Banki mają dość pieniędzy na kredyty

"Nie podzielam poglądu prezesów PKO BP i Pekao SA, że jesteśmy skazani na poważne graniczenie kredytowania z uwagi na rzekomo niewystarczające źródła finansowania", napisał w "Dzienniku"  Władysław Kulczycki, były doradca prezesa NBP. Polski sektor bankowy stanowi ostoję stabilności finansowej oraz wysokiej efektywności, jednocześni posiada wystarczające zasoby do rozwijania akcji kredytowej

Za dość znamienny należy uznać tekst dwóch prezesów największych w Polsce banków: Jerzego Pruskiego z PKO BP i Jana Krzysztofa Bieleckiego z Pekao, opublikowany w "The Wall Street Journal Polska" z 6 stycznia br. Zapowiadają oni istotne zmniejszenie przyrostu kredytów w polskim sektorze bankowym z ok. 145 mld zł w 2008r.do 40mld zł w2009 roku. Podstawową przyczyną ma być niewystarczający przyrost źródeł finansowania, zwłaszcza depozytów, i brak przepływu z funduszy inwestycyjnych.

Prognozy jak ta mają to do siebie, że się nie sprawdzają, i w tym przypadku dobrze by było, aby tak się stało. Kształtują jednak atmosferę i zapowiadają politykę banków, a w tym przypadku oznacza to nic innego jak wstrzemięźliwość kredytową. Konsekwencje poniesie sfera realna, a więc tempo rozwoju gospodarczego, o czym autorzy na początku tekstu wyraźnie piszą.

W "Informacji o sytuacji banków po trzech kwartałach 2008 r." Komisja Nadzoru Finansowego, zachowując daleko idącą ostrożność w ocenie płynności sektora bankowego i wskazując na niekorzystne zjawiska, konkluduje jednak zadowalającą oceną poziomu płynności. Udział płynnych aktywów wynosił prawie 26 proc. i wszystkie banki spełniały normy określone przez uchwałę płynnościową, którą panowie prezesi uznają za pewne ograniczenie w działalności kredytowej, choć regulacja ta nie budzi u nich wątpliwości.

W tym kontekście niech dopełnieniem wzajemnych uwarunkowań postrzeganych przez podmioty w systemie bankowych będzie konkluzja KNF, "że działania podejmowane przez resort finansów, NBP i KNF mają ograniczony charakter i kluczową rolę w przywracaniu zaufania na rynku muszą odegrać same banki i ich organizacje środowiskowe, w szczególności Związek Banków Polskich". No i jesteśmy w domu. Pięć podmiotów tworzących instytucjonalną strukturę stabilności finansowej już nic nie może zrobić, a prezesi dwóch największych w Polsce banków nie mają dość pieniędzy na działalność kredytową.

Polski sektor bankowy w ujęciu bilansowym stanowi ostoję stabilności finansowej, wysokiej efektywności, jednocześnie posiada wystarczającą adekwatność kapitałową do dalszego rozwoju, a także płynność. Choć utrzymująca się nieufność na rynku międzybankowym jest pewnym problemem, działanie rządu, nie tylko NBP, przez gwarantowanie operacji międzybankowych mogłoby i ten problem znacznie zneutralizować. Panowie prezesi jakoś tej kwestii nie podnoszą. Tym bardziej że obawy deponentów powoli są zmniejszają i w listopadzie przyrost depozytów wyniósł 2,3 proc. (w październiku był lekki spadek), a w grudniu już 3,7 proc, natomiast nominalny przyrost kredytów po uwzględnieniu efektu kursowego oznacza realny spadek. Nie podzielam więc obaw co do niewystarczających źródeł finansowania dla rozwoju akcji kredytowej w tym roku. Potrzeba powiększenia stabilnych depozytów w sektorze bankowym staje się wyzwaniem, co widać w oferowanym oprocentowaniu, ale problem będzie się zmniejszał bez potrzeby przepływu środków z funduszy inwestycyjnych, które zostały w tekście jakoś specjalnie wyeksponowane. Wszystko więc wskazuje, że to awersja do ryzyka kredytowego determinuje taką postawę, a nie obiektywne okoliczności kształtowane poziomem źródeł finansowania.

Przy tej okazji warto także spojrzeć w bilanse tych dwóch banków i ocenić ich aktywność kredytową. W bilansie Pekao na koniec września udział kredytów wynosił 58 proc, a więc na tle innych banków dość umiarkowany i jednocześnie najwyższy w sektorze wolumen należności od banków (11 mld zł). Z kolei w PKO BP udział kredytów kształtował się na jednym z najwyższych poziomów, bo blisko 75 proc. w aktywach, przy dość niskim zaangażowaniu na rynku między-bankowym. Ale z kolei bank ten swoje zasoby płynne chce angażować w zakup AIG Polska, co wraz z potrzebą sfinansowania przejętego portfela kredytowego oznaczać może kwotę 4-5 mld zł. W mojej ocenie korzystniejsze dla gospodarki w obecnym czasie byłoby angażowanie źródeł finansowania w rozwój akcji kredytowej, a nie przejęcia, które nie tworzą dodatkowej wartości dla gospodarki. Można to także uznać za przejaw obaw w podejmowaniu nowego ryzyka kredytowego.

Takie postawy to oczywiście nic zdrożnego, wręcz przeciwnie – u prezesów banków stanowią o ich przezorności w trosce o oszczędności klientów i tym samym o profesjonalizmie w zarządzaniu bankiem. Identyfikujmy jednak prawdziwe przyczyny obaw w rozwoju działalności bankowej, a także adresata, który swoimi instrumentami ma możliwość ograniczania ryzyka kredytowego – jest nim przede wszystkim rząd współdziałający z bankiem centralnym. A tak mamy zupełną asymetrię, a nie tak potrzebną koordynację polityki fiskalnej i polityki monetarnej.
Obecnie dla banków bezpośrednie znaczenie, co jest powtarzane od trzech miesięcy, ma ją: obniżenie ryzyka kredytowego, redukowanie obaw u deponentów i zmniejszenie obiegu pieniądza poza kasami bankowymi oraz zwiększenie płynności w obrocie międzybankowym.
Warto więc widzieć realne uwarunkowania kredytowania, a nie już przeszłe i obecnie raczej o charakterze zastępczym, ale w taki sposób, by podkreślić obiektywną niemoc kredytowania. Aktualnie problemem zasadniczym jest wysoki poziom ryzyka gospodarczego, co w bankach wyraża się ryzykiem kredytowym. Naciskanie na banki komercyjne na podejmowanie dużego ryzyka kredytowego i tym samym tworzenie zagrożeń dla oszczędności w nich ulokowanych świadczy o zupełnym woluntaryzmie i nieodpowiedzialności. Banki muszą się kierować ostrożnością i regułami bezpiecznego zarządzania prowadzonym biznesem bankowym. Niemal cała sfera realna identyfikuje podwyższone ryzyko i dostosowuje się do nowych warunków w otoczeniu makroekonomicznym, natomiast od banków wymaga się, aby ryzykując cudzymi oszczędnościami i kapitałami swoich akcjonariuszy (też z oszczędności powstałych), udzielanymi kredytami pobudzały gospodarkę.

Zatem w pierwszej kolejności przy użyciu instrumentów polityki makroekonomicznej, przede wszystkim z arsenału rządowego, należy tworzyć przesłanki zwiększania aktywności kredytowej, bowiem banki mają już wystarczające źródła finansowania. To nie stanowi problemu i już w tej chwili można kredytować gospodarkę na potrzebnym poziomie, zwłaszcza współuczestniczyć w realizacji projektów finansowanych środkami unijnymi. Ponadto poziom źródeł finansowania będzie się zwiększał, bo nie ma obecnie dobrej konkurencji dla lokat bankowych w zagospodarowywaniu posiadanych oszczędności.
Przeciwdziałanie znaczącemu osłabieniu koniunktury gospodarczej wymaga szybkiego usprawnienia bieżącej działalności bankowej (głównie kredytowej). Tracony czas w przygotowywaniu rozwiązań systemowych dla całego sektora powoduje, że pożądane skutki można najszybciej osiągnąć przez oddziaływanie na banki z rodzimym kapitałem wbrew temu, co piszą autorzy. Szczególne znaczenie od odegrania mają PKO BP i Bank Gospodarstwa Krajowego, choć ten ostatni nie dysponuje znaczącymi źródłami finansowania. Warto jedna sięgnąć po zasoby banków spółdzielczych, których nadwyżkę depozytów nad kredytami można szacować na ok. 15 mld zł.

Nie podzielam więc poglądu autorów, że jesteśmy skazani na poważne ograniczenie kredytowania z uwagi na rzekomo niewystarczające źródła finansowania. Niewątpliwie zachodzi potrzeba wzmacniania stabilności bazy depozytowej i przedstawione propozycje działań adresowane do NBP mają uzasadnienie, ale nie mniej aktywny musi być także rząd w ograniczaniu ryzyka gospodarczego. Pobudzanie aktywności bankowej, głównie kredytowej, wraz z niezbędną rozbudową źródeł finansowania nie wymaga ponadprzeciętnego wysiłku organów państwowych i nie musi oznaczać rozluźnienia dyscypliny finansowej, tak mocno ostatnio podkreślanej. Można mieć uzasadnione wątpliwości co do dotychczasowej postawy wielu instytucji odpowiedzialnych za funkcjonowanie gospodarki i jej systemu finansowego. Obecnie trzymanie się utartych kanonów nie może być efektywne, stąd zasadne są niestandardowe zachowania wobec podmiotów komercyjnych, zwłaszcza z rodzimym kapitałem.
Tymczasem na asekuracyjną postawę większości podmiotów systemu gospodarczo-finansowego nakłada się, zrozumiała zresztą w takiej sytuacji, podobna postawa prezesów największych banków w Polsce (bo ryzykują przecież cudzymi oszczędnościami), co nie rokuje dobrze działaniom antykryzysowym w naszym kraju.

O autorze| Władysław Kulczycki, były doradca prezesa Narodowego Banku Polskiego

źródło: "Dziennik" za www.zbp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *