zadłużone w bankach  w złotych na 317,5 mld zł, a przedsiębiorstwa na 192,9 mld zł. Razem daje to 510,4 mld zł.

Jeżeli przyjmiemy, że z powodu systemu OFE stopy procentowe  w złotych są wyższe o 1 punkt procentowy, daje to dodatkowy koszt dla firm i osób 5 mld zł rocznie. 

Jeżeli przyjmiemy, że z powodu systemu OFE stopy procentowe  w złotych są wyższe o 2 punkt procentowy, daje to dodatkowy koszt dla firm i osób 10 mld zł rocznie.  

Dodatkowo system OFE ogranicza dostępność do kredytów dla firm i ludzi w bankach. Skoro banki mogą dużo zarabiać na odsetkach od skarbowych papierów dłużnych, wolą nie ryzykować, udzielając kredytów dla przedsiębiorstw i ludzi. A zarabiają dużo. W 2011 r. zysk netto banków w Polsce był najwyższy w historii – wyniósł 15,7 mld zł.

 
My zaś  w latach 1999-2012 stracimy na systemie OFE aż 100-130 mld zł. Wyliczenie tego jest proste. Koszty związane z wprowadzeniem tego systemu od 1999 r. wyniosą bowiem w końcu 2012 r. roku, jak szacuję, aż 320-350 mld zł, a aktywa netto na kontach ubezpieczonych w OFE będą miały wartość 210-250 mld zł (zależy to od sytuacji na giełdzie).
 
Szacowanie kosztów związanych z wprowadzeniem systemu OFE w okresie 1999-2012  jest trudne, bo trzeba wziąć pod uwagę wiele zmiennych parametrów. Chodzi mi jednak głównie o pokazanie rzędu wielkości.To jest tak wielki upływ krwi, że osłabia nasze państwo i społeczeństwo. Na tym zależy naszym wrogom i konkurentom.
 
Ale jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy. 
 
Dać wybór: ZUS i OFE czy sam ZUS
Podstawową reformą w Polsce powinno być ograniczenie kosztów związanych z funkcjonowanie systemu OFE.
 
Najkorzystniej byłoby go administracyjnie zlikwidować.
 
Realne rozwiązanie to danie ubezpieczonym wyboru: ZUS i OFE czy sam ZUS z ogłoszeniem, że Skarb Państwa nie będzie gwarantował środków ulokowanych w OFE.
 
Postuluję je od jesieni 2008 r. W takiej sytuacji większość ubezpieczonych przeniesie swoje aktywa z OFE do ZUS. To w krótkim czasie, w ciągu kilku miesięcy zmniejszyłoby jawne zadłużenie państwa o 150-180 mld zł i zmniejszyłoby potrzeby pożyczkowe państwa. Doprowadziłoby to do spadku rentowności obligacji skarbowych i oprocentowania kredytów dla firm i ludzi.
 
Nie trzeba byłoby bezprawnie narzucać dłuższego wieku emerytalnego dla obecnych klientów ZUS. Wydłużony wiek emerytalny obowiązywałby tylko osoby wybierające ZUS jako swój zakład emerytalny. Każdy nowy klient ZUS powinien podpisywać z ZUS indywidualny kontrakt emerytalny.
 
Ubezpieczenie emerytalne to nie jest podatek.
 
To tylko ubezpieczenie.
 
Powinno być dobrowolne.

 

Jerzy Krajewski, redaktor naczelny Magazynu Przedsiębiorców "Europejska Firma"

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *