Globalny krach keynesizmu

Prawo podaży i popytu przypomniało o sobie i nic nie jest w stanie przeszkodzić mu w zaprowadzeniu stanu równowagi w globalnej gospodarce. Trudno oszacować, ile warta jest nadprodukcja domów i mieszkań w  USA i Europie Zachodniej, ale być może chodzi o kilkadziesiąt bilionów dolarów. Nikt na świecie nie ma takich pieniędzy, by ratować banki, w których bilansach ukryta jest ta kwota.

 

Prawdziwy kapitalizm oparty na realnym, kruszcowym pieniądzu od kilkudziesięciu lat jest pogrzebany i nie zmartwychwstanie. Zapomnijmy o nim.

Na powrót do starych, dobrych zasad nie pozwolą zaciągnięte przez rządy długi ani zasady demokratycznego wyłaniania rządów. Po prostu, obywatele nie pozwolą na zmartwychwstanie kapitalizmu.

Trzeba zastanowić się, co zrobić z tym bałaganem teraz.

Uważam, że w skali globalnej mamy do czynienia z nadprodukcją. Jej potencjał skupiony jest głównie w Chinach. Gdy Amerykanie przestaną kupować, Chiny i cały Daleki Wschód będą kolejnymi ofiarami krachu keynesizmu.

Nadprodukcją są też miliony domów i mieszkań zbudowanych w USA i Europie Zachodniej za wirtualne pieniądze z papierów wartościowych, które okazały się bezwartościowe. To nawet nie były papierowe banknoty, tylko nierealne twory specjalistów od instrumentów pochodnych.

Piotr Kuczyński, analityk firmy Xelion, twierdzi, że te derywaty są warte kilkaset bilionów dolarów.

Trudno oszacować, ile warta jest nadprodukcja domów i mieszakań w  USA i Europie Zachodniej , ale być może chodzi o kilkanaście albo kilkadziesiąt bilionów dolarów. Nikt na świecie nie ma takich pieniędzy, by ratować banki, w których bilansach ukryta jest ta kwota.

Krach będzie więc potężny. Głębszy niż ten w latach 30. XX wieku.

Firmy na całym świecie będą padały jak much. Znacznie wzrośnie bezrobocie.

W USA niedługo padnie przemysł motoryzacyjny, budowlany i materiałów budowlanych. Następnie w kłopoty wpadną ich dostawcy – przemysł chemiczny, elektromaszynowy, drzewny. Gdy bezrobocie dojdzie do 15 procent, zawalą się usługi.  Ludzie nie będą mieli pieniędzy, by chodzić do drogich restauracji, salonów fryzjerskich i centrów rozrywkowych. Pracę straci wielu prawników, pośredników kredytowych, doradców finansowych, dziennikarzy, grafików, artystów…

Te naturalne trendy ekonomiczne są tak potężne, że nikt nie jest w stanie się im przeciwstawić. To jest wielki żywioł, jak tsunami. Prawo podaży i popytu przypomniało o sobie i nikt na świecie nie jest w stanie przeszkodzić mu w zaprowadzeniu stanu równowagi w globalnej gospodarce.

Rządy wielkich mocarstw mogą się trudzić i kombinować, ale są za słabe, by przeciwstawić się siłom natury gospodarki.

Pewnie będą dalej nacjonalizowały na koszt przyszłych pokoleń. Na tym etapie rozwoju światowej gospodarki po prostu nie ma innego wyjścia.

Prywatne podmioty gospodarcze nie są w stanie same wiele zrobić. Zamarcie rynku międzybankowego w USA i Zachodniej Europie pokazuje, że prywatne banki są sparaliżowane strachem. W wielu przypadkach ich aktywa są większe niż PKB państw, na których terenie mają swoje siedziby.

Należy spodziewać się więc dalszej nacjonalizacji banków i dużych przedsiębiorstw produkcyjnych oraz wzrostu protekcjonizmu poszczególnych państw.

Stan równowagi światowa gospodarka osiągnie na znacznie niższym poziomie produktu. W kilka lat może on spaść o 10, może 20 procent, a może więcej. 

Trudno teraz określić, na jakim poziomie prawo podaży i popytu znajdzie globalny stan równowagi.

W USA grozi kryzys podobny do argentyńskiego, gdy ludzie rozbijali banki, by mieć choć trochę pieniędzy na przeżycie. Mogą dziać się tam dantejskie sceny w miastach.

Nasze państwo też jest zadłużone po uszy. Sporo ludzi nadal mieszka jednak na wsi, gdzie łatwiej przeżyć.

Polska jest częścią w miarę stabilnego organizmu gospodarczego, jakim jest Unia Europejska.  Nie prowadzi wojny gospodarczej z Niemcami. Nie ma granic celnych między naszym państwem a ważnymi rynkami, na które eksportujemy produkowane w naszym kraju towary.

UE w najbliższych latach  najprawdopodobniej zwiększy protekcjonizm, który będzie chronił nasz biznes przed konkurencją z Azji.

Mamy tanią siłę roboczą, więc kapitał, który będzie chciał ominąć unijne bariery celne i administracyjne, będzie wędrował do nas.

Ciągle mamy też instrument, który pozwala interweniować na rynku pieniężnym – własną walutę, którą można w razie potrzeby administracyjnie zdewaluować, czy manewrować stopami procentowymi.

Zagraniczny kapitał nie obawia się, tak jak w latach 30. XX wieku, że jesteśmy państwem tymczasowym , które może być zniszczone podczas kolejnej wojny.

Wydaje się więc, że wielki kryzys początku XXI wieku, który jest nieuchronny, nasz kraj przeżyje łagodniej niż inne państwa Zachodu i Wschodu.

Moje rady dla polskiego rządu: zachować złotego i oszczędzać – ciąć wydatki, np. wycofać się z organizowania Euro 2012 i wielkiego planu budowy autostrad, co jest sztandarowym pomysłem keynesizmu, który ideologicznie właśnie zbankrutował. Nadal będziemy jednak funkcjonowali zgodnie z jego regułami.

 

 Jerzy Krajewski

Więcej na ten temat:

Krach socjalizmu na Wall Street

Mamy już światowy krach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *