Kryzys tlenem dla reform

"Wygląda na to, że także polska gospodarka a z pewnością przemysł, już nie hamuje, a kurczy się. Stefan Kawalec w precyzyjnie skonstruowanym artykule ostrzega, że jeśli rząd nie zachęci banków do odblokowania kredytów, grozi nam zaledwie 1-proc. wzrost gospodarczy",  ostrzega "Newsweek".

Perspektywy gospodarcze dla Polski i naszego regionu Europy gwałtownie się pogarszają. Wpływ globalnej recesji możemy osłabić tylko w jeden sposób – podejmując reformy, których zaniechaliśmy w czasach prosperity.

Giełda przewidziała dziewięć z pięciu ostatnich recesji – zażartował kiedyś noblista Paul A. Samuelson, komentując  kolejny zawał na Wall Street. Niestety, giełdy spadające od roku po obu stronach Atlantyku tym razem się nie mylą. W Wielkiej Brytanii, Niemczech i USA recesja już się zaczęła, podobnie w krajach bałtyckich, a w ostatnich dwóch tygodniach niemal codziennie nadchodziły z banków i międzynarodowych organizacji zrewidowane prognozy gospodarcze dla świata.

Rok 2009 będzie najgorszy od lat 70.

Nas zszokowała skrajnie pesymistyczna prognoza banku JP Morgan, która przewiduje zaledwie 1,5-procentowy wzrost polskiego PKB w 2009 roku.

Nie do wiary. Przecież ledwie pół roku temu ci sami eksperci szacowali go na 5,2 proc. Część polskich ekonomistów, mających jeszcze świeżo w pamięci październikowy raport tegoż JP Morgan, w którym złoty uznany został za jedną z najbardziej zagrożonych walut w regionie, potraktowała to jako dowód braku profesjonalizmu tamtejszych analityków. Jednak dla sceptyków prognoza banku potwierdza szybkie pogarszanie się perspektyw naszej gospodarki.

Kto ma zatem rację? Cóż, JP Morgan nie jest wyrocznią. Ale jego prognoz nie można też lekceważyć. Tym bardziej że Polska i tak została potraktowana dość łagodnie. Krajom niemającym takich jak my atutów – największego w regionie rynku i popytu wewnętrznego – ma grozić jeszcze większy szok gospodarczy.

Węgrom i Czechom analitycy JP Morgan wróżą na przyszły rok odpowiednio 1- i 2-proccntowy spadek PKB. W dodatku sygnały weryfikacji zbyt optymistycznych do niedawna prognoz dla Polski i naszego regionu Europy są ostatnio coraz częstsze. Wszak sam NBP dopiero co radykalnie skorygował w dół do ok. 2,8 proc. oczekiwania przyszłorocznego tempa wzrostu PKB. Przybywa też ekonomistów mówiących o 2-2,5 proc. Były wiceminister finansów – matematyk z wykształcenia – Stefan Kawalec w precyzyjnie skonstruowanym artykule ostrzega na łamach "Gazety Wyborczej", że jeśli rząd nie zachęci banków do odblokowania kredytów, grozi nam zaledwie 1-proc. wzrost gospodarczy.

Natomiast polski rząd z premierem włącznie, jakby zaklinając rzeczywistość, podtrzymują wskaźnik 4,8 proc, a wicepremier Waldemar Pawlak "nawet byłby bardziej optymistyczny".

Tymczasem z ubiegłego tygodnia mamy informacje o spadku produkcji samochodów, cementu, blachy i stali. Kolejne firmy przemysłowe zapowiedziały urlopy lub zwolnienia pracowników, a na portalach budowlanych pojawiły się dziesiątki ofert przedsiębiorstw poszukujących kontraktów.

Wygląda na to, że także polska gospodarka a z pewnością przemysł, już nie hamuje, a kurczy się.

Co się takiego stało, że kraje Europy Centralnej, które miały być odporne na światowe wstrząsy, nagle dopada już nie spowolnienie, lecz recesja?

 Analityk firmy ratingowej Fitch, odpowiada, że rynki naszego regionu w całej grupie krajów rozwijających się są najbardziej narażone na negatywne skutki kryzysu finansowego z powodu relatywnie wysokich deficytów na rachunkach bieżących oraz pokaźnego zadłużenia za granicą, zwłaszcza krótkoterminowego. Nie wyklucza, że kolejne kraje będą potrzebowały wsparcia ze strony międzynarodowych instytucji finansowych. Tak jak niedawno Węgry, które zmuszone były pożyczyć z MFW 5 mld dolarów, jako pierwszy od 20 lat kraj Unii Europejskiej.

Europa Środkowo-Wschodnia dość niespodziewanie bowiem przestała być pupilem inwestorów. Przez lata zachodni biznes był wręcz zafascynowany dynamiką rozwoju tych tygrysów gospodarczych Europy. Czołowe koncerny świata wykorzystywały niskie koszty pracy i wysokie kwalifikacje Polaków, Czechów, Słowaków czy Węgrów, budując tu fabryki z myślą o zaopatrywaniu całej Europy, co zaowocowało szybkim w-zrostem produkcji i eksportu (średni wzrost PKB w krajach tego regionu wyniósł od 2000 roku ok. 5 proc. rocznie). Do liczonego w setkach miliardów euro napływu kapitału prywatnego – zarówno inwestycji bezpośrednich, jak i pożyczek – doszło jeszcze ponad 70 mld euro z funduszy unijnych.

To właśnie szeroki strumień kapitału z zagranicy maskował takie problemy, jak rosnące ujemne saldo obrotów bieżących, szybko zwiększające się zadłużenie walutowe większości krajów i ich uzależnienie od finansowania zewnętrznego. A także to, co bodaj najistotniejsze, czyli przespanie okresu prosperity na hamulcu prywatyzacyjnym oraz zastąpienie fundamentalnych reform finansów publicznych budżetową rozrzutnością, co najszybciej, bo w 2006 roku, dało o sobie znać na Węgrzech, gdzie deficyt finansów publicznych przekroczy 9 proc. PKB.

Dobra passa regionu skończyła się wraz z mocnymi podmuchami globalnego kryzysu finansowego. Jednak jeszcze u progu jesieni wydawało się, że nerwowa ucieczka inwestorów z giełd oraz wyprzedaż walut tego regionu będzie najbardziej dotkliwym skutkiem tarapatów globalnej gospodarki. A sama recesja obejdzie się dość łagodnie z krajami o najsolidniejszych fundamentach gospodarczych i systemach bankowych, takimi jak Polska i Czechy.

Złudzenia pryskają teraz, gdy do kłopotów państw, firm i banków tego regionu z pozyskiwaniem środków finansowych za granicą doszło zmaterializowanie się widma dotkliwej recesji, której pierwszymi ofiarami stały się branża motoryzacyjna (Słowacja, Czechy, Polska) i rynek nieruchomości (cała Europa Środkowa).

Jeśli wziąć pod uwagę przesądzoną już stagnację bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tych krajach, trudności z absorpcją funduszy unijnych oraz radykalny spadek kredytów bankowych z zagranicy dla regionu (szacuje się, że z ponad 200 mld dol. w 2007 roku spadną one do ok. 70 mld dol. w 2009), wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej może się znaleźć w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

Kenneth Rogoff, były główny ekonomista MFW, widzi wręcz pewne podobieństwa obecnej sytuacji krajów tej części Europy do państw Azji w przededniu wielkiego kryzysu finansowego w 1997 roku. Tam również w okresie prosperity banki i firmy masowo zapożyczały się za granicą, co doprowadziło je na krawędź załamania, gdy zachodni kapitał zaczął się z azjatyckich rynków wycofywać. Ryzyko powtórki takiego scenariusza zmniejsza to, że banki państw naszego regionu, a polskie w szczególności, mają bez porównania mniej złych długów niż wówczas azjatyckie. Co nie zmienia faktu, że rządy i banki centralne krajów Europy Środkowo-Wschodniej czeka mnóstwo pracy na rzecz pobudzenia gospodarek i uzdrowienia finansów publicznych.
Ten proces już się zaczyna. Czeski bank centralny gwałtownie obciął stopy procentowe (z 3,5 na 2,75 proc), a rząd węgierski w końcu zeszłego tygodnia przedstawił wart 5,4 mld euro plan pomocy dla firm, głównie małych i średnich, w formie subwencji, gwarancji kredytowych i ulg podatkowych.

Natomiast antykryzysowa aktywność polskich władz utrzymuje się, delikatnie mówiąc, na niewystarczającym poziomie. Przygotowanie mapy drogowej wejścia do strefy euro, pakiet zaufania NBP i zasilenie banków we franki szwajcarskie wyczerpują podane do oficjalnej wiadomości działania rządu i NBP. Jeżeli ktoś nie ma wyobraźni, by przewidzieć skutki recesji, to odsyłamy do rządowego programu konwergencji na stronę 21. Tam można wyczytać, że wystarczy jeden punkt procentowy niższego wzrostu w przyszłym roku, by deficyt sektora publicznego skoczył z 2 na 2,9 procent. Jeden procent, podczas gdy ekonomiści zastanawiają się, czy będą to 2,3, a może nawet 4 punkty w dół. Dlatego jeśli nie wprowadzi się w życie planu antykryzysowego, już wczesną wiosną będzie wiadomo, że marzenia o euro w 2012 roku można przełożyć o 2-3 lata.

źródło: "Newsweek". Więcej  w tygodniku "Newsweek". Staramy się o jego zgodę na publikację całego tekstu.

Cały tekst jest też pod adresem http://www.bs.net.pl/?dzial=00011&news=18921.

 

Więcej na ten temat:

Dlaczego Polsce grozi recesja

Dyktatura wielkich koporacji

Tesco obniży zyski polskich firm

Wal-Mart w Polsce?

Grozi nam katastrofa finansowa

Nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji

Kupujcie dolary i euro

Kiedy zbankrutuje nasze państwo?

Plan antykryzysowy dla Polski

W USA nie ma małych prywatnych sklepów

Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa

Jeronimo Martins – najgroźniejszy przeciwnik

Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE

Waltonowie – najbogatsza rodzina świata

Stany Zjednoczone Socjalistycznej Ameryki

Wal-Mart najcenniejszą marką świata

FED wyczarował 800 mld USD

USA bankrutem

McCain za interwencją państwa

Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG

Protekcjonizm w UE to normalność

Supermarkety licencjonowane jak telewizje

Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników

Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu

Nowy atak na duże sklepy

"Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów

Supermarketom stanowcze nie

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Wspierajmy się nawzajem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *