Dyktatura wielkich korporacji

System społeczny  jest ta skonstruowany, że partia, która chce odnieść sukces, musi dogadać się z wielkim biznesem, bo inaczej zmiecie on ją ze sceny politycznej – odetnie od pieniędzy, a w mediach przeprowadzi zmasowany atak przeciw niej. Znajdzie usłużnych dziennikarzy i prokuratorów, którzy z niczego zrobią afery.

 

Hipoteza o dyktaturze wielkiego kapitału w Polsce zrodziła się w trakcie dyskusji na forum w portalu www.rp.pl na temat szybkiego wprowadzenia euro.

Podsunął ją bezkrytyczny komentarz  za euro Pawła Czuryły, dziennikarza „Rzeczpospolitej”. Uznałem, że szkoda z nim dyskutować, gdyż nic go  nie przekona, bo jeżeli będzie pisał komentarze w innym duchu, to go wydawca wyrzuci z pracy.

A potęga prasy jest wielka. Jego komentarz zostanie powielony w 160 tys. egzemplarzy.

Tak się robi propagandę. Za pomocą mediów steruje się umysłami ludzi, pierze ich mózgi.

Tak jest na całym świecie.

Internet to tylko wentyl bezpieczeństwa.

Jak za komuny można w Polsce spokojnie krzyczeć “Prasa kłamie”, “Telewizja kłamie”.

Opozycyjne wobec polityki rządu media mają mały zasięg – porównywalny z mediami opozycji demokratycznej w drugiej połowie lat 80. XX wieku.

Wtedy ustrój naszego państwa nazywaliśmy dyktaturą proletariatu.

Dziś mamy do czynienia z dyktaturą wielkich korporacji finansowych, produkcyjnych i handlowych.

W PRL politycy mieli realną władze.

Teraz realną władzę ma wielki kapitał, który kupuje polityków.

Każda partia, która dochodzi do władzy, stara się zająć rolę najważniejszej organizacji lobbingowej wielkiego biznesu, bo liczy na jego pieniądze i wsparcie, co dostaje w różnej formie.

System jest ta skonstruowany, że partia, która chce odnieść sukces, musi dogadać się z wielkim biznesem, który ma do dyspozycji również media, bo inaczej zmiecie on ją ze sceny politycznej – odetnie od pieniędzy, a w mediach przeprowadzi zmasowany atak przeciw niej. Znajdzie usłużnych dziennikarzy i prokuratorów, którzy z niczego zrobią afery.

Na przykład ostatnio sąd po kilku latach oczyścił z zarzutów korupcyjnych byłego wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa.

Minister Szeremietiew został oskarżony o korupcję po spektakularnym aresztowaniu jego asystenta Farmusa przez funkcjonariuszy, którzy wylądowali śmigłowcem na promie znajdującym się w drodze do Szwecji. Rewelacje o skorumpowaniu wiceministra Szeremietiewa przedstawiła  Anna Marszałek w "Rzeczpospolitej", a za nią inne media.

Kilka lat pewnie poczekamy na prawomocne wyroki w sprawie afery gruntowej i molestowania seksualnego Anety Krawczyk. Afery te zdmuchnęły ze sceny politycznej Samoobronę.

Polską od 20 lat rządzi ta sama grupa osób. Co kilka lat zmieniają się u steru rządów.

Niby reprezentują różne tradycje polityczne i programy ideologiczne, ale tak naprawdę od 20 lat realizują jeden program – wspierania interesów wielkich korporacji finansowych, produkcyjnych i handlowych, na ogół zagranicznych, bo polskich jest mało.

Bardzo dobrze to widać w kluczowych segmentach gospodarki – na rynku finansowym i w handlu.

Wielki kapitał i korporacje popierały wszystkie rządy od 1989 r., zarówno lewicowe, jak i prawicowe.

Wszystkie były za jak najszybszą prywatyzacją, również rządy wywodzące się z komunistycznej PZPR i robotniczej "Solidarności".

Ja też przez wiele lat byłem za jak najszybszą prywatyzacją wszystkiego.

Dopóki nie zorientowałem się, jak niebezpieczne dla społeczeństwa potrafią być wielkie prywatne korporacje finansowe i handlowe.

Pierwszym dzwonkiem alarmowym była analiza skutków rozwoju wielkich sieci handlowych, jaką w 1998 r. przeprowadziłem w artykule dla "Businessman Magazine". Wyszło, że są one bardzo efektywne, ale groźne nie tylko dla małych i średnich firm handlowych, ale również dla małych i średnich firm produkcyjnych, bo ograniczają im kanały dystrybucji towarów.

W prawdziwe zdumienie wprawiły mnie poczynania prywatnych Powszechnych Towarzystw Emerytalnych w Polsce, które zdzierały i zdzierają z przyszłych, biednych emerytów bardzo wysokie opłaty. Pisałem o tym kilka razy w niszowym miesięczniku "Twój Pieniądz" w 2002 r.

W 2008 r. przez kilka miesięcy próbowałem uzyskać z biura prasowego Komisji Nadzoru Finansowego informację o opłatach pobranych przez PTE w ciągu 10 lat. Biuro prasowe KNF nie miało takich danych. Odsyłało mnie do biuletynów publikowanych na stronie www.knf.gov.pl.

Stąd wniosek, że nikt nie pytał o te opłaty. Potwierdził to w rozmowie ze mną Łukasz Dajnowicz z biura prasowego KNF.

W końcu października 2008 r. wreszcie przejrzałem biuletyny i zliczyłem wartość pobranych przez PTE opłat. Byłem zaskoczony, że przekroczyła 10 mld zł.  Napisałem artykuł na ten temat i rozesłałem go mailem do ponad 400 dziennikarzy ekonomicznych w Polsce. Artykuł pojawił się w Wirtualnej Polsce (O PTE w WP) i Interii.

Informacja o 10 mld zł opłat pobranych przez PTE powinna wzbudzić zainteresowanie wielkich mediów: telewizji, radia i prasy, szczególnie, że głośno było w tym czasie o stratach OFE. 

Ale nadal jest cisza na temat 10 mld zł opłat pobranych przez PTE. Ludzie o tym nie wiedzą.

Media boją się ruszyć tę sprawę, bo obawiają się, że stracą reklamy wielkich instytucji finansowych, które są akcjonariuszami PTE.

O sprawie nie mówią też politycy głównych partii, bo boją się, że stracą finansowanie wielkich instytucji finansowych, które są akcjonariuszami PTE.

Podobnie ma się sprawa z rozwojem wielkich sieci handlowych. Ich ekspansję próbowała zahamować Samoobrona, do której przyłączyło się wielu przedsiębiorców, właścicieli małych i średnich firm, bo coraz trudniej konkurować im z wielkimi koncernami handlowymi i produkcyjnymi.

Usłużne media, prokuratorzy i służby specjalne rozbiły jednak Samoobronę w puch. Już się nie podniesie.

Media popierają wielkie sieci handlowe, bo są one wielkim reklamodawcami.

Prokuratorzy i służby specjalne zaangażowały się w wykańczanie konkurencji PiS, który chciał przejąć elektorat Samoobrony i to zrobił.

PiS, gdy był u władzy, nie zrobił żadnej krzywdy wielkiemu biznesowi. Nie naruszył żadnych interesów banków komercyjnych ani PTE.  W sprawie wyhamowania wielkich sieci handlowych był ostrożny. Projekt ustawy o WOH-ach firmowała Samoobrona.

PiS nie chciał się narazić wielkiemu biznesowi i wielkim mediom, bo wie, że ich pieniądze i poparcie są niezbędne przy zdobywaniu poparcia wyborców.

Tej partii nie obchodzą emeryci i small business, tylko władza, dla której zrobi wszystko. Zresztą podobnie jest w przypadku innych partii.

Polską rządzi wielki biznes, a polscy politycy to figuranci. Co było do udowodnienia.

Obraz trochę przerysowany? Być może. Jeżeli ktoś ma kontrargumenty, chętnie je poznam.

Jerzy Krajewski

Więcej na ten temat:

Tesco obniży zyski polskich firm

Wal-Mart w Polsce?

Grozi nam katastrofa finansowa

Nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji

Kupujcie dolary i euro

Kiedy zbankrutuje nasze państwo?

Plan antykryzysowy dla Polski

W USA nie ma małych prywatnych sklepów

Jeronimo Martins przejmie 210 sklepów Plusa

Jeronimo Martins – najgroźniejszy przeciwnik

Zakaz handlu w niedziele i święta w całej UE

Waltonowie – najbogatsza rodzina świata

Stany Zjednoczone Socjalistycznej Ameryki

Wal-Mart najcenniejszą marką świata

FED wyczarował 800 mld USD

USA bankrutem

McCain za interwencją państwa

Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG

Protekcjonizm w UE to normalność

Supermarkety licencjonowane jak telewizje

Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników

Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu

Nowy atak na duże sklepy

"Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów

Supermarketom stanowcze nie

Napiszemy nową ustawę o WOH

Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów

Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę

Przykład PR wielkich sieci handlowych

Hipermarkety jak buldożery

Wspierajmy się nawzajem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *