Recepta na kryzys

Rozwiązaniem problemów Zachodu może być powrót do normalności – do  gospodarki wolnorynkowej bez obowiązkowych ubezpieczeń społecznych i majątkowych, z prostymi, stabilnymi podatkami, z ograniczeniem zakresu pomocy socjalnej.

 

Zbliżający się kryzys przeczuwałem kilka lat temu. Z rynku akcji wyszedłem w czerwcu 2006 r. i nie wróciłem do tej pory. 

Już wtedy uznałem, że nierównowagi na rynku finansowym są tak wielkie, że trudno przewidzieć wybuch paniki na rynku kapitałowym. A nie miałem czasu śledzić każdego dnia nastroje inwestorów.

Globalny kryzys zapowiedziałem publicznie 28 września 2008 r. dwa tygodnie po upadku banku Lehman Brothers na naszych stronach www.ibs.edu.pl oraz www.gepardybiznesu.pl.

Dość jasno przedstawiłem diagnozę – przyczyny kryzysu.

Od razu uznałem, że to nie jest tylko kryzys finansowy, że ma on głębokie podstawy w realnej gospodarce. 

Głównym problemem dla Zachodu jest utrata realnych miejsc pracy w biznesie w wyniku rozwoju technologii  oraz przenoszenia miejsc pracy do krajów rozwijających się w Azji (Chin, Indii, Malezji…) i Europie Środkowej (m.in. w Polsce). To spowodowało wzrost zadłużenia mieszkańców Zachodu i państw Zachodu.

Napisałem, że mamy do czynienia ze strukturalnym kryzysem Zachodu. 

Dziś jasno widać, że miałem rację.

Gorzej jest ze sposobami leczenia.

Przez kilkadziesiąt lat Zachód żył ponad stan na kredyt.

Jak teraz wyjść ze spirali zadłużenia?

Jak w pokojowy sposób w warunkach demokracji obniżyć poziom życia milionów ludzi od 20-30 proc.?

Jak zwiększyć konkurencyjność zachodnich gospodarek? 

Łatwiej było przywrócić równowagę w zachodniej gospodarce jesienią 2008 r., pozwalając na bankructwo banków i firm, które popełniły błędy i nie wytrzymały w globalnej konkurencji. 

Politycy zdecydowali się jednak na ratowanie banków i firm za pieniądze podatników. Odsunęli problemy w czasie.

Obecnie góra kłopotów jest więc wyższa niż w 2008 r.

Upadają nie tylko banki i firmy, ale również państwa. 

Kluczowa dla świata jest sytuacja w wielkich gospodarkach: USA, Chiny, Euroland (głównie Niemcy).

USA i Euroland mają kłopoty typowe dla Zachodu: wielkie zadłużenie mieszkańców i obywateli, kurczący się rynek pracy.

Chiny uzależnione są od popytu z  USA i Eurolandu.

Nieuchronne kłopoty USA i Eurolandu wpędzą w kryzys również Chiny.

Trzeba więc szykować się na trudne czasy.

Mówię o tym od jesieni 2008 r. 

Ostrożność doradzałem bankom spółdzielczym na Ogólnopolskiej Konferencji Banków Spółdzielczych 7 listopada 2008 r.Te rady miały znaczenie przy udzielaniu długoterminowych kredytów inwestycyjnych.

Poniżej fragment relacji z tej konferencji. 

Dziś uważam, że rozwiązaniem problemów Zachodu może być powrót do normalności – do  gospodarki wolnorynkowej bez obowiązkowych ubezpieczeń społecznych i majątkowych, z prostymi, stabilnymi podatkami, z ograniczeniem zakresu pomocy socjalnej.

Trzeba przenieść odpowiedzialność za życie ludzi z poziomu państwa na poziom rodzin i lokalnych wspólnot.

I tu rola lokalnych banków spółdzielczych może być spora, szczególnie w edukacji ekonomicznej lokalnych społeczności.

Jerzy Krajewski

 

W II Ogólnopolskiej Konferencji Banków Spółdzielczych wzięło udział 70 osób. Wystąpili na niej m.in. Małgorzata Zaleska, prezes BFG i Mirosław Potulski, prezes BPS. W dyskusji wzięli udział m.in. prof. Władysław Jaworski, Roman Rak, Jan Grzesiek i Jerzy Krajewski.

II Ogólnopolska Konferencja Banków Spółdzielczych odbyła się 7 listopada 2008 r. w Sali. im. Stanisława Wojciechowskiego w budynku Krajowej Rady Spółdzielczej  w Warszawie przy ul. Jasnej  1.

Jej organizatorem był Instytut Bankowości Spółdzielczej.

Temat konferencji – „Banki spółdzielcze wobec globalnego kryzysu gospodarczego” – wzbudził duże zainteresowanie. Wywołał ciekawą dyskusję, nie tylko w przeznaczonym na to czasie, ale również wśród prelegentów, którzy w swoich wystąpieniach odnosili się do opinii innych osób.

Globalny kryzys gospodarczy

We wprowadzeniu Jerzy Krajewski, Dyrektor Instytutu Bankowości Spółdzielczej,  przedstawił  przyczyny  i skutki globalnego kryzysu gospodarczego.

Jego zdaniem, genezy kryzysu należy szukać w załamaniu realnej gospodarki w USA, głównie znacznym zmniejszeniu liczby miejsc pracy w tym kraju. Kryzys na amerykańskim rynku pracy spowodowały m.in. takie zjawiska jak zniszczenie małych i średnich firm w wyniku ekspansji sieci hipermarketów i telewizji oraz ucieczka miejsc pracy w przemyśle i usługach do krajów niskokosztowych.

Jedno miejsce pracy w hipermarkecie oznacza utratę kilku miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych. Te drugie tracą kanały dystrybucji swoich produktów, bo wielkie sieci handlowe nie chcą ich wziąć na swoje półki.

Reklamy w telewizji są skuteczne, ale bardzo drogie. Stać na nie głównie wielkie firmy.

Proces zanikania dobrych miejsc pracy trwał w USA wiele lat. Spowodował spadek realnych dochodów klas niższej i średniej w ciągu ostatnich 20 lat.

Dostrzegali go ekonomiści. Bank centralny, by pobudź popyt, utrzymywał niskie stopy procentowe. Instytucje finansowe nadmiernie poluzowały wymagania wobec kredytobiorców przy kredytach hipotecznych i kartach kredytowych. Nadzór finansowy nie reagował na to. W wyniku tego milion obywateli znalazło się w pułapkach zadłużeniowych.

Również amerykańskie państwo zadłużyło się po uszy. Jednym z powodów były jego działania mające na celu pobudzenie popytu przez obniżki podatków. Deficyt budżetowy rósł przez to, a efekty popytowe były krótkotrwałe.

W 2008 r. obywatele i państwo doszli do ściany. Nie mają jak dalej się zadłużać. Dlatego gwałtownie spada konsumpcja, np. zakupy nowych samochodów. Rośnie bezrobocie.

Na te procesy nałożyły się fatalne błędy finansistów związane z derywatami. W efekcie mamy do czynienia z upadkiem największej w historii piramidy finansowej.

Jej wybudowanie umożliwiła globalizacja i deregulacja rynku finansowego,  brak nadzoru nad nim, co sprawiło, że mieliśmy do czynienia z globalnym kasynem zamiast rynku.

Na krachu w USA traci cały świat, bo ten kraj wytwarza 25 proc. światowego PKB. Kryzys uderzył również w Polskę. Recesja może być bardzo głęboka.

 

Kondycja sektora bankowego w Polsce  jest dobra

Mirosław Potulski, Prezes Zarządu  Banku BPS,  przedstawił dobry stan sektora banków spółdzielczych i perspektywy jego rozwoju. Powiedział, jak banki zrzeszające i spółdzielcze mogą przygotować się na trudne czasy, jak banki zrzeszające mogą pomóc bankom spółdzielczym.

Zdaniem prezesa Potulskiego, sytuacja sektora banków spółdzielczych jest dobra, bo nie angażował się w ryzykowne transakcje. Zyski BPS i banków spółdzielczych rosną dynamicznie. Mają wystarczające kapitały. Przyjmują znacznie więcej depozytów niż udzielają kredytów. Nadwyżki finansowe lokują zaś głównie w bezpieczne papiery skarbowe.

Prezes Potulski najpierw skrytykował brak zaufania na rynku międzybankowym. Gdy przedstawił sposób lokowania środków przez BPS, okazało się, że zarządzany przez niego bank w ciągu ostatnich miesięcy bardzo ograniczył lokowanie środków na rynku międzybankowym.

Jego zdaniem, sytuacja światowej gospodarki, nie jest tak dramatyczna, jak to przedstawił Jerzy Krajewski.

Prof. dr hab. Małgorzata Zaleska, Prezesa Zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zaprezentowała możliwości Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w zakresie wspierania działalności banków spółdzielczych. Ona również uspokajała, że sytuacja sektora bankowego w Polsce jest dobra. "Kondycja olbrzymiej większości banków spółdzielczych nie budzi naszych zastrzeżeń, tylko w kilku przypadkach widzimy zagrożenia, ale te banki realizują już programy naprawcze", powiedziała Małgorzata Zaleska.

Mniej optymistyczny obraz 

Krzysztof Matela, Prezes Zarządu EGB Investments SA, Prezes Polskiego Związku Windykacji, Wiceprezes Business Centre Club,  przedstawił wpływ kryzysu światowego na zmniejszanie się zdolności płatniczej gospodarstw domowych. Obraz, który wyłonił się z zaprezentowanych przez niego danych, nie jest optymistyczny. Polacy są już mocno zadłużeni. Wielu nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zachęcał banki do monitorowanie sytuacji kredytobiorców nie tylko w trakcie udzielania kredytów, ale również w czasie jego spłaty. "Nie wiemy, jak w Polsce  zachowają się kredytobiorcy w ciągu 30 lat spłat, bo z tak długimi kredytami nie mieliśmy w naszym kraju do czynienia", powiedział Matela. Zwrócił uwagę na różnice w mentalności Polaków i Amerykanów. "W USA  kredytobiorcy wyprawiają dla przyjaciół imprezy, gdy po 30 latach spłacą ostatnia ratę kredytu, w nas, gdy dostaną kredyt", powiedział Krzysztof Matela. "Z badań socjologicznych wynika, że większość Polaków nie uważa, że jeżeli ktoś wziął kredyt, to ma dług. O długu mówi się u nas dopiero wtedy, gdy o jego spłatę upomni się komornik lub firma windykacyjna. Z danych organizacji VISA wynika, że tylko 15 proc. Polaków wie, że karty kredytowe powodują powstawanie długów i  pobierane są od nich odsetki", dodał.

W dyskusji na temat kryzysu gospodarczego głos zabrali prof. Władysław Jaworski, Roman Rak, działacz spółdzielczy, Jan Grzesiek, prezes Banku Spółdzielczego w Jarocinie i Jerzy Krajewski.

Profesor Jaworski zwrócił uwagę na zaniechania władz państwowych w przeciwdziałaniu kryzysowi. "Inne banki centralne obniżają stopy procentowe, dlaczego nie dzieje się tak w naszym kraju", pytał prof. Jaworski. Jak zwykle zachęcał władze do wspierania polskich banków spółdzielczych.

Roman Rak postulował szerszą współpracę w sektorze banków spółdzielczych, opracowanie jednej strategii rozwoju. Jako wzór stawiał holenderski model spółdzielczości Rabobanku. Krytykował komercjalizację działań wielu banków spółdzielczych.

Zdaniem Jerzego Krajewskiego różnorodność banków spółdzielczych i zrzeszających w Polsce należy docenić.  Nie ma potrzeby budowania jednolitej struktury. Konkurencja między bankami jest dobra dla nich i ich klientów. Duże banki spółdzielcze zaczynają działać jak komercyjne, bo rośnie liczba ich klientów, o których coraz mniej wiedzą z osobistych kontaktów. Zmusza je to do pozyskiwania informacji o klientach z zewnętrznych źródeł i stosowania typowo komercyjnych metod zarządzania.

Jan Grzesiek skrytykował banki komercyjne za nieodpowiedzialne działania na rynku kredytów. "Nasze normy ostrożnościowe, właściwa ocena zdolności kredytowej, okazały się lepsze, bo banki spółdzielcze nie są nastawione na generowanie krótkoterminowych zysków", powiedział Jan Grzesiek.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *